Kilkanaście stron to nie podróż na miarę „Wyprawy Pana Abakanowicza” (recenzja w tym miejscu). Jednak tyle wystarczy, aby poczuć i niezwykły klimat, i zapoznać się ze stylem młodego pisarza. Co ważne, to oddzielna przygoda. Nie trzeba najpierw przeczytać poprzednich książek Gryczki (o tym, jak „Pan Abakanowicz uratował święta”, opowiem przy okazji…tegorocznych świąt), aby połapać się w dość prostej, acz przyjemnej fabule.
A ta wygląda następująco: Szczęście mieszkańców Bajdolandii zostaje zakłócone. Nie są smutni, dlatego że król Dariusz nie chce już ich słuchać, zajmować się ich troskami i problemami oraz spisywać wyjątkowo intrygujących opowieści do „księgi baśni”. Są przestraszeni, gdyż pojawił się wiatr, a raczej gwałtowny podmuch. Wszystkie owce zaczęły nagle beczeć, wrony krakać. Jakiś cień jakiś zasłonił niebo nad ową radosną krainą. No dobra, nie ma co owijać w bawełnę. Czarować (oszukiwać), że to nic groźnego. Wszak widać jak na dłoni – to SMOK. Złocisty. Z długą szyją. Ostrymi zębami. To przecież smok. Typowy. Bajkowy. Żądny złota. Robiący groźne miny i machający wielkimi skrzydłami.
Nadleciał z południe, ale jego imienia Wam nie zdradzę. W jaki sposób i kto próbował go pokonać, też nie. Jeno nadmienię tylko, że niejaki Korneliusz, doktor/uczony taki, co w karczmie przebywa, nadzieją królestwa ostatnią. Szybko, posyłać po niego, bowiem czas nagli.

Okładka e-booka "Pan Abakanowicz i smocza gorączka złota" (materiały promocyjne/Miasto Książek)
Początkowy byłem przekonany, że „Pan Abakanowicz i smocza gorączka złota” będzie opowiadaniem, w którym dowiem się sporo o przeszłości owego bohatera, mentora i przyjaciela dziesięcioletniego Piotrka (chłopca z „Wyprawy...”). Albo chociaż Radek odkryje jedną z kart przedstawiających losy/przygody podróżnika, który z pewnością wzorowany jest na Ambrożym Kleksie. A jednak nie. Mimo to, jeśli potraktuje się tę historyjkę jako coś „na boku”, to kurczę… fajnie można się bawić. Jest i dość strasznie (ale nie aż tak, by przerazić małe dziecko), i jest humor (naprawdę można się zaśmiać kilka razy z synkiem czy córką).
Radosław Gryczka stworzył tekst z dialogami, które „grają niczym wpadająca w ucho melodia”. Wykreował magiczną atmosferę niczym z najlepszych książek fantasy dla najmłodszych. Starsi (w tym ja – chyba zbyt stary na baśnie) – no tak, oni woleliby większe zagrożenie, napięcie (Gryczka umie w to, tworzy creepypasty), walkę na całego, spalone chaty, dużo czary-mary. Ale jako bajka na dobranoc, do czytania na głos pociechom przed snem, ta krótka przygoda działa znakomicie! Kilkulatek zapamięta, że najczęściej zwycięża się nie siłą, umiejętnościami władania mieczem i łukiem, a zwykłym (a może i niezwykłym) sprytem. Bez oczekiwania zapłaty, bo czego nie czyni się dla innych.
Autor wyznał mi, że „w zamyśle chciałby, aby każda opowieść o Abakanowiczu była dostępna dla kogoś, kto nie czytał poprzednich, aby kolejny tom był o czymś innym”. No i spoczko. Aha. Ma jeszcze zaplanowane siedem tomów. Trzymam kciuki, aby udało się je wydać w najbliższych latach. Jeśli będą tak samo zgrabnie napisane (mimo braku oryginalności wcześniejszych – to motywy skądś już zaczerpnięte), to postawię wszystkie na półce albo – co jest ciekawszym pomysłem – zaniosę w kartonie do przedszkola, aby panie czytały je dzieciom. To będzie równie fajowsko spędzony czas, jak spacery i wspólne tańce.
„Pan Abakanowicz i smocza gorączka złota” to „książeczka” w sam raz na prezent na Dzień Dziecka. Zakupicie ją za grosze, lecz tylko w formie e-booka albo audiobooka na stronie wydawnictwa Miasto Książek.
Ocena: 8/10
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą Altao.pl. Kup licencję
