O nasChronologiaArtykułyWspółautorzyPocztaZałóż bloga
 -

"W imię..." – Wyobcowanie według Szumowskiej - Recenzje filmów

W Polsce - państwie hermetycznym i piętnującym odmienność powstaje film, który odmienia wizerunek homoseksualistów. A reżyserka, Małgorzata (Małgośka) Szumowska udowadnia, że jest twórcą coraz bardziej dojrzalszym. "W imię…" to najlepsze, jak do tej pory, jej dzieło.

Wstęp
Treść artykułu
Galeria zdjęć
Opinie
Polecane artykuły
aragorn136 (25295 pkt)Strona WWW Autora
Ilość odwiedzin: 4 505
Czas czytania: 4 821 min.
Kategoria: Recenzje filmów
Dodano: 4357 dni temu [2013-09-25]

Po średnich, choć przez niektórych wychwalanych „33 scen z życia” i późniejszym „Sponsoringu” widać, że nie boi się tematów tabu i nadal brnie przez „zasypanie śniegiem pole minowe”. Dla grupy widzów pozostaje „tandetną efekciarą”, która nieumiejętnie gra na emocjach. Inni podziwiają jej upór, talent i pomysły. Przyznam, że sam przez pewien czas, należałem do osób krytykujących. Jednak „W imię …” spowodowało, że zmieniłem zdanie. To obraz, oczywiście nie pozbawiony wad, któremu do wybitności daleko, ale jako całość wypada nad wyraz dobrze.  

 

Szumowska już w pierwszej scenie wrzuca nas w brutalny świat mazurskiej wioski, gdzie dręczenie słabszego jest na porządku dziennym. Tutaj główny bohater, lubiany przez wiernych, ksiądz Adam pomaga prowadzić poprawczak. Nie jest to zadanie łatwe - wymaga cierpliwości, siły wewnętrznej i pozytywnej energii.  Adam posiada te cechy. Podopieczni świetnie się z nim dogadują. Lecz wystarczy jedno małe potknięcie, jeden gest, by idealny wizerunek księdza runął w gruzach. Bowiem Adam jest gejem, a przyjaźń z miejscowym, młodym outsiderem „Dynią” , przypomni mu jak bardzo był przez długie lata samotny…

 

„W imię …” to nie tylko rozprawka o celibacie i homoseksualiźmie w kościele. To przede wszystkim opowieść o wyobcowaniu i samotności właśnie. Reżyserka zachowuje, a przynajmniej przez większość filmu stara się, zachować „złoty środek”. Nie jest zbyt kontrowersyjna (chyba, ze kogoś przeraża widok gołych pośladków), ani przesadnie łagodna w pokazywaniu poszczególnych ujęć. Niestety czasem popada w pewną karykaturę i momenty, które miały być z założenia poetyckie i poruszające nasze serca, takie nie są. Nieciekawie też prowadzi drugi plan. Poza Mają Ostaszewską w roli żony Michała, dyrektora poprawczaka (Łukasz Simlat), podkochującej się w księdzu Adamie oraz Tomaszem „Blondynem” Schuchardtem, inni bohaterowie wydają się być nieco papierowi. Nie czuć z nimi więzi. Nawet „Dynia” (Mateusz Kościukiewicz) to postać udziwniona - lekko upośledzony chłopak, mający problemy z mową. Jego relacja z Adamem nie przekonuje w stu procentach.  

 

Mimo wypunktowanych wyżej minusów, warto spędzić w kinie te półtorej godziny. Dla pięknych zdjęć oraz dla Andrzeja Chyry, o którym mogę śmiało, bez cienia wątpliwości napisać: najbardziej utalentowany polski aktor. Z niebywałą dezynwolturą odgrywa skazanego na samotności księdza. Szczególnie podczas rozmowy z siostrą mieszkająca w dalekiej Kanadzie, widać i słychać jak wielki posiada talent. Chyra sprawia, że nie można być obojętnym wobec Adama i jego problemów.

 

Ostateczna konkluzja może być tylko jedna. Codziennie umieramy i rodzimy się na nowo. Film pokazuje, że swego rodzaju alienacja, nie jest wyborem. Jest bezpośrednio narzucona. Przez kogo? W imię czego? Przykro to stwierdzić, ale przez uprzedzone społeczeństwo, które nie potrafi zaakceptować jakiejkolwiek inności (początkowa sekwencja z mrówkami).

 

Jest też jedna kulminacyjna (nie będę spoilerował) scena (trafnie wykorzystano tu niezwykle klimatyczną piosenkę), którą Szumowska otwiera nam szeroko oczy i przypomina, że tak naprawdę każdy człowiek jest na swój sposób osamotniony – ze swoimi zmartwieniami, kłopotami, z opuszczoną głową kroczy przed siebie.

 

Być może „W imię…”  nie zmieni podejścia zatwardziałych homofobów do orientacji seksualnych, ale wywoła ważną dyskusję na ten temat. I nawet jeśli reżyserka kilka razy gubi główny sens i bywa, jak już wspomniałem, karykaturalna, to i tak wystawiam jej wysoką notę.

 

Parafrazując słowa piosenki grupy Tilt, pamiętajcie, że jeszcze będzie przepięknie, jeszcze będzie normalnie. Bo zawsze istnieje nadzieja, że kiedyś ten nasz kraj będzie lepszy, a społeczeństwo (głównie te małomiasteczkowe) tolerancyjne.

 

Ocena: 7/10

 

źródło: YouTube.com (Standardowa licencja)

 

 

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą Altao.pl. Kup licencję

Mogą Cię zainteresować odpowiedzi na te pytania lub zagadnienia:




Galeria zdjęć - "W imię..." – Wyobcowanie według Szumowskiej

Temat / Nick / URL:

Treść komentarza:

Polecamy podobne artykuły

Pliki cookie pomagają nam technicznie prowadzić portal Altao.pl. Korzystając z portalu, zgadzasz się na użycie plików cookie. Pliki cookie są wykorzystywane tylko do działań techniczno-administracyjnych i nie przekazują danych osobowych oraz informacji z tej strony osobom trzecim. Wszystkie artykuły wraz ze zdjęciami i materiałami dostępnymi na portalu są własnością użytkowników. Administrator i właściciel portalu nie ponosi odpowiedzialności za tresci prezentowane przez autorów artykułów. Dodając artykuł, zgadzasz się z regulaminem portalu oraz ponosisz odpowiedzialność za wszystkie materiały umieszczone przez Ciebie na stronie altao.pl. Szczegóły dostępne w regulaminie portalu.

© 2025 altao.pl. Wszystkie prawa zastrzeżone.
0.322

Akceptuję pliki cookies
W ramach naszego portalu stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym momencie zmiany ustawień dotyczących cookies. Jednocześnie informujemy, iż warunkiem koniecznym do prawidłowej pracy portalu Altao.pl jest włączenie obsługi plików cookies.

Rozumiem i akceptuję