O nasArtykułyPocztaZałóż bloga

"Obcy: Przymierze" – "Wielki" kreator - Recenzje filmów

Groza, tajemnica i krwawa łaźnia. To właśnie te podstawowe elementy napędzały fabułę i budowały klimat serii o najbardziej przerażającym, fascynującym kosmicznym potworze w historii kina. Niestety, w oczekiwanym (raczej przez najwierniejszych fanów) sequelu „Prometeusza” i jednocześnie prequelu „Obcego – 8. pasażera Nostromo” najwięcej jest tego trzeciego – tryskającej litrami na lewo i prawo posoki. A wspomniana groza i enigmatyczność dość szybko rozpływają się w próżni…

Strona
Treść artykułu
Galeria zdjęć
Opinie
Polecane artykuły


aragorn136 (1006 pkt)Strona WWW Autora
Ilość odwiedzin:
279
Czas czytania:
359 min.
Kategoria:
Recenzje filmów
Autor:
aragorn136 (1006 pkt)
Dodano:
70 dni temu

Obcy: Przymierze” rozpoczyna scena rozmowy Petera Weylanda z androidem Davidem. Ta spokojna wymiana zdań stwórcy ze swoim „dzieckiem” m.in. na temat pochodzenia człowieka tocząca się gdzieś w aseptycznym, białym pomieszczeniu bardziej pasuje do filozoficznej wymowy arcydzieła Ridleya Scotta, czyli „Łowcy androidów” niż uniwersum Obcego. Jednak gdy odświeżymy sobie średnio udanego, mającego potencjał na bycie opus magnum reżysera, „Prometeusza”, to zabieg ten wydaje się słuszny. Widz już wtedy, na samym wstępie zaczyna podejrzewać, że idea kreacjonizmu i zabawa w Boga, podobnie jak tam, także i w „Przymierzu” zdominują fabularną oś filmu. I tak po części jest. Z drugiej strony, kiedy za chwilę na ekranie pośrodku komicznej pustki nieśpiesznie wyłoni się tytuł, któremu towarzyszy zapożyczona z oryginalnego klasyka muzyka, całe ciało przeszywa dreszcz. A w głowie kiełkuje myśl, że oto faktycznie otrzymamy produkcję na miarę pierwszego „Obcego”.

 

Przymierze to statek kolonizacyjny ze „śpiącymi” dwoma tysiącami przyszłych mieszkańców nowego odległego świata, kilkunastoma członkami załogi i wieloma embrionami. Jedynym czuwającym jest tu przechadzający się po pokładzie android Walter (Michael Fassbender). Razem z nim podąża oko kamery Dariusza Wolskiego, rejestrujące futurystyczne ciasne wnętrza. „To będzie świetne kino science fiction” – te słowa i wiara towarzyszą widzowi nadal. I nagle…

 

W trakcie lotu nieoczekiwanie dochodzi do wypadku. Wybudzona załoga, naprawiając szkody, dodatkowa odkrywa sygnał ze znajdującej się w pobliżu planety. Kapitan Oram (Billy Crudup) śmiało decyduje, aby ją zbadać. Może właśnie tam zbudują osadę, nie narażając uczestników misji na dalsze kosmiczne niebezpieczeństwa. Niestety ów zdatny do życia raj okaże się piekłem.

 

Robią wrażenie pejzaże planety – szerokie kadry pieszczą oko. Serce fanowskie bije mocno, napięcie niemal sięga zenitu, czuć zbliżające się zagrożenie. Faktycznie siedzimy jak zahipnotyzowani. Lecz im dalej w las, tym jest coraz bardziej… nijako, nielogicznie. Jakby Ridley Scott i scenarzyści: John Logan („Gladiator”) i Dante Harper chcieli na siłę uczynić z „Obcego: Przymierza” obraz, który musi przebić pod każdym względem wszystkie części sagi. Tymczasem stoją w rozkroku – z jednej strony upodabniając go do „Prometeusza”, z drugiej klonując sceny z mających niepowtarzalny styl „8. pasażera Nostromo” i widowiskowego „Decydującego starcia”. Nie wyszło z tej mieszaniny smakowite danie.

 

Imponuje operatorska finezja naszego rodaka Dariusza Wolskiego, niezłych jest kilka zainscenizowanych momentów akcji, jednak wszystko psują absurdalne wybory poszczególnych drugoplanowych i epizodycznych bohaterów. Bezmyślnie zwiedzają nieznane okolice, jakby byli na wakacjach w tropikach, a nie na „pozornie” przytulnej planecie, służąc głównie jako mięso armatnie – ginąc szybko lub w męczarniach jeden za drugim. Nie ma miejsca na zżycie się z nimi, zapoznanie, kibicowanie. Praktycznie nie istnieje też intrygujący wątek dotyczący obcej cywilizacji i Inżynierów (wypuszczony w sieci prolog-viral dawał nadzieję, że coś jednak w samym filmie o nich dostaniemy).

 

Również aktorsko poza bardzo dobrym w swojej podwójnej roli Fassbenderem film nie ma za dużo do zaoferowania. Z obsady zapamiętamy głównie Billy’ego Crudupa (kojarzony m.in. z „Uśpionych”) i Danny’ego McBride’a. Ten drugi w kowbojskim kapeluszu i z łotrzykowską miną nieco rozrzedza napompowaną wizję Scotta. Natomiast Katherine Waterston („Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć”) wcielająca się w Daniels – postać, która miała stać się kolejną Ellen Ripley, nie podołała trudnemu zadaniu. Nawet gdy uzbrojona w karabin walczy z Obcym, to brakuje jej charyzmy Sigourney Weaver

 

Coś nie tak, kiedy w filmie ze słowem Obcy w tytule, ów Ksenomorf i jemu podobne (tzw. Neomorfy) to jedynie dodatki, które zamiast straszyć swoją fizjonomią i zachwycając inteligencją, z organizmu doskonałego przeistaczają się w skaczące, cyfrowo skrojone (bez polotu) przez komputer monstra. Mało namacalne i przez to mało przerażające. Aż tęskni się za czasami, kiedy Obcych udawali wyrośnięci faceci w gumowych kostiumach lub byli oni poruszanymi przez animatronikę kukłami.

 

Jaki zatem otrzymaliśmy produkt końcowy? Dziurawy. Trochę strzelanki, sporo krwawego (mało gotyckiego) horroru, w którym rządzi przypadek, fabularne mielizny i zakaźny patogen. Do tego dwa androidy-karatecy grające na flecie i dyskutujące o potrzebie dawania i odbierania życia. Kilka nowych, dość ciekawych pomysłów na zawiązanie fabuły i próba podtrzymywania atmosfery z klasycznego filmu to niewiele panie Scott. Mimo że z „Marsjanina” zrobił pan dobrą adaptację i czuje się w kosmosie niemalże jak ryba w wodzie, to nie jest pan wielkim kreatorem (jak można nazwać filmowego Davida) i pora już chyba przejść na emeryturę i oddać serię w inne ręce.

 

Gdyby to był pierwszy kinowy występ Ksenomorfa lub zupełnie oddzielna opowieść, to film byłby do zjedzenia w całości, bez żołądkowej rewolucji. Jednak jako kolejny epizod kultowej serii wypada blado. Nie emocjonuje jak poprzedniki. Lepiej jakby doszedł do skutku projekt piątej odsłony z Ellen Ripley od Neilla Blomkampa, twórcy „Dystryktu 9”. To już jednak pozostanie niespełnionym marzeniem każdego fana. „W komosie nikt nie usłyszy twojego krzyku”. W kinie zapewne też nie. Szkoda…

 

Ocena: 5,5/10

 

źródło: YouTube.com (Standardowa licencja)

 

Prolog:

 

źródło: YouTube.com (Standardowa licencja)

 

 

*Recenzja ukazała się również na portalu Centrum Sceny.pl oraz Filmweb.pl (profil Aragorn88)

Galeria zdjęć - "Obcy: Przymierze" – "Wielki" kreator

Temat / Nick:

Treść komentarza:

0 (0)

FanObcego
70 dni temu

Zgadzam się! Obcy zasługuje na lepszy film!
Dodaj opinię do tego komentarza

Pliki cookie pomagają nam technicznie prowadzić portal Altao.pl. Korzystając z portalu, zgadzasz się na użycie plików cookie. Pliki cookie są wykorzystywane tylko do działań techniczno-administracyjnych i nie przekazują danych osobowych oraz informacji z tej strony osobom trzecim. Wszystkie artykuły wraz ze zdjęciami i materiałami dostępnymi na portalu są własnością użytkowników. Administrator i właściciel portalu nie ponosi odpowiedzialności za tresci prezentowane przez autorów artykułów. Dodając artykuł, zgadzasz się z regulaminem portalu oraz ponosisz odpowiedzialność za wszystkie materiały umieszczone przez Ciebie na stronie altao.pl. Szczegóły dostępne w regulaminie portalu.

© 2017 altao.pl. Wszystkie prawa zastrzeżone.
0.111

Akceptuję pliki cookies
W ramach naszego portalu stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym momencie zmiany ustawień dotyczących cookies. Jednocześnie informujemy, iż warunkiem koniecznym do prawidłowej pracy portalu Altao.pl jest włączenie obsługi plików cookies.

Rozumiem i akceptuję