O nasChronologiaArtykułyWspółautorzyPocztaZałóż bloga
 -

"Powołanie Iterusa" – Na bogów Olimpu! - Recenzje książek

Kto nie zna, ten będzie zdumiony. Kto zna, ten – jak ja – będzie… też zdumiony. Albowiem powiadam Wam – druga powieść, którą napisał Nordine Sekkar wymyka się przyporządkowaniu do konkretnego, jednego gatunku. Na jaką półkę położyć tę książkę? Czy tym razem samodzielne wydanie sprawiło, że jest on dojrzalsza, ciekawsza i lepsza pod względem stylu? Oto przed Tobą czytelniku „Powołanie Iterusa”. Może i nie ma tu objawienia, ale blask słońca (i wyobraźni) często Cię oślepi, niczym więźnia platońskiej jaskini. Czy jednak to światło nadziei, czy zagłady?

Wstęp
Treść artykułu
Galeria zdjęć
Opinie
Polecane artykuły

Na początek istotna informacja. Nie musisz być po lekturze „Kronik Conectora”, czyli debiutanckiej powieści młodego autora, aby wsiąknąć w klimat i podążać śladami bohaterów (ale i tak polecam sięgnąć po tę „Genezę”). Choć trafisz do tego samego „uniwersum”, połączonego postacią, będącego w tle „niewidzialnego” Conectora, to nie pogubisz się zbytnio. Co prawda, ten podróżnik w czasie i przestrzeni, który był ważną personą w poprzedniej książce, nie będzie Cię prowadził za rękę, dokładnie objaśniając, czego jesteś właśnie świadkiem, ale nie stanowi to wyraźnej przeszkody. On obserwuje i nie ingeruje, momentami coś tam skomentuje.

 

Tło wygenerowane przez AI (copilot.microsoft.com), Książka (fot. PJ)

 

Nordine zaprasza do starożytności. Lecz nie takiej „zwykłej, spisanej na kartach historii”. Akcja toczy się przecież „w świecie, gdzie mit, historia i technologia przenikają się, lecz niekoniecznie ze sobą współgrają”. Wszak sacrum traci kształt, a wiara przestaje być odpowiedzią na każde pytanie. Zaletą jest to, że nie ma wielu wątków. Od niemalże pierwszej (pomijając sceny z Conectorem, których mogłoby nie być) do ostatniej strony towarzyszymy Iterusowi Artemidorosowi. Grekowi. Śmiertelnikowi, który pragnie zerwać organiczne kajdany. Jest dopiero młodziutkim chłopakiem, a już twardo stąpa po ziemi. Ma smykałkę do tworzenia wynalazków i rozwiązań mogących ułatwić życie obywateli. Jego pomysł zbudowania kanalizacji nie spotyka się jednak z poklaskiem. Iterus otrzymuje karę – kopanie latryn. Rodzice mu nie pomogą. A wkrótce – na domiar złego – zostaje wcielony do rzymskiego oddziału.

 

Tło i książka wygenerowane przez AI (copilot.microsoft.com)

 

Szczerze? Im dalej w las, tzn. w fabułę, tym bardziej wykrzykuję słowa, którymi – nieprzypadkowo – zatytułowałem recenzję. Odczuwam niedowierzanie i zachwyt. Niestety też niekiedy przerost formy nad treścią – lecz nawet wtedy nadal jestem z bohaterami. Tak, bo jest także on – Velos. Nieco starszy od Iterusa wojownik ze Sparty. Zaiste emocjonalne i jednocześnie zabawne jest ich spotkanie, nie tyle na polu bitwy, co już po skończonej rzezi (nie bądź taki pewny, że dokonanej przez „typowych” ludzkich barbarzyńców). Podoba mi się, jak rozwija się ta relacja. Jak przeradza się w przyjaźń. W tym miejscu książki wchodzą elementy fantasy. Co jest oczywiste, były takowe już w „Kronikach”. Bogowoje o mocach leczenia każdej rany, zmiennokształtni (szkoda że nie aż tak rozwinięci w ramach całej opowieści). I wreszcie (choć później) boski głos zlecający zabicie Kogoś (ja byłem w szoku, kogo). Czeka Was „niespodzianka”. Jeżeli jesteście bardzo rozmodlonymi chrześcijanami, to możecie nazwać autora... bluźniercą. Będzie się Wam zdawać, że oto nadeszła religijna wojna.

 

Poza „baśniowymi tropami”, pojawia się również „steampunk”, tylko że ubrany w starożytne szaty, co daje nowe możliwości w rozkminianiu, gdzie kończy się/zaczyna człowieczeństwo. Artemidoros będzie przechodził drogę – od nieśmiałego dzieciaka niewierzącego w przeznaczenie i świętość po człowieka pełnego pasji i energii, tak potrzebnej do osiągnięcia sukcesu i zrealizowania misji. Żaden to upośledzony społecznie, roztrzepany wynalazca. Potrafi uczyć się na błędach. Najpierw eksperymentuje na kimś/czymś w obozie rzymskich legionistów, następnie – będąc przekonanym, że umrze w sędziwym wieku – toruje sobie ścieżkę do ostatecznych celów. Spartiata to druga strona medalu w tej dwuosobowej drużynie. Nie mózg i spryt, a fizyczna siła i refleks (dla łucznika bezcenna cecha i umiejętność). Bywają chwile, że Velos nie rozumie Iterusa i ten go zwyczajnie wkurza. Lecz i tak owa więź się zacieśnia. Czy bogowoj będzie przy nim ciągle? Znów byłem zaskoczony, gdyż Sekkar nie boi się „dyskretnie” wplatać czegoś, co jest raczej rzadkie w książkach fantastycznych.

 

Okładka książki, która zdradza trochę za dużo w wyglądzie głównego konstruktora/odkrywcy/naukowca, oddaje ogólną atmosferę i przekaz. Lecz na bogów! Dlaczego aż pół tysiąca stron? Okej, to mniej niż przy wcześniejszej powieści, jednak mam wrażenie, że „wyrwanie kilkudziesięciu kartek” naprawiłoby bardzo powolny „rytm”. Sprawiło, że narracja bardziej przykuwałaby uwagę czytelnika. Nie jest to jednak cholernie doskwierająca wada, ponieważ Nordine Sekkar (będący po dziennikarstwie na UG) to taki Iterus naszych czasów. Z wielką pasją, ulepszając opisy, dialogi i zdania, konstruuje swoje „fikcyjne uniwersum”. I wiecie co? A niechaj robi to wciąż, przez kolejne lata, bowiem ma specyficzny styl, dzięki któremu „płynie się statkiem po spokojnych wodach, by nagle natknąć się na sztorm i wysokie fale”.

 

Nordine Sekkar na targach książek (archiwum prywatne)

 

Bez podziałów na rozdziały, Nordine kontrastuje boską powagę z młodzieńczym slangiem. Nie zawsze strzela w środek tarczy – fabularnie mogłoby być ciekawiej, ale nie mogę rzec, że powraca na tarczy. Zwycięża, mimo że przydałby się jakiś redaktor, który podpowiedziałby, że więcej wyrazistych postaci pobocznych (a nie tylko dołączanych fragmentów notatek z różnych linii czasowych) ubogaca akcję oraz przystopowałby (tamą) bezkresną, trudną do opanowania, rozlewającą się wyobraźnię autora.

 

PS Są tu wielbiciele mangi „Dragon Ball”? Jeśli tak, to mam dla nich dobrą wiadomość. Opisywane walki w „Powołaniu Iterusa” mają prawie tę samą intensywność, szaleństwo, siłę i brutalność. Łapałem się nieraz za głowę, gdy dochodziło do starć z tym, kogo należy unicestwić, bo nie taki on święty, jak trzeba.

 

Ocena: 7,5/10

 

Książka do zamówienia na Facebooku autora, na stronie Empiku albo do kupienia podczas targów.

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą Altao.pl. Kup licencję

Mogą Cię zainteresować odpowiedzi na te pytania lub zagadnienia:





aragorn136 (26371 pkt)Strona WWW Autora
Ilość odwiedzin: 89
Czas czytania: 105 min.
Dodano: 1 dni temu [2026-05-01]

Temat / Nick / URL:

Treść komentarza:

0 (0)

Mol
1 dni temu

To trzeba sprawdzić, jakie to pióro. Czy lekkie, czy jednak ciężkie jak duży długopis.
Dodaj opinię do tego komentarza

Pliki cookie pomagają nam technicznie prowadzić portal Altao.pl. Korzystając z portalu, zgadzasz się na użycie plików cookie. Pliki cookie są wykorzystywane tylko do działań techniczno-administracyjnych i nie przekazują danych osobowych oraz informacji z tej strony osobom trzecim. Wszystkie artykuły wraz ze zdjęciami i materiałami dostępnymi na portalu są własnością użytkowników. Administrator i właściciel portalu nie ponosi odpowiedzialności za tresci prezentowane przez autorów artykułów. Dodając artykuł, zgadzasz się z regulaminem portalu oraz ponosisz odpowiedzialność za wszystkie materiały umieszczone przez Ciebie na stronie altao.pl. Szczegóły dostępne w regulaminie portalu.

© 2026 altao.pl. Wszystkie prawa zastrzeżone.
0.221

Akceptuję pliki cookies
W ramach naszego portalu stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym momencie zmiany ustawień dotyczących cookies. Jednocześnie informujemy, iż warunkiem koniecznym do prawidłowej pracy portalu Altao.pl jest włączenie obsługi plików cookies.

Rozumiem i akceptuję