O nasChronologiaArtykułyWspółautorzyPocztaZałóż bloga
 -

"Stranger Things 5" – A więc to koniec! Taki koniec?! - Seriale

Prawie dekadę – tyle czasu spędziliśmy w miasteczku Hawkins. Dzieciaki dorastały i takie przygody przeżywały, że na plecach widz miał ciary. Ale mrok to jedno. Ważniejsza była wieczna nostalgia i tęsknota. Za latami 80., kiedy na ekranach kina królowały kultowe filmy, a w radiu leciała równie kultowa muzyka. Pierwszy i najlepszy sezon „Stranger Things” bardzo bazował również na miłości do „Dungeons & Dragons”. W piątym postacie są rozstawione w odpowiednich miejscach na planszy. A zatem rzucam kostką i… cieszę się, choć często wykrzywiam usta na widok fabularnych absurdów. Mistrzowie Gry, czyli bracia Duffer stworzyli finalną opowieść, która już słabiej angażuje, lecz wciąż bije w niej serducho nerdów i geeków.

Wstęp
Treść artykułu
Galeria zdjęć
Opinie
Polecane artykuły

Po takim wstępie recenzji wydaje się, że ocenię „Stranger Things 5” pozytywnie. Owszem. Precyzując, będzie to raczej werdykt, złagodzony przez sentyment. Bo patrzyłem na te 8 odcinków jakby przez różowe okulary. Przyzwyczajony do konwencji. Zaprzyjaźniony z bohaterami. Przesiąknięty klimatem. Pora jednak, abym tutaj twardo stąpał po ziemi i wypunktował wady, które nie pozwalają na to, by ten sezon stanął na podium. Postaram się nie wchodzić na pole minowe, tj. wybuchające spoilery, chociaż większość z fanów i tak już ma za sobą oczekiwany seans (mniej lub bardziej udany).

 

Poster z serialu "Stranger Things 5" (materiały prasowe/Netflix)

 

Hawkins płonie. Ziemia się rozstępuje, pęka w różnych miejscach. Demogorgony wyłażą na żer z lustrzanego wymiaru („The Upside Down”). Istna apokalipsa obserwowana przez widzów i główne postacie. Ta scena była zapowiedzią najgorszego koszmaru. Tymczasem oszustwo. Po 3 latach od premiery tamtego dziewiątego odcinka czwartej serii, okazuje się, że miasteczko ma się… dość dobrze. Pojawiło się bowiemwojsko”, które błyskawicznie poradziło sobie z zagrożeniem. Odgrodziło pewien teren, wprowadziło kwarantannę i godziny policyjne, zakryło wyrwy płytami. Ale coś tam po kryjomu kombinuje (czyt. eksperymentuje). Nieważne… Ten wątek jest traktowany jak nikomu niepotrzebne dziecko. A Dr. Kay w wykonaniu Lindy Hamilton to kompletnie zmarnowana, sztampowa, przewidywalna w swoim zachowaniu, antagonistka. Już Martin „Tata” Brenner (Matthew Modine) był dużo ciekawszy. Kay ma dodatkowo stopień wojskowy, ale nie czyni to z niej przeciwniczki silnej i przerażającej.

 

Trudno też drżeć ze strachu przed tym, co czyha po drugiej stronie. Ludzie żyją w błogiej nieświadomości. A Ci wiedzący spacerują i jeżdżą tam, jak na szkolne wycieczki. Niby nadal szaro-niebiesko-czerwone to miejsce, ale nie sprawiające, że mam ochotę uciekać gdzie pieprz rośnie. Prezentuje się ładnie – wydano grubą kasę na efekty specjalnie (podobno łącznie po… 50 mln dolarów na każdy odcinek!). Jednakowoż chwilami nie jakoś namacalnie, a płasko, przez co wrażenie już nie takie, jak dawniej. Stranger? Raczej znajome, choć nasza paczka przyjaciół odkrywa tam coś nowego i zagadkowego. W oficjalnym opisie serialu jest następujące zdanie: „W powietrzu czuć, że nadchodzi czas finałowego starcia z przeciwnikiem potężniejszym i groźniejszym niż wszyscy poprzedni”. Momentami czuć, fakt. Stawka jest wysoka. Wszak Henry Creel alias Vecna ma też własne niecne plany. Na szczęście, mimo ledwo nakreślonej motywacji i przeszłości (o tym szerzej ma opowiedzieć osobny spin-off), jego śledzi się z chęcią. Dbał o formę. Obawiamy się więc o życie ulubionej, zwartej drużyny i... młodszego pokolenia. W czym spora zasługa znakomitego Jamiego Campbella Bowera.

 

Kadr z serialu "Stranger Things 5" (materiały prasowe/Netflix)

 

Kadr z serialu "Stranger Things 5" (materiały prasowe/Netflix)

 

Czy Mike, Will, Dustin, Steve i reszta odnajdzie i pokona Vecnę? Czy jesienią roku 1987 wreszcie wszystko wróci do normy? Odpowiedzi nadciągną. Aby jednak misja się udała, Jedenastka (również ukryta) trenuje pod czujnym okiem Jima Hoppera (wiarygodny jak zawsze David Harbour). Lecz bez niespodziewanego wsparcia od mocarnych sprzymierzeńców może nie uzyskać maksymalnego levela i przegrać z kretesem. No to do boju! Hej, słyszycie? Do boju! Co tak stoicie i gadacie? Aha, musicie się spotkać i rozrysować strategię. Good! Znowu? Rozumiem. Przecież trzeba jeszcze się poprzytulać i złagodzić narastające emocje. Wyjawić tajemnice, pogodzić się z innymi i samym sobą. Słynna już scena „wyjścia z szafy” krytykowana i wyśmiewana za pewne słowa (sam bym takie wypowiedział), w mojej opinii wzruszająca, byłaby bardziej realistyczna, gdyby odbyła się w kameralnym gronie. Subtelnie. Ale, pomimo średniego odegrania, ogólnie działała i wybrzmiała. Jeśliby jej zabrakło, tenże bohater nadal tkwiłby „w matni”, walcząc z gorszymi demonami niż Vecna. Usiedliście, lecz proszę – nie kręćcie się już w kółko, bo zerkam na zegarek.

 

Lubię Was, aczkolwiek nie aż tak bardzo, gdy byliście młodsi. To wina nie tylko waszych umiejętności aktorskich, ale także samego scenariusza, nie pozwalającego na psychologiczną głębię i intrygujące character arc. Kieruje ów zarzut częściowo, między innymi do Finna Wolfharda (Mike Wheeler), Caleba McLaughlina (Lucas Sinclair) i Noaha Schnappa (Will Byers), który się stara, niemniej jednak wychodzi mu to tak sobie. Niestety, swoistego uroku i magnetyzmu nie ma już Nastka. Kiedy przestała być dzieckiem, Millie Bobby Brown jako El utraciła te zalety. Nie zgubiła ich za to Max Mayfield (Sadie Sink), która spełnia tu wyjątkową funkcję.

 

Kadr z serialu "Stranger Things 5" (materiały prasowe/Netflix)

 

  

Kadry z serialu "Stranger Things 5" (materiały prasowe/Netflix)

 

Ostatnie „Stranger Things” niekiedy cierpi na przesyt prostych wątków i postaci, acz każda otrzymuje swoje znaczące pięć minut. Tu sympatyczna, „Rockowa Robin” (Maya Hawke) dodaje otuchy Willowi. Tam Nancy (Natalia Dyer), zanim przeobrazi się w Sarę Connor (wystrzałowe, lecz przegięte nawiązanie), porozmawia z Jonathanem (Charlie Heaton) o wspólnym niedopasowaniu. Sercem pozostaje oczywiście kumpelska relacja Steve’a Harringtona (Joe Keery) z Dustinem Hendersonem (Gaten Matarazzo). Wolę słuchać ich przekomarzań niż podążać za Holly (młodszą siostrą Mike’a i Nancy, która jest dziwnie dojrzała jak na wiek jej bohaterki). Najbardziej jednak ożywiam się, gdy pulchny, początkowo irytujący, z czasem najfajniejszy, Derek (Jake Connelly – chłopiec od reklamy majonezu) krzyczy zabawnie „ssij mi pento!”, a czarnoskóra Erica (Priah Ferguson) łapie się pod boki, uśmiechając się szelmowsko.

 

Nierówny i rozczarowujący był to sezon pod wieloma kwestiami. Odarty z mistycyzmu i grozy. Zapętlony narracyjnie. Często nielogiczny. Rzadko trzymający w napięciu. Posługujący się deus ex machina (albo deus ex mama). Z problemami z tempem, uwypuklanymi przez podział na trzy, ukazujące się w miesięcznych odstępach, party, z których środkowy wypada najsłabiej. Z niektórymi dialogami – np. między Eleven i Hopperemsztucznymi niczym szwy na twarzy pomagiera doktor Kay. Tłumaczący coś istotnego więcej niż raz. Lecz mający kapitalne, powodujące gęsią skórkę, sekwencje akcji i kilka świeżych rozwiązań związanych z budowaniem świata i jedną postacią, które nie były aż tak wymagane, aczkolwiek mile widziane. A finał, czyli ponad dwugodzinny epizod? Czyżby z gęstej chmury mżawka? Niezupełnie. Za długi, bezpieczny (plot armor!), rozgrywający się równolegle na trzech, skoordynowanych planach, ze skalą ogromną przez krótką chwilę, dynamiczny do połowy. Lecz niespaprany jak „Gra o tron”. Przypominający o tym, że to jednak ciągle lekki serial młodzieżowy w stylu „Goonies” i (niestety) „Scooby Doo”, a nie ciężki horror science fiction, jak niegdyś w paru ujęciach sugerowali Matt i Ross Duffer. Godne, nie jakieś wspaniałe, pożegnanie z bohaterami, z którymi tak wielu z nas się zżyło. Flashbacki pokazały szczerość w banalnym przekazie i podsumowały, że siła przyjaźni i potęga wyobraźni przetrwa zawsze, zwalczy najgorsze. Elementy te podbudowano za pomocą towarzyszącego nam od dekady motywy muzycznego pt. "Kids".

 

Kadr z serialu "Stranger Things 5" (materiały prasowe/Netflix)

 

Kadr z serialu "Stranger Things 5" (materiały prasowe/Netflix)

 

Może i wizja lat 80. stała się zbyt wyidealizowana – poza szkolnym bullyingiem i potworami w szafie/ścianie, sielanka. Może i Winona Ryder (Joyce Byers) czuła się za bardzo zmęczona występowaniem około 10 lat w roli martwiącej się mamy (choć ma ten moment rozładowania stłumionych emocji). A reżysersko owa, ostatnia seria nie wyróżnia się specjalnie na tle poprzednich odcinków z wcześniejszych sezonów, mimo że zatrudniono Franka Darabonta (najlepsze adaptacje Kinga), Andrew Stantona („WALL·E”) i Nimróda Antala („Predators”). Ale, ale! Erę dzieciństwa dla milionów ludzi zakończono jak zakończono – szkoda, że nie ciekawiej, inteligentniej, lecz nie ma co zrzędzić jak stare dziady. Piąte „Stranger Things” było i tak niezwykłą, pomimo klisz, przygodą. Dającą bezpretensjonalną frajdę. Tylko tyle, albo aż tyle. Niczym sesja RPG w „D&D” z piękną klamrą kompozycyjną.

 

PS Biedni żołnierze. Czymże zawinili?

 

Ocena: 6,5/10

 

źródło: YouTube.com (Standardowa licencja)

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą Altao.pl. Kup licencję

aragorn136 (25871 pkt)Strona WWW Autora
Ilość odwiedzin: 168
Czas czytania: 200 min.
Kategoria: Seriale
Dodano: 1 dni temu [2026-01-04]

Temat / Nick / URL:

Treść komentarza:

0 (0)

Aragorn136
1 dni temu

Pejzaże i niektóre kadry kojarzą się z malarstwem Beksińskiego. Dzięki nim zapominam, że bohaterowie nie ponoszą konsekwencji swoich działań (jeden z absurdów).
Dodaj opinię do tego komentarza

0 (0)

FanStranger
1 dni temu

Jest też "Stranger Things The First Shadow" (Pierwszy Cień), czyli oficjalna sztuka teatralna będąca prequelem serialu, która przenosi akcję do Hawkins w 1959 roku, opowiadając historię młodego Henryego Creela. To sztuka z imponującymi efektami specjalnymi, która zadebiutowała w londyńskim Phoenix Theatre, a później trafiła na Broadway. Szkoda tylko, że nigdzie nie jest dostępna w Internecie.
Dodaj opinię do tego komentarza

Pliki cookie pomagają nam technicznie prowadzić portal Altao.pl. Korzystając z portalu, zgadzasz się na użycie plików cookie. Pliki cookie są wykorzystywane tylko do działań techniczno-administracyjnych i nie przekazują danych osobowych oraz informacji z tej strony osobom trzecim. Wszystkie artykuły wraz ze zdjęciami i materiałami dostępnymi na portalu są własnością użytkowników. Administrator i właściciel portalu nie ponosi odpowiedzialności za tresci prezentowane przez autorów artykułów. Dodając artykuł, zgadzasz się z regulaminem portalu oraz ponosisz odpowiedzialność za wszystkie materiały umieszczone przez Ciebie na stronie altao.pl. Szczegóły dostępne w regulaminie portalu.

© 2026 altao.pl. Wszystkie prawa zastrzeżone.
1.120

Akceptuję pliki cookies
W ramach naszego portalu stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym momencie zmiany ustawień dotyczących cookies. Jednocześnie informujemy, iż warunkiem koniecznym do prawidłowej pracy portalu Altao.pl jest włączenie obsługi plików cookies.

Rozumiem i akceptuję