Ryland Grace to sympatyczny i lubiany nauczyciel. Nawet gdy tłumaczy uczniom, że za 30 lat spora część populacji wymrze, to nie popada w dramatyczną przesadę. Ziemia się ochłodzi, ponieważ Słońce (a konkretniej jego energia) jest „pożerane” przez niedawno wykryte mikroorganizmy, których nazwa pojawiła się już we wstępie tekstu. Cóż. Trzeba się z tym pogodzić. Grace, niegdyś biolog molekularny, mimo wszystko się uśmiecha (i mimo tego, że dla środowiska naukowego jest „wyklęty” z powodu swoich badań i wniosków: woda niekonieczna do powstania i rozwoju życia). Eva Stratt się nie uśmiecha. Jako szefowa międzynarodowego projektu „Hail Mary”, zamierza uratować ludzkości przed zagładą. Zdaje sobie sprawę, że czasu jest coraz mniej…

Kadr z filmu "Projekt Hail Mary" (materiały prasowe)

Kadr z filmu "Projekt Hail Mary" (materiały prasowe)
Wracamy na statek i przypatrujemy się jemu. Nie, to żaden pasażer na gapę. To właśnie Grace. Samotny facet w przestrzeni kosmicznej. Zapewne przyszły bohater. Tylko czy z przypadku, czy wyboru? Leci w kierunku gwiazdy, która „jakimś cudem” nie znajduje się w menu astrofagów. Wydaje się, że będziemy świadkami jednoosobowej, samobójczej misji, a fabuła uderzy w poważne i filozoficzne tony, jak w „Interstellar” Nolana. A tu… niespodzianka. Czytelnicy o niej wiedzą, widzowie będą zaskoczeni. „Projekt Hail Mary” przeradza się bowiem w skrzyżowanie gatunków, motywów i stylów. Kino Nowej Przygody i feel-good movie mkną przez kosmos z komediowym buddy movie. Mamy też bromance, a jakże! Czyli można rzec, że otrzymujemy dzieło cieszące tłumy, ludzi w różnym wieku. Pobudzające wyobraźnię, wychwalające i podkreślające siłę przyjaźni w ekstremalnych warunkach. I to przyjaźni… między przedstawicielami tak odmiennych pod każdym aspektem cywilizacji. Nie zaśniecie, będziecie czuwać i patrzeć, jak owa relacja się zacieśnia. Jest ona bijącym głośno sercem filmu w tej cichej pustce. A zatem Ryland nie będzie sam. Wraz z poznanym towarzyszem, który wygląda niczym połączenie krabo-pająka ze skałą (stąd nadał mu imię Rocky) „wykmini”, jakie kroki podjąć, aby uratować nie jedną, a dwie planety.
Co zadzieje się dalej na ekranie, odkryjecie. I albo się w owym filmie zakochacie (wzruszeni, otuleni, rozbawieni), albo się od niego, jak od szklanej ściany, odbijecie. Ja jestem w gronie tych, może nie totalnie zauroczonych, ale z grubsza zadowolonych. Książkę oceniłem na 8/10, przekonując się, że mimo nieco „stępionego pióra” i infantylno-krindżowych momentów/dialogów, Andy Weir zaraził pasją do nauki w taki nerdowski, przystępny sposób. Twórcy ekranizacji: Phil Lord, Christopher Miller (reżyserski duet, który podarował nam wcześniej animowanego „Spider-Mana”) i Drew Goddard (scenarzysta poprzedniej adaptacji Weira – „Marsjanina”) zdecydowali (z aprobatą autora książki), aby naukowy żargon i przeprowadzane eksperymenty zredukować na rzecz interakcji głównych postaci. Grace jest nieporadny, jakby za chwilę miał się poślizgnąć na skórce od banana. I bardziej zamienia się w tchórzliwego, poczciwego „stand-upera” niż naukowca. Z kolei inżynier Rocky zachowuje się jak Stich ze znanej animacji, mając szansą na zostanie nową ulubioną filmową figurką. Oczywiście nie cały czas, ale może to przeszkadzać. Czy jednak na tyle, żeby wychodzić w trakcie seansu, jak uczynił to Karol Wójcicki? Ten popularyzator astronomii, miłośnik powieści, zaufawszy reżyserom, liczył na coś bliższego science z domieszką fiction (patrzę na Ciebie „Marsjaninie”) niż „galaktycznych heheszków” i zbijania „żółwika”.
Ja, znając styl Lorda i Millera, spodziewałem się „typowych dla nich rozwiązań”. Panowie pragnęli zrealizować film, który spodoba się ludziom, którzy kierują się w życiu sercem, a mniej rozumem. Nie zapomnieli na szczęście całkiem o budowaniu tajemnicy, napięcia, emocji. Stwierdzili, że naukowe wstawki źle wpłyną na tempo i feeling filmu. Rozumiem. Szanuję. A jednak gdzieś w tych założeniach gubi się poczucie stawki – końca wszystkiego i wszystkich. Jakby balans nie był idealnie zachowany, jakby było o te kilka żartów za dużo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą Altao.pl. Kup licencję