O nasChronologiaArtykułyWspółautorzyPocztaZałóż bloga
 -

"Alita: Battle Angel" – Dusza anioła w ciele robota - Recenzje filmów

Manga to obecnie jedna z najpopularniejszych form komiksowych na całym świecie. Wyewoluowała w Japonii już na początku lat dwudziestych XX wieku wraz z pojawieniem się pierwszej w dziejach shojo mangi „Tonda Haneko”, którą opublikował Rakuten Kirazawa. I choć może w ciężko to uwierzyć, to w ciągu następnych kilkudziesięciu lat ten sposób rysowania komiksów zdobył niesamowitą popularność w Kraju Kwitnącej Wiśni, a później zachwycił też czytelników za granicą.

Wstęp
Treść artykułu
Galeria zdjęć
Opinie
Polecane artykuły
Filmaniak01 (1931 pkt)Strona WWW Autora
Ilość odwiedzin:
2 962
Czas czytania:
3 470 min.
Kategoria:
Recenzje filmów
Autor:
Filmaniak01 (1931 pkt)
Dodano:
1235 dni temu

Data dodania:
2019-02-18 11:33:29

Japończycy w porównaniu jednak do Amerykanów komiksy te nie traktują wyłącznie jako popkulturę, która była, jest i prędzej czy później przeminie, a dzieło sztuki i jeden z najważniejszych rodzai współczesnej literatury. Mangi można spotkać w przeróżnych tematykach – począwszy od gangsterskich opowieści, a skończywszy w końcu na obyczajowych dramatach, osadzonych w życiu doczesnym. Chyba jednak największą sławą wśród nich cieszą się historie z pogranicza cyberpunku. Za kamień milowy pod tym względem uznaje się „Ghost in the Sheel”, lecz poza kultową Major Motoko Kusanagi, jest jeszcze jedna japońska bohaterka, która z miejsca podbiła serca czytelników. A nazywa się ona Alita.

 

Kadr z filmu "Alita: Battle Angel" (źródło: materiały prasowe)

 

Pierwszy tom z serii Yukito Kishiro, opowiadającej o tej niezwykłej dziewczynie cyborgu powstał w 1990 roku i w krótkim czasie zdobył uznanie wielu czytelników. Dlaczego? Nieodłącznie w tej komiksowej wersji poza niezwykle brutalnymi, ale kreatywnymi scenami akcji, a także wyczuwalnym lekkim tonem opowieści, usianym groteskowymi bohaterami oraz specyficznym sposobem poczucia humoru, poruszany był temat człowieczeństwa i tego, co go definiuje. Zresztą sama Alita to niezwykle złożona postać, którą czasami trudno było w pełni zrozumieć. I choć seria ta doczekała się zaledwie – jak na tak rozbudowany świat – dziewięciu rozdziałów, to i tak już w 1993 roku powstała pierwsza adaptacja „Ality” w postaci japońskiego anime „Gunnm”. Z upływem kolejnych lat Hollywood z coraz większą chrapką spoglądał w kierunku japońskich mang i wkrótce jedną z największych ofiar tego typu zainteresowań okazał się być „Ghost in the Sheel”, który w wykonaniu Ruperta Sandersa wypadł głęboko poniżej oczekiwań. Wydawało się więc, że lepiej pod tym względem zaprezentuje się „Alita”, za której filmową wersję odpowiadał sam James Cameron – twórca „Avatara”, „Terminatora”, czy „Titanica”. Niestety, z pojawieniem się w sieci pierwszych materiałów promocyjnych, entuzjazm nagle opadł, bo zapowiadało się kolejne przeciętne widowisko akcji. Jaki więc jest finalny efekt „Ality: Battle Angel”? Czy faktycznie jest to produkcja, która daje nadzieję na nadejście dobrych filmowych adaptacji japońskich mang? A może zamiast tego to zwykła pisanka, która co prawda jest ładna z zewnątrz, ale… pusta w środku?

 

Minęło 300 lat od Upadku – wydarzenia, określanego mianem wielkiej wojny, które na zawsze odmieniło losy ludzkości. Ze wszystkich podniebnych miast przetrwało tylko jedno – Zalem. Garstka ocalałych ludzi próbuje na nowo powrócić do dawnej, minionej potęgi, odbudowując się w miejscu zwanym Miastem Złomu. Życie przebiega tam sprawnie, lecz nad nimi wisi wspomniane Zalem – symbol dawnych błędów i grożącego niebezpieczeństwa, a zarazem mityczny raj, do którego każdy chciałby się dostać. Jednym z mieszkańców jest doktor Ido (Christoph Waltz), pracowity i pełny dobroci naukowiec, specjalizujący się w naprawianiu ciał cyborgów. Pewnego dnia odnajduje na stercie złomu wyrzuconą z Zalemu niesamowitą istotę – Alitę (Rosa Salazar), która pomimo mechanicznego ciała, skrywa w sobie ludzki mózg i serce. W krótkim czasie pod opieką „ojca” dziewczyna poznaje świat, lecz wciąż nie potrafi sobie przypomnieć nic ze swojej przeszłości. W poszukiwaniu odpowiedzi na swoje pytania Alita natrafia na chłopaka, Hugo (Keean Johnson), który prowadzi podwójne życie, pracując dla niebezpiecznego przedsiębiorcy Vectora (Mahershala Ali) oraz jego ulubienicy, Chiren (Jennifer Connelly), dawnej żony doktora Ido. Młoda, zagubiona dziewczyna z czasem odkrywa w sobie bojowe moce i tym samym ściąga uwagę wielu wrogów, m.in. w postaci chciwego łowcy nagród Zapana (Ed Skrein) oraz morderczego przestępcy Grewishki (Jackie Earle Haley), wysłanego przez enigmatycznego Novę. Czy więc w obliczu tylu zagrożeń Alita zdoła pokonać wrogów, nim tamci skrzywdzą jej ukochanych przyjaciół? I czy pozna prawdę o samej sobie?

 

Kadr z filmu "Alita: Battle Angel" (źródło: materiały prasowe)

 

Kadr z filmu "Alita: Battle Angel" (źródło: materiały prasowe)

 

Tematyka cyberpunku ma to do siebie, że łatwo się w niej pogubić, nie rozumiejąc w pełni wartości, które powinna za sobą nieść. W przeszłości już nieraz zdarzało się twórcom filmowym potraktować ten zupełnie osobny dział science-fiction jako zwyczajne kino akcji, a do tego takie, w którym wcale nie liczą się postacie, czy ich emocje, a wyłącznie widowiskowe i naładowane CGI sceny akcji. Każdy szanujący się fan powinien zdawać sobie sprawę z tego, że cyberpunk to nie wyłącznie walki jak w „Terminatorze”, a czasem także pełna refleksji historia, która posiada głębsze dno. To właśnie japońskie mangi wprowadziły tematykę cyberpunku na wyższy poziom za sprawą dostarczenia czytającemu niezapomnianych wrażeń wizualnych oraz emocjonalnych. Wraz z więc pojawieniem się decyzji o przeniesieniu na ekrany kin filmowej wersji „Ality”, jej twórca niejednokrotnie podkreślał, że jest wielkim fanem japońskich mang. Sądząc zaś po ostatniej styczności Jamesa Camerona ze sci-fi, za sprawą „Avatara”, można było i tym razem spodziewać się pięknego filmu. I tak się stało, bo „Alita” to faktycznie niezwykle drobiazgowy świat, którym można się zachwycić.

 

Gdy tworzy się wielkie, niezapomniane serie science-fiction lub fantasy na miarę „Gwiezdnych Wojen”, „Władcy Pierścieni”, bądź „Harry’ego Pottera”, to bardzo istotne jest, aby miały one fundamenty w postaci drobiazgowo opisanego świata. I tak dla przykładu George Lucas rozwiązał ten problem za pomocą ukazania wszelakich, znacznie różniących się od siebie planet na przykładzie Tatooine, Hoth lub Endoru, a z kolei Peter Jackson stworzył szerokie plenery osobnych i oddalonych od siebie krain Rivendell, Shire, bądź Gondoru. Z nieco innego zaś wniosku wychodzi sam scenarzysta Cameron, który już w choćby w „Avatarze” potwierdził, że nie potrzeba mu nieskończonych pokładów różnych miejsc, a tylko jednego – ale za to drobiazgowo przedstawionego. I podobnie jest w przypadku nowej produkcji Camerona. Miasto Złomu nie przypomina cudownej Pandory. Tu życie odradza się na nowo po wielkiej katastrofie, tu kryją się liczne zagadki i tajemnice. To miejsce do tego stopnia unikatowe, że z wielką chęcią chce się poznać jego komiksowe pierwowzory.

 

Kadr z filmu "Alita: Battle Angel" (źródło: materiały prasowe)

 

Twórcy w porównaniu do choćby „Ghost in the Sheel” nie boją się poświęcać swojego cennego czasu na rozwijanie fabuły po to, by sprawnie w dialogach lub za pomocą obrazu wyjaśnić nam kolejne prawa rządzące Miastem Złomu. Mimo że akcja pędzi jak na złamanie karku, to i tak cały czas eksplorujemy ukazany świat. Ten okres poznawania trwa niemal do samego końca. Drugą istotną sprawą jest także sama kreatywność, której nigdy nie powinno brakować twórców film sci-fi i cyberpunków. Każdy więc, kto się obawiał, że James Cameron się już dawno wypalił i nie ma już nic nowego do zaoferowania kinu, może już w tym momencie puścić w niepamięć swoje wszelkie wątpliwości. „Alita: Battle Angel” to bowiem, jeśli się nie mylę, jeden z najbardziej kreatywnych filmów w ciągu ostatnich paru lat. Ilość niebanalnych rozwiązań, która się tu pojawia, jest porażająca. Dla przykładu warto choćby wspomnieć o Łowcach, odpowiednikach policjantów, tropiących przestępców, bądź łowcach nagród. Dla mnie zaś osobiście zdecydowanie najlepszym pomysłem okazał się Motorball – kreatywna gra, której zasady polegają na tym, że zawodnik na wrotkach porusza się po wielkim torze z piłką, uciekając od szarżujących jak na wrestlingu przeciwnikach. A wszelkie chwyty są tu dozwolone. Pewnie pomysł ten byłby dość karykaturalny, gdyby nie świetna reżyseria Roberta Rodrigueza scen meczów Moterballa, które faktycznie trzymają w napięciu i ogląda się je z rosnącym zainteresowaniem. Jak zresztą cały film.

 

Kadr z filmu "Alita: Battle Angel" (źródło: materiały prasowe)

 

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą Altao.pl. Kup licencję

Galeria zdjęć - "Alita: Battle Angel" – Dusza anioła w ciele robota

Temat / Nick / URL:

Treść komentarza:

Więcej artykułów od autora Filmaniak01

 -

"Dark: sezon 3" – Alfa i Omega - Seriale

„Na początku stworzył Bóg niebo i ziemię. A ziemia była pustkowiem i chaosem”. Na przestrzeni wielu wieków człowiek próbował, próbuje i zapewne będzie dalej próbować bezskutecznie pojąć materię czasu i to, co go kształtuje. Jedni z nas odnoszą się więc do nauki, a drudzy w różnych kulturach próbują pogodzić się z tą niewiedzą poprzez zawierzenie swojej całej wiary Bogu. Jedno łączy obie te ścieżki: W dalszym ciągu nie wiemy kiedy i w jaki sposób doszło do początku świata… i kiedy ma dojść do zakończenia. To istne metafizyczne, tak nam bliskie, a zarazem odległe Alfa oraz Omega prześladuje nas od zawsze. Dawna Ziemia, która była pustkowiem, w końcu się więc z powrotem, w wyniku apokalipsy, w niego przerodzi. Z prochu powstałeś i w proch się obrócisz. I z tego właśnie powodu czas ma nad nami nieograniczoną władzę.

 -

"Westworld" - sezon 3" – Ziemia obiecana? - Seriale

Ludzie od zawsze dążą do doskonałości. To jest jak kod wpisany w naszych rozumach: Chcemy ciągle zwyciężać. Jak tego dokonać? Coraz częściej właśnie poprzez udoskonalanie się i budowanie porządku, który by przewidział możliwe porażki. I to nie tylko w pracy, czy w rodzinie, ale też w całym społeczeństwie. Ten porządek ma na celu utrzymywanie kontroli nad chaosem, tak by się nie rozprzestrzenił. Jest on jednak jedynie pozorny, bo w człowieku wpisane są też emocje, które wpływają na jego decyzje. Jak to powiedział jeden z głównych bohaterów jednego z najciekawszych seriali ostatnich lat, Dr Ford: „You can’t play God without being acquainted with the Devil”.

 -

"Wojny Klonów": finałowy 7. sezon – Mroczny świt - Seriale

Pamiętam, gdy jako młody chłopiec, który chodził do szkoły, co piątek w zniecierpliwieniu wyczekiwałem chwili, gdy skończą się lekcje i wrócę do domu, by o 19.00 usiąść przed telewizorem. Wówczas na ekranie pojawiały się charakterystyczne żółte napisy, główny motyw muzyczny, motto odcinka, wspólnie oznajmiające jedno – nadejście nowego odcinka „Wojen Klonów”. Odkąd pamiętam, zawsze byłem fanem „Star Wars”. Z czego to wynika? Nie wiem, ale na pewno, że duży udział w tym mieli moi rodzice, którzy zabrali mnie do kina na „Zemstę Sithów”. Od tamtej pory zacząłem interesować się odległą Galaktyką i właśnie „Wojny Klonów” sprawiły, że moja początkowa pasja przerodziła się w miłość. A teraz razem z finałowym 7 sezonem nadszedł czas na koniec serialu, który zapewne dla wielu też był wspomnieniem dzieciństwa.

 -

Odwiedzin: 2464

Autor: Filmaniak01Recenzje filmów

Komentarze: 1

"Sala samobójców. Hejter" – Toxic Wave - Recenzje filmów

To tendencja: Gdy uczniowie wracają do szkoły we wrześniu, żałują że ich ferie letnie się skończyły i już odliczają dni do następnych. I nie ma w tym absolutnie nic dziwnego, bo podobnie ma się sprawa w przypadku dorosłych i ich urlopów. Jedne jednak wakacje nigdy się nie kończą, a żeby ich zaznać w życiu wcale nie potrzeba wiele. Wystarczy włączyć komórkę, wpisać hasło, a następnie wejść do sieci – niezwykłego miejsca, nazywanego Internetem. Skarbnica wiedzy? Raj, w którym spełniają się marzenia? Dla wielu, w tym Tomka – głównego bohatera najnowszego filmu Jana Komasy, pewnie tak.

 -

"Mesjasz" – Posłaniec prawdy? - Seriale

Każdy iluzjonista ma inny sposób działania, sztuczki i sposoby na to, by widzowie mogli go docenić, ale łączy ich jedna zasada, która nigdy się nie zmienia: „W magicznej sztuczce nie chodzi o to, jak ją zrobić. Prawdziwa sztuka polega na tym, by ludzie w nią uwierzyli”. Dla magików ta zasada jest jak przykazanie, którego zawsze należy się trzymać, bo inaczej pokaz nie ma szans powodzenia. A jak można odnieść to do naszej wiary? Czy istnieje zasada, określająca to, jak powinniśmy się zachować, byśmy zawsze byli silni wiarą? Wydaje się, że zależy to od naszego osobistego zrozumienia prawdy. A jednak ci, którzy wierzyli w proroków, w momencie pojawienia się Jezusa Chrystusa, przybili go do krzyża.

Polecamy podobne artykuły

 -

"Ghost in the Shell" – Wspomnienia to duchy przeszłości - Recenzje filmów

Zaraz na początku swojej recenzji czuję się zobowiązany zaznaczyć, iż na aktorską adaptację kultowej mangi zatytułowanej „Ghost in the Shell” wybrałem się jedynie ze względu na Scarlett Johansson oraz pełne cyberpunkowego klimatu zwiastuny. Rzeczona aktorka już sama w sobie stanowi pewne kryterium świadczące zazwyczaj o wysokim poziomie dzieła, a wizja przyszłości pełna robotów, ulepszonych cyborgicznie ludzi oraz technicznych innowacji zawsze była dla mnie gatunkowym rarytasem, ulubioną potrawą, której po prostu nie mogę się oprzeć.

Teraz czytane artykuły

 -

"Alita: Battle Angel" – Dusza anioła w ciele robota - Recenzje filmów

Manga to obecnie jedna z najpopularniejszych form komiksowych na całym świecie. Wyewoluowała w Japonii już na początku lat dwudziestych XX wieku wraz z pojawieniem się pierwszej w dziejach shojo mangi „Tonda Haneko”, którą opublikował Rakuten Kirazawa. I choć może w ciężko to uwierzyć, to w ciągu następnych kilkudziesięciu lat ten sposób rysowania komiksów zdobył niesamowitą popularność w Kraju Kwitnącej Wiśni, a później zachwycił też czytelników za granicą.

 -

"Barry Seal: Król przemytu" – Wszystkie (nie)właściwe posunięcia - Recenzje filmów

Kino biograficzne wyjątkowo dobrze sprawdza się w przypadku barwnych postaci, których życiowe dokonania balansują na granicy prawa, tudzież całkowicie ją przekraczają. Prawdziwe historie o brawurowych przemytnikach czy zdolnych fałszerzach pozwalają widzowi ujrzeć drugą stronę „amerykańskiego snu”, tę mroczniejszą i nierzadko kończącą się długą odsiadką w czterech ścianach zakładu penitencjarnego. Biografia niejakiego Barry'ego Seala to niemalże gotowy materiał na film.

 -

Odwiedzin: 3692

Autor: potteroRecenzje gier

Komentarze: 1

"Mafia III" – Propozycja co najwyżej do rozważenia - Recenzje gier

Któż z nas nie kocha opowieści gangsterskich, takich jak „Ojciec chrzestny”, „Chłopcy z ferajny” czy „Człowiek z blizną”? Kto nie marzył po ich obejrzeniu, żeby tak zostać szefem mafii i żyć jak pączek w maśle, mając pod sobą silnorękich będących na każde nasze zawołanie? Chociaż gier gangsterskich, które pozwoliłyby nam choć przez chwilę poczuć się jak członek mafii, powstało sporo, to jednak na ich tle właśnie „Mafia” wybija się poważnym podejściem do tematu i chyba właśnie za to seria ta pokochana została przez graczy.

 -

Odwiedzin: 266007

Autor: PaMDom i ogród

Komentarze: 58

Bojler elektryczny, najbardziej ekonomiczne ustawienie i ogrzanie wody - Dom i ogród

Jaką temperaturę ustawić na termostacie bojlera, aby zminimalizować opłaty za prąd? Opiszemy kilka ważnych zasad związanych z oszczędna pracą bojlera. Zmniejsz swoje rachunki za prąd.

 -

Odwiedzin: 2362

Autor: aragorn136Seriale

Komentarze: 2

"Nowy Papież" – Bóg czy szarlatan? - Seriale

Pamiętam. Ten rok 2016. Ten dzień, kiedy stacja HBO wyemitowała pierwszy odcinek „Młodego Papieża”, a następnie tydzień po tygodniu jego kolejne epizody. Tak samo surrealistyczne, poetyckie, natchnione boskością i pozytywnie kiczowate. Włoch Paolo Sorrentino stworzył miniserial z całym dziwnym dobrodziejstwem inwentarza. Dzieło sztuki – krzyczało z zachwytu wielu widzów (w tym ja). Z kolei Ci, którzy nigdy nie pałali miłością do „Wielkiego Piękna”, nie kupili takiej wizji Watykanu. Produkcja miała być zamkniętą całością, jednak Paolo dał się skusić (diabłu?) i nakręcił kontynuację. Jak wypada zatem „Nowy Papież” i czy jest równie olśniewający?

Nowości

 -

"Stranger Things 4" – Rozstania i powroty - Seriale

Nie wiem, ile godzin dziennie sypiają bracia Duffer, ale widać, że chyba muszą pić sporo kawy, mieszać zioła i palić skręty. Wszak inaczej ich wyobraźnia zwiędłaby jak kwiaty po tamtej, mrocznej Drugiej Stronie. Panowie wpadają zatem na kolejne pomysły. Czy złapią one wszystkich widzów za serce i gardło? To już kwestia osobistej wrażliwości, oczekiwań i... zawieszenia niewiary. Bo czwarty sezon „Stranger Things” jest niczym złote jabłko ze smacznym miąższem, ale i kilkoma robakami w środku, przez które owoc nieco gnije. Niesamowity pod względem zastosowania równoległego montażu, wspaniale operujący nostalgią, z ciekawym złoczyńcą, lecz rozwleczony, z powtarzającymi się do granic wytrzymałości i cierpliwości motywami oraz scenami. Co oczywiście nie oznacza, że przygoda w Hawkins nie będzie bawić, straszyć i wzruszać. Wręcz przeciwnie.

 -

Pyrkon 2022 – Wielki Powrót! - Fotorelacje

Cześć, jak leci? Dawno mnie tu nie było (podobnie jak naszego kochanego Pyrkonu). Czy jesteście ciekawi jak wyglądało, nieco spóźnione, 20-lecie Pyrkonu? Pewnie, że jesteście. Inaczej by Was tu nie było. Tak więc, miłego czytania, a przede wszystkim oglądania kilkudziesięciu fotosów mojego autorstwa, które zabiorą Was na największy Festiwal Fantastyki i będą jego podsumowaniem.

 -

Nie dla idiotów (czyli dla kobiet) - Prywatne - Mój Blog

Od zawsze wiadomo, że relacje damsko-męskie to jeden wieczny kocioł. Albo on chce, a ona nie, albo na odwrót. A może by tak przeanalizować sytuację? Kobiet nie będę analizować, bo sama nią jestem (nie ma więc powodów oczerniać), ale mężczyźni… To zupełnie inna bajka. Rozbiorę ich na czynniki pierwsze. Przedstawię typy i opiszę. Dla Waszego dobra, Kochane Kobiety!

 -

O.Y.S wraca ze zdwojoną mocą! Wznieca ogień, wzywa deszcz! - Zespoły i Artyści

Uwaga ludzie! Ukazał się jej najnowszy singiel Patrycji Orzeszyńskiej, który powstał we współpracy z BRAINFREEZEREM. Wszystkie „ZNAKI” wskazują, że te muzyczne kolaboracje nie przejdą bez echa, tym bardziej że O.Y.S powraca z podwójną premierą.

 -

"Elvis" – "Jeśli nie możesz czegoś powiedzieć, zaśpiewaj to!" - Recenzje filmów

Baz Luhrmann przyzwyczaił nas do tego, że o ile częstotliwość wypuszczania swoich filmów ma dosyć niską – średnio co jakieś 6/7 lat – o tyle, jak już pokaże konkretne dzieło, to jest ono dopracowane pod każdym względem. „Romeo i Julia” i „Moulin Rouge” to chyba najgłośniejsze i najbardziej charakterystyczne obrazy tego reżysera. Teraz, po 7 latach od zaprezentowania ostatniego filmu, jakim był „Wielki Gatsby”, zaszczycił nas historią legendarnego Elvisa Presleya. Nie, to nie jest typowy biopic. No, może po części, ale jakże warto go zobaczyć!

 -

Kobieto mieszadło mi przynieś, czyli na stacji benzynowej - Prywatne - Mój Blog

Mężczyzno, jeśli poczujesz się urażony to przepraszam. To nie o Tobie, tylko o całej reszcie. Ty jesteś z pewnością inny. Ty jesteś porządny i poukładany, ty szanujesz swoją kobietę w odróżnieniu od całej reszty.

Artykuły z tej samej kategorii

 -

Odwiedzin: 248

Autor: aragorn136Recenzje filmów

Komentarze: 1

"Jurassic Park: Dominion" – Pogrzeb Tyranozaura - Recenzje filmów

Po obejrzeniu zwiastuna trzeciej części „Jurassic World” w mojej głowie narodziła się obawa i zadałem sobie pytanie – „czyżby znowu pokazali najlepsze sceny i zaprezentowali streszczenie całego filmu?”. Niestety tak. Ale nie to jest najgorsze. Obietnica, że ma to być epickie zwieńczenie w duchu kina nowej przygody uleciała wysoko do stratosfery, a na ziemi odbył się marsz żałobny. Oto bowiem „Dominion” okazał się generycznym i pozbawionym magii oraz napięcia letnim blockbusterem, w którym nie działa prawie nic, łącznie z reżyserią.

 -

Odwiedzin: 189

Autor: aragorn136Recenzje filmów

Komentarze: 1

"Top Gun: Maverick" – Pasja, bijące serce, żołądek w gardle! - Recenzje filmów

Niechaj biją się w pierś ci, którzy nie wierzyli, że po 35 latach podchodzący pod sześćdziesiątkę Tom Cruise da radę. Że pokaże klasę. I da widzom taki prezent, że nic, tylko kłaniać się w pas albo zadzierać dumnie i wysoko głowę, patrząc się w niebo. Bo „Top Gun: Maverick” to film, w którym ego gwiazdora rozsadza ekran. Ale to dobrze. Inaczej nie trzymałbym się krawędzi fotela i nie miałbym łzy w oku, mimo że – co zaskakujące – nie jestem fanem oryginału z 1986 roku!

 -

"365 dni: Ten dzień" – Fantazje Blanki Lipińskiej vol. 2 - Recenzje filmów

„Ten dzień” nastąpił. Ci umarli, którzy powstali, aby umrzeć przy okazji pierwszej części „365 dni”, tym razem wybrali golfa z samym Szatanem niż z Massimo i Laurą. Cóż po raz kolejny okazuje się, że niektórzy mają ciekawsze zajęcia niż oglądanie filmopodobnych tworów i to na kacu. Gdzie są brawa? No gdzie? Dobra, sam je sobie bije. Okazało się również, że znalazłem całkiem niezły sposób na zażegnanie skutków nocy poprzedniej. Uwierzcie (jeśli jeszcze nie widzieliście, a wydaje mi się, że pół wszechświata jest już po wszystkim) ból głowy, suchoty, poczucie bezsilności to najmniejsze problemy świata przy starciu z erotycznymi fantazjami Blanki Lipińskiej na srebrnym ekranie Netflixa.

 -

"Resident Evil: Witajcie w Raccoon City" – Shitty, Pasty - Recenzje filmów

Są takie dni w życiu, gdy od samego już przebudzenia wiemy, że nie będą to dobre dni: za oknem paskudna poniedziałkowa pogoda z zacinającym deszczem, głowa trochę pobolewa, ponieważ poprzedniego wieczoru przyszło nam wychylić o jeden kieliszek za dużo na spotkaniu ze znajomymi, woda w czajniczku gotuje się tyle czasu, że aż sprawdzamy czy się przypadkiem nie przypala, woda pod prysznicem z kolei, w zależności od regulacji, albo parzy nasze plecy niczym iskry z kuźni Hefajstosa, albo zamraża naszą skórę niczym cios od Sub-Zero. Mimo to, przygotowujemy się dzielnie do wyjścia, choć wiemy doskonale, że w pracy już ostrzą sobie na nas kły kierownicy wyższego szczebla czy brygadziści...

 -

Odwiedzin: 1833

Autor: aragorn136Recenzje filmów

Komentarze: 2

"Tenet" – Paradoks Nolana - Recenzje filmów

Miał być „Mesjaszem”, który „zbawi” kina. Reklamowany tak, jakby już w dniu oczekiwanej, przesuwanej premiery, zasłużył na status dzieła kultowego – a może i wybitnego. I wreszcie 26 sierpnia 2020 roku „Tenet” przybył do polskich kin, o dziwo, szybciej niż w USA. No i co? No i nic. Nie jest to żadna słabiutka produkcja – imponuje spektakularnymi ujęciami (choć scena z samolotem trochę zawodzi), ale jest jednocześnie męcząca, bez emocji… Ot taki już paradoks (nie jedyny) ostatnich filmów Christophera Nolana.

Pliki cookie pomagają nam technicznie prowadzić portal Altao.pl. Korzystając z portalu, zgadzasz się na użycie plików cookie. Pliki cookie są wykorzystywane tylko do działań techniczno-administracyjnych i nie przekazują danych osobowych oraz informacji z tej strony osobom trzecim. Wszystkie artykuły wraz ze zdjęciami i materiałami dostępnymi na portalu są własnością użytkowników. Administrator i właściciel portalu nie ponosi odpowiedzialności za tresci prezentowane przez autorów artykułów. Dodając artykuł, zgadzasz się z regulaminem portalu oraz ponosisz odpowiedzialność za wszystkie materiały umieszczone przez Ciebie na stronie altao.pl. Szczegóły dostępne w regulaminie portalu.

© 2022 altao.pl. Wszystkie prawa zastrzeżone.
1.866

Akceptuję pliki cookies
W ramach naszego portalu stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym momencie zmiany ustawień dotyczących cookies. Jednocześnie informujemy, iż warunkiem koniecznym do prawidłowej pracy portalu Altao.pl jest włączenie obsługi plików cookies.

Rozumiem i akceptuję