Również tych gagów na Ziemi (na plus dwutorowy, płynny montaż, przedstawiający raz wydarzenia aktualne, a raz retrospekcje – choć tu zabrakło arcyciekawych, przynajmniej dla mnie, informacji i scen związanych np. z farmami astrofagów), gdzie Ryland ma osobną relację z czuwającym nad nim „strażnikiem” (scena w markecie itp.). Chwała, że jest Eva, nie tak „komiksowa” i nieludzko zimna, jak w książce. Za to sprawcza, nawiązującą jakąś nić sympatii z Rylandem, przekonująca zagrana przez niemiecką aktorkę kojarzoną do tej pory z kina arthousowego – Sandrę Hüller.
Są skróty, bo być muszą, jak w to ekranizacji. Szokujący twist, czyli ujawnienie obecności kosmity następuje szybciej, ale dzięki temu owo odkrywanie i „badanie” siebie nawzajem jest naturalniejsze i intrygujące. Chłopaki tutaj dość prędko uczą się porozumiewać, pokonują bariery, zaczynając nadawać na podobnych falach. Sami razem. Powodują, że niejednemu widzowi oko zawilgotnieje, choć najpierw podskoczy on w fotelu – nagły jumpscare!
Jeszcze nie zamierzam podsumować mojego wywodu. Dlaczego? Bo nie wspomniałem o paru atutach, dzięki którym nie ma mowy o niecierpliwym zerkaniu na zegarek i odliczania do napisów końcowych. Tak, Ryan Gosling jako nasz, fajniejszy niż w powieści, protagonista, zdaje egzamin. Z mającej swoje uzasadnianie wiedzy naukowej? Być może też, ale tu ważniejsza jest więź z widzami i dziwnym kumplem. Aktor powtórnie udowadnia, że ma talent komediowy i że chyba w takich „roztrzepanych” rolach jest mu lepiej (nie polubić go nawet w tej wdzięcznej kreacji, to rzecz niepojęta!). Chciałbym tylko u niego, oprócz „ciągnięcia filmu do przodu”, „szerszych oczu i otwartej szczęki” na widok niezwykłości „za oknem”, a nie bezustannego luzu (jeśli kumacie, co mam na myśli). Istotne, że nie musiał gadać do „komputerowego tworu” – zadanie ułatwione. Rocky to postać namacalna, skonstruowana na planie jako kukła przez uzdolnionych, mający ogromną wyobraźnię, lalkarzy, z których jeden – James Ortiz, użycza swego specyficznego głosu. Ów praktyczny efekt, podobnie jak przygotowane wnętrze statków ze szczegółowymi elementami (dodajmy kreatywne ogrywanie przestrzeni, niepozbawione ziarna i surrealizmu zdjęcia mistrza Greiga Frasera), sprawia, że nikt nie skrytykuje sztuczności – immersja w tak wykreowany świat to zawsze gwiazdka/gwiazdki w górę do oceny filmu.

Kadr z filmu "Projekt Hail Mary" (materiały prasowe)
I jest też oddzielny, a jednak spajający sceny, inny bohater, choć wypadałoby napisać bohaterka. Muzyka! Kompozycje Daniela Pembertona są jak „Kosmiczne energie” Ralpha Kaminskiego. Takie cool. Podnoszące na duchu, patetyczne, chóralne, ale też takie „kumpelskie”, cudownie pozytywne, przytulające dźwiękiem. Zapragniecie zapętlać utwory: „Amaze, Amaze, Amaze”, „Time Go Fishing” oraz „Life is Reason”, które i bez filmu pozwalają oderwać się od zwyczajnych, codziennych, problemów. Pemberton rzadko zawodzi w tej kwestii, np. w „Król Arturze: Legendzie miecza” to muzyka tworzyła fantastyczny klimat. Tu jest identycznie.
Reasumując już (na pewno) powyższe – „Projekt Hail Mary” (jak dobrze, że nie przetłumaczone jako „Zdrowaś Maryjo”, bo brzmiałoby to zbyt „niekompatybilnie”), to opowieść familijna. Zabawa dla dużych i małych. Z nawiązaniami do popkultury. Z humorem ocierającym się o slapstick (te manewry statkami niczym jazda Chaplina na rowerze). Prosta, ale rozgrzewająca serducho. Schematyczna, ale na swój sposób oryginalna – nie będąca częścią popularnej franczyzy. Uniwersalna, niosąca nadzieję. To nie kino akcji, a niezwykłych atrakcji. Nie wielkie sf skupione na teoriach, rozważaniach naukowo-filozoficznych (dylatacja czasu itp.), a kameralna przygoda, lecz też przez duże P.
To film z „ładną klamrą”, przypominający, że wspólnie można więcej niż w pojedynkę! Skoro kiedyś Tom Hanks zbratał się z piłką na bezludnej wyspie, to bardzo uwierzymy, że Ryan Gosling może zaprzyjaźnić się z obcym o fizjonomii głazu jeszcze dalej od domu. Jest ok, pytam? Okej!
Ocena: 7,5/10 (z szansą na 8/10 po drugim obejrzeniu w streamingu)
źródło: YouTube.com (Standardowa licencja)
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą Altao.pl. Kup licencję