Gdyby spojrzeć na okładkę „namalowaną” przez Piotra Sokołowskiego i przejrzeć kilka rysunków wewnątrz, to można dojść do wniosku – ot jakaś tam bajeczka z morałem, w której dinusie przeżywają przygody, rozmawiając zapewne w ludzkim języku. A tu niespodzianka! Nie ma tu dialogów jak w scenariuszu do animowanego „Dinozaura” z 2000 roku. Co nie znaczy, że mamy do czynienia z intensywną brutalnością, jaką „sprezentował” niedawny „Primal”. Autor wypośrodkował pod tym względem fabułę. W jego sześciu opowiadaniach podążamy śladami „postaci” z nadanymi imionami. W ten sposób łatwiej się do nich przywiązujemy, kibicujemy w zmaganiach z otaczającą rzeczywistość. A ta jest… No właśnie. Taka, jak była w erze mezozoicznej, a tu konkretniej w okresie kredy (wtedy dzieje się akcja). Na każdym kroku – za skałą, w wodzie, powietrzu czyha jakiś drapieżnik. Odbywa się walka o jedzenie, terytorium. Po prostu o przetrwanie. Ale spokojnie – na początku zawsze jest obrazkowa informacja (w skali od jednego do pięciu), czy będzie strasznie, a może emocjonalnie, a może jednak pojawi się humor.

Okładka książki "Opowieści o dinozaurach" (materiały promocyjne)

Książka "Opowieści o dinozaurach" (materiały promocyjne)
Marcin Kończewski, którego niektórzy znają jako założyciela popkulturowego bloga „Koń Movie”, zaprasza więc do świata realistycznego, choć ubranego w konwencję opowieści dla młodszych czytelników. A dlaczego oryginalnej? Wyjaśniam. Otóż Marcin, współzałożyciel wspierającej szkoły, nowoczesnego narzędzia Educreator (asystent AI), sam był nauczycielem. Lecz takim, który pragnął odchodzić od sztywnych ram edukacji. Stąd też każda opowieść ma dołączone najpierw pytania na sprawdzenie swojej wiedzy (co udało Ci się zapamiętać?), a na koniec zadania matematyczne o różnym stopniu trudności. Młody czytelnik po ich rozwiązaniu uzyskuje odznakę Dinoszefa. Jak? Skanuje smartfonem kod QR. Po tej czynności otwierają się bramy „parku” i trafia do specjalnej aplikacji od wydawnictwa Ink & Code. Tam znajduje jeszcze więcej aktywnych zabaw (np. quizów, kolorowanek) do wygenerowania. A zagłębiając się w książce samemu albo z pomocą rodziców, odkrywa też ciekawostki o dinozaurach, które tu występują. Poznaje ich rozmiary, wagę, charakterystyczne cechy wyglądu itp. I przede wszystkim nazwy – nawet mniej spopularyzowane (jako fascynat dinozaurów w dzieciństwie, dziwiłem się, że niektóre widzę/słyszę po raz pierwszy, i że faktycznie wiele mają wspólnego z kaczkami i kurami, a nie tylko dzisiejszymi krokodylami).
„Opowieści o dinozaurach” zaczynają się od tytułu „Kukuru i tarchia”. Bohaterem jest sprytny owiraptor. Osobnik upierzony. Z grzebieniem na czaszce. To złodziej jaj. Kombinator. Czy uda mu się w tym albo kolejnych dwóch opowiadaniach wykraść cenną i pyszną zdobycz, pilnowaną przez większe gady? To te „przyjemniejsze” historie. Lecz są także poważniejsze. Na przykład „ballada” o młodym Twardodziobie, który dorastając na pustyni w stadzie protoceratopsów, chce wyjść z cienia ojca/wojownika. W gromadzie żyje też, a raczej jej przewodzi Szrama – uranozaur. Duszna mgła spowijająca afrykański las nie będzie jednak jego jedynym utrapieniem. Poczuje bowiem (a czytelnik wraz z nim) grozę, kiedy powtórnie przyjdzie mu się zmierzyć z legendarną bestią, czającą się na dnie rzeki. I wreszcie Gromek – nieufny i głuchy triceratops, który wyrasta na silnego dinozaura. To jego losy zamykają kilka opowieści. Ale nie pterozaur okaże się teraz jego największym wrogiem, a przerażający T-Rex. Czy jednak na pewno, skoro w trakcie ich bezpośredniego starcia, na niebie nagle widoczna jest zagadkowa, świetlista łuna?

Marcin Kończewski - autor książki (fot. materiały promocyjne)
Książka, którą dla Was recenzuję, nie powstałyby, gdyby nie dinomania autora oczywiście, który od najmłodszych lata chłonął wszystko na temat wymarłych gadów. Głównie dzięki wielogodzinnym seansom „Parku Jurajskiego”. Rodzice Marcinka byli podobno trochę przestraszeni jego obsesją, choć dzisiaj są z niego dumni. Także z tego, że tą autentyczną miłością i pasją skutecznie zaraża Tymka – swojego synka. Ożywia dinozaury, opowiadając o nich pięknie i ciekawie, ale jednocześnie prawdziwie, z odpowiednio dawkowanym napięciem i dramatyzmem sytuacji, bez nadmiernego „baśniowego wygładzenia” (tyranozaur nie zrezygnuje z mięsa – nie przeobrazi się w wegetarianina). Sprawia, że staną się one towarzyszami kolejnych pokoleń ludzi, którzy nawet w dorosłości wciąż „będą pamiętać”, co działo się setki milionów lat temu. Jak egzystowały ze sobą prehistoryczne, niesamowite stworzenia. Najtrudniej miały te najmniejsze oraz roślinożerne. Często się bały, ale jakoś się przystosowały, korzystając z wykształconej inteligencji społeczno-obronnej.
Sięgając po te opowieści, do których szkice koncepcyjne na podstawie rzetelnej naukowej wiedzy, narysował… tak, Marcin Kończewski, zrozumiecie, dlaczego dinozaury zasłużyły na własne legendy. Ja po przeczytaniu całości (łącznie z bonusem), krzyknąłem FAJNE! Czemu zatem recenzencie Przemku nie ocenisz owej książki na 10/10? Odpowiedź moja zabrzmi następująco: dlatego że zabrakło jeszcze jednego opowiadania, w którym „na grzebiecie gigantycznego zauropoda” przemierzałbym spokojnie rozleglejsze tereny, obserwując je z bezpieczniejszej wysokości. Z drugiej strony, dla dziecka byłoby to zbyt nudne, ale ja czułbym, że siedem przygodowych opowiadań połączyłoby się w coś pełniejszego, smaczniejszego. Wszak ja „stary koń”, który rodzicem nie jest, ani energicznym człowiekiem. A to też jakieś wytłumaczenie.

Marcin Kończewski z synkiem Tymkiem (fot. materiały promocyjne)
Najważniejsze, że książka jest czytelna i płynnie przechodzi w wizualną rozrywkę (warstwę interaktywną). To bardzo dobra, wartościowa publikacja. Lepsza niż encyklopedia, a nawet film przyrodniczy, ponieważ umożliwia zarówno eksplorację, jak i uczestnictwo w rozgrywających się wydarzeniach (czasu rzeczywistego).
W tej wyprawie w dawną przeszłość, kiedy „ludzie nie byli jeszcze w boskich planach”, bije wielkie serce doktora Granta (tj. archeologa Kończewskiego). Twoje, obojętnie czy jesteś młodym tatą, czy chłopcem, też zabije! Z zachwytu, ciekawości i odkrywania. I z powodu wieńczącego ostatnie, smutne opowiadanie, mądrego zdania, że „samemu można uciekać, walczyć, przeżyć dzień… lecz tylko razem można przetrwać noc!”.
Książka w wersji papierowej, ale też z audiobookiem do kupienia na inkandcode.pl/
Ocena: mocarne 8/10
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą Altao.pl. Kup licencję

