O nasChronologiaArtykułyWspółautorzyPocztaZałóż bloga
 -

"Godzilla Minus One" – Uciekać czy się pokłonić? - Recenzje filmów

Mówili: idź do kina na „Napoleona”. Nie posłuchałem. Zamiast cesarza Francji, wybrałem króla potworów. W niedalekiej przyszłości nadejdzie jeszcze sposobność, aby w dłuższej, 4-godzinnej wersji zmierzyć się z wielkością i kontrowersyjnością Bonapartego, i ostatecznie ocenić jakość filmu i aktorski popis (?) J. Phoenixa. Tymczasem na arenę wchodzi On – Godzilla. W 37 obrazie z ze słynnej japońskiej serii wygląda tak przerażająco i jednocześnie dostojnie, że nic tylko bić brawa albo strzelać z największych dział (cel: zabicie bestii lub oddanie hołdu). „Godzilla Minus One” to bowiem produkcja za skromne 15 mln dolarów, która zawstydza hollywoodzkie blockbustery o tej samej legendzie i ikonie japońskiej kultury. Widowisko kameralne, gdzie ważniejszy jest czynnik ludzki i metafora powojennych traum.

Wstęp
Treść artykułu
Galeria zdjęć
Opinie
Polecane artykuły
aragorn136 (20672 pkt)Strona WWW Autora
Ilość odwiedzin:
442
Czas czytania:
620 min.
Kategoria:
Recenzje filmów
Autor:
aragorn136 (20672 pkt)
Dodano:
87 dni temu

Data dodania:
2023-12-09 14:07:11

Przyznam szczerze – nigdy nie byłem fanem całej serii. Nie potrafię wymienić dokładnych tytułów większości filmów ze studia Toho. Część z nich jest dla mnie jak mgielne wspomnienia z dzieciństwa. Ot Godzilla (facet przebrany w kostium), Mechagodzilla i Król Ghidora rozwalali pół kartonowego, miniaturowego miasta. Później była wizyta w kinie na amerykańskiej, napompowanej patosem „Godzilli” Emmericha, w której Jean Reno „składał” jaja (grał tak, że wiecie – żarciki na lewo i prawo, dziwne miny). Nastąpił wreszcie moment, gdy byłem gotowy na potwora z roku 1954, odkrywając w nim coś więcej aniżeli przestarzałe efekty specjalne. Aż nadeszła powtórnie bestia made in USA. Ta od Garetha Edwardsa jeszcze zjadliwa, ukazywana a to z żabiej perspektywy, a to gdzieś zza winkla. Obiecująca poważniejsze kino, acz zatrzymująca się w rozkroku między poważniejszą opowieścią a czymś typowo rozrywkowym, aby ostatecznie przerodzić się w „nawalanki” skąpane w cyfrowych atrakcjach.

 

Kadr z filmu "Godzilla Minus One" (materiały prasowe/Toho Studios) 

 

Godzilla Minus One” ma dużo mniejszy budżet niż każda odsłona amerykańska, a i tak już już w pierwszym zwiastunie każdy mógł dostrzec, że twórcy filmu wykonali kawał świetnej roboty. Ale to, co prezentuje sam, pełny, duży ekran… Panie i panowie, to dzieło godne pochwał. W sam raz na 70. rocznicę premiery oryginalnej „Godzilli” Ishiro Hondy. Tutaj też, jak tam, położono nacisk na pewną symbolikę, tak bardzo związaną z bombą nuklearną. Ale reżyser Takashi Yamazaki idzie dalej – lepiej nakreślając bohaterów i pisząc krzepiącą historię o poturbowanych przez los. Pod cienkim płaszczykiem fabularnym, ukrywa głębokie prawdy. O honorze w wydaniu japońskim, o pacyfizmie, o nieradzeniu sobie z demonami przeszłości i wreszcie o męstwie – próbie rehabilitacji w obliczu nowego i jeszcze bardziej strasznego.

 

Nietrafne tłumaczenie na język polski może wprowadzać w błąd, co do kwestii płci monstrum. W tym filmie Godzilla to jednak zdecydowanie samiec, a nie samica (wcześniej, szczególnie w Hollywood, nie było to takie oczywiste). Bez ukazania genezy narodzin, wytłumaczenia mocy, ale z migawkami testowania broni nuklearnej. One wystarczają, a fakt, że akcja dzieje się kilka lat od zakończenia II wojny światowej też daje odpowiednią jasność i kontekst. Duchy Hiroszimy i Nagasaki unoszą się nad Tokio, czuć, że naród japoński jest w rozsypce. Podobnie jak protagonista – Shikishima Koichi, były pilot kamikaze, który nie miał zamiaru stać się boskim wiatrem śmierci. Wylądował zatem na małej wysepce, zgłaszając awarię myśliwca. I się zaczęło – atak, jeszcze nie wyrośniętej Godzilli wyznaczył ton całej historii. Choć pozbawiona gore i hektolitrów krwi, sekwencja trzymała za gardło bardziej niż hollywoodzka walka z King Kongiem.

 

Kadr z filmu "Godzilla Minus One" (materiały prasowe/Toho Studios) 

 

„Minus One” (wyjaśnienie w filmie dla cierpliwych) niby nie jest ultra brutalnym horrorem, ale jego targetem nie są dzieciaki, a ludzie poszukujący przyziemnego, rodzinnego dramatu, a nawet melodramatu – relacja Shikishimy i pewnej dziewczyny opiekującej się niemowlęciem ma znaczenie dla kolejnych decyzji. Bo ta „Godzilla” nie jest o Godzilli. Na pierwszym planie nie mamy ogromnego jaszczura. Reżysera interesuje grupowa terapia rozbitego narodu, patriotyczny pean na cześć obywatelskiej postawy i chęć rozliczenia cesarstwa z jego win. I jednocześnie interesuje go to, aby jak najwierniej oddać minioną epokę. Mimo że nie miał walizki wypełnionej po brzegi 200 mln dolców, wierzymy, że oto trafiliśmy do Japonii lat 40. XX wieku. Szerokich kadrów tu niewiele, większość scen rozgrywa się z perspektywy kilku osób, lecz to nie przeszkadza, a nawet wzmacnia immersję.

 

W ogóle „Godzilla Minus One” to przykład kina zaskakującego również w krzyżowaniu gatunków. Tu na serio kamienie milowe wojny, czyli „Dunkierka” i „Oppenheimer” mieszają się z thrillerem Spielberga (morska scena zbliżona do „Szczęk” sprawiła, że obgryzałem paznokcie!) i obyczajówkami Koreedy o poranionych rodzinach. Pojawia się nawet aktorka ze „Złodziejaszków” – Sakura Ando, która jako siostra głównego bohatera nie jest szczęśliwa z jego powrotu, wręcz oburza się na niego, że nie dokonał samobójczego ataku. Ryûnosuke Kamiki, który dał się poznać polskim widzom jako aktor dubbingowy w słynnych dziełach anime (m.in. Spirited Away: W krainie Bogów”), w roli Koichiego przekonująco maluje spektrum emocji na twarzy człowieka złamanego, o wątłej fizyczności. Oczywiście należy zdawać sobie sprawę z tego, że to japońska maniera, a więc zarówno on, jak i każdy aktor i aktorka gra na głośnym instrumencie – nadekspresyjnie, przesadnie wyrażając uczucia. Ja to lubię, inni niekoniecznie.

 

Kadr z filmu "Godzilla Minus One" (materiały prasowe/Toho Studios) 

 

Kadr z filmu "Godzilla Minus One" (materiały prasowe/Toho Studios) 

 

A sam Godzilla z Kraju Kwitnącej Wiśni, a raczej Więdnącej Jabłoni ? Cóż, nareszcie wygląda i porusza się jak trzeba – realistycznie! Jest ociężały, ma „piwny brzuch”, kroczy powoli, ale nie jakoś ostrożnie, a płynnie – choć sprawne oko dostrzeże z parę razy sztuczność. Jest niszczycielską siłą. Przerośniętym zwierzęciem o szczegółowej budowie ciała (tekstury w projekcje bestii robią wrażenie!), creepy mordzie i pierwotnych instynktach. Kiedy przybędzie na przedmieścia Tokio, biada tym mieszkańcom, którzy znajdą się w zasięgu jego wzroku. Wszak oddech ma iście atomowy!

 

Godzilla Minus One” nie wygrywałby jednak w zestawieniu potwornie udanych monster movie, gdyby nie muzyka. Tak, motyw główny, czyli „Godzilla Suite”. Naoki Sato, który wcześniej swoimi kompozycjami okraszał przedstawicieli anime, tym razem stworzył coś na miarę soundtracku Michaela Giacchino do „Projekt: Monster”. Melodie równie epickie, straszne, ale też o lekko przygodowym rodowodzie.

 

źródło: YouTube.com (Standardowa licencja)

 

Podsumowując, ten nowy „Godzilla” ma własne problemy. Zbiegi okoliczności, bo tak jest w scenariuszu. Humor nie zawsze w punkt, przez co ton filmu nieco cierpi. Przenikania między niektórymi scenami, jakby wykonane w Movie Makerze. Ckliwość w finale. Ale całościowo zwycięża! Nie nudzi, ma barwnych bohaterów (od mechanika pod technika), którym pragnie się kibicować, dopuszczalny patos i realizację na poziomie audio-wizualnym, że szczena opada. Ja nie uciekam, kłaniam się w pas, chwaląc antywojenne przesłanie i napięcie budowane ciszą. I jednocześnie narzekam, że taki retro-nowoczesny przebój wyświetlano tylko w sieciach Multikina, głównie o porze wieczornej. Dla Toho Studios plus. Dla dystrybucji minus jeden. Kto więc jeszcze nie zdążył, niechaj się śpieszy albo poczeka na możliwość wypożyczenia na VOD (ale to jest jedną, wielką niewiadomą).

 

Ocena: 8/10


źródło: YouTube.com (Standardowa licencja)

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą Altao.pl. Kup licencję

Galeria zdjęć - "Godzilla Minus One" – Uciekać czy się pokłonić?

Temat / Nick / URL:

Treść komentarza:

0 (0)

Filmowy33
87 dni temu

Z tym potworem się nie negocjuje. Bardzo dobry film!
Dodaj opinię do tego komentarza

0 (0)

Kinoman
39 dni temu

Uwaga! Budżet wyniósł tylko 10 mln dol..15 to była plotka. Tym bardziej brawa!
Dodaj opinię do tego komentarza

-1 (1)

Piotr
87 dni temu

Cóż powiedzieć. Recenzja jak zwykle na wysokim poziomie. Bardzo fajnie napisana. Nawet osobie nie zaznajomionej z filmem bardzo dobrze się ją czyta. A już na pewno może przyciągnąć na seans. Dokładnie rozbite poszczególne aspekty filmu, ale przechodzące delikatnie jeden w drugi, co powoduje że czytający nie gubi się w gąszczu informacji.
Dodaj opinię do tego komentarza

Więcej artykułów od autora aragorn136

"Diuna: Część druga" – Woda życia, religia zniszczenia - Recenzje filmów

„Mając władzę nad przyprawą, masz władzę na wszystkimi” – zniekształcony, brzmiący złowieszczo głos oznajmia takową prawdę na tle czarnego tła, a mi już po całym ciele „przebiegają mrówki”. Jestem wręcz obezwładniony, zahipnotyzowany. A przecież to nawet nie pierwsza scena. Później jest jeszcze lepiej/gorzej. Jakie tam później, tak jest przez 80% seansu, niemal do napisów końcowych. Oni (czyt. krytycy mający zaszczyt uczestniczyć w pokazie prasowym) nie kłamali. „Diuna: Część druga” to film monumentalny (kto napiszę fatalny, ten niechaj zostanie strawiony przez czerwia). Atakujący wszystkie zmysły. Piękny. Na poziomie audiowizualnym rzecz jasna, bo z warstwą scenariuszową bywa różnie… Są jednak aktorzy, którzy windują tę opowieść do granic kosmosu.

"100N" – Jego refleksja i wrażliwość w całej tej muzyce! - Recenzje płyt

Słuchacze! Osoby poszukujące muzycznych nowości, które powstają w czterech ścianach domowego studia. Chłopaki i dziewczyny lubiący subtelność wokalu połączoną z dzikością dźwięku. Odkryłem coś dla Was. Coś, co zrobiło mi dobrze na serduchu i w głowie. Co uspokoiło rozbiegane myśli. Mowa o dostępnym na Spotify albumie pt. „100N”, nagranym przez Lucasa Flinta. Stali czytelnicy Altao.pl, zaglądający do kategorii Muzyka mieli już okazję się zapoznać z tym utalentowanym chłopakiem (prezentowane były dwa jego polskojęzyczne single: „Zostań” oraz „Wieczór Filmowy). „100N” jest w całości po angielsku, co nie znaczy, że nie będą go w stanie docenić ludzie na co dzień słuchający tylko w rodzimym języku.

"Detektyw: Kraina nocy" – Coś za ciepło na tym mrozie… - Seriale

„Jodie Foster jako policjantka gdzieś w małym, fikcyjnym, odciętym od świata, miasteczku na Alasce mierzy się z traumą i najtrudniejszym śledztwem w całej karierze”. Wystarczy takie zdanie, aby fani „Milczenia Owiec” zacierali rączki. Ale „Kraina nocy” to nie sequel rzeczonego thrillera, a kolejny miniserial osadzony w uniwersum „Detektywa”. Po wszystkich, sześciu odcinkach można dojść tylko do jednego wniosku: niepotrzebnie osadzony. Bo o ile prolog zapowiada prawie wybitny kawał telewizji, tak już finał sprawia, że wszystko odmarza…

 -

Odwiedzin: 574

Autor: aragorn136Recenzje książek

Komentarze: 3

"Droga Królów" – Niech Cię Burza Sanderson! - Recenzje książek

W pierwszym tygodniu od premiery znalazła się na 7. miejscu listy bestsellerów The New York Times. Zdobyła nagrodę Davida Gemmella Legend Award dla najlepszej powieści fantasy. Każdy fan gatunku musi ją znać i przeczytać od deski do deski – jak pewna Polka, która to uczyniła w dwa dni (!). Po takich rekomendacjach oraz informacjach decyzja o pójściu „Drogą Królów” jest oczywista. I co z tego, że na rynku wydawniczym jest wiele nowości – lepiej zmierzyć się z dawniejszą, 1000-stronicową, wychwalaną powieścią Brandona Sandersona. I niestety… Oj ciężka to była lektura… Ani ona wybitna, ani wciągającą swoją intrygą. Rzekłem to na wstępie Ja – Przemek „Aragorn” Jankowski, który w różnych królestwach już bywał.

 -

Odwiedzin: 333

Autor: aragorn136Recenzje filmów

Komentarze: 2

"Kos" – Gdzie generał, co chłopa szanował? O tu! - Recenzje filmów

„Pierwszy krok do zrzucenia niewoli to odważyć się być wolnym, pierwszy krok do zwycięstwa – poznać się na własnej sile” – przekonywał głośno Tadeusz Kościuszko. Pewni twórcy wzięli sobie drugą część tego cytatu mocno do serca. Jako pierwsi zdecydowali się zrealizować w Polsce film o wielkim bohaterze narodowym bez grama martyrologii, za to z wyraźnymi inspiracjami kinem Quentina Tarantino. Czy aby owa sztuka ich nie przerosła? Jaki jest „Kos”?

Polecamy podobne artykuły

"Godzilla II: Król potworów" – Niech żyje Król, niech umrą ludzie - Recenzje filmów

Najsłynniejszy filmowy tytan powrócił (tak, to zdecydowanie samiec; jaj nie zniesie). I zgodnie z prawami, jakimi rządzą się sequele – szybciej, głośniej, bardziej widowisko; on też jest szybszy, głośniejszy i bardziej widowiskowy, czy raczej zjawiskowy. Godzilla, leżąc sobie w legowisku na dnie oceanu, czekał na swój kolejny moment chwały. Ale nie próżnował. Bo od samego nic nie robienia mięśni nie przybędzie. W ukryciu przed światem zewnętrznym zapewne jakieś podwodne ćwiczenia wykonywał – co potwierdzą obserwujący go badacze z agencji Monarch. I to właśnie dla niego warto wybrać się do kina lub, jeśli ktoś czasu nie ma, w przyszłości zasiąść przed ekrany telewizorów.

"Godzilla" – Ryk, który przeszywa na wskroś - Recenzje filmów

Godzilla - słynny Król potworów powrócił. Silny, potężny, dumnie kroczy przed siebie. Jest jak Bóg, którego nic ani nikt jest w stanie powstrzymać. A gdy otworzy pysk, budzi strach i respekt, powodując, że nasze ciało jest całe w dreszczach. Odczuwamy to każdą kostką i mięśniem. Nie wierzycie? Odważnie więc usiądźcie przed kinowym ekranem.

 -

Odwiedzin: 23573

Autor: pjArtykuły o filmach

Komentarze: 5

Najgroźniejsze i najpotężniejsze filmowe potwory - Artykuły o filmach

„Monster movie” od jakiegoś czasu przeżywa drugą młodość. W roku 2013 w filmie „Pacific Rim” na ziemską scenę z oceanicznych czeluści wypełzły olbrzymie Kaiju, by siać strach i zniszczenie. Po mniej więcej dziesięciu miesiącach w kinach pojawiła się odświeżona „Godzilla”, a w 2019 roku jej kolejna część. Co sprawia, że tak kochamy filmowe monstra?

"Pacific Rim" – Zapasy z potworami - Recenzje filmów

Przed wami nieco spóźniona recenzja „Pacific Rim” – hołdu złożonego klasycznym japońskim filmom o potworach (głównie „Godzilli vs Mechagodzilli”). Czy twórca „Hellboya” i „Labiryntu Fauna” kolejny raz udowodnił, że jest wizjonerem kina i świetnym rzemieślnikiem?

Teraz czytane artykuły

 -

Odwiedzin: 442

Autor: aragorn136Recenzje filmów

Komentarze: 3

"Godzilla Minus One" – Uciekać czy się pokłonić? - Recenzje filmów

Mówili: idź do kina na „Napoleona”. Nie posłuchałem. Zamiast cesarza Francji, wybrałem króla potworów. W niedalekiej przyszłości nadejdzie jeszcze sposobność, aby w dłuższej, 4-godzinnej wersji zmierzyć się z wielkością i kontrowersyjnością Bonapartego, i ostatecznie ocenić jakość filmu i aktorski popis (?) J. Phoenixa. Tymczasem na arenę wchodzi On – Godzilla. W 37 obrazie z ze słynnej japońskiej serii wygląda tak przerażająco i jednocześnie dostojnie, że nic tylko bić brawa albo strzelać z największych dział (cel: zabicie bestii lub oddanie hołdu). „Godzilla Minus One” to bowiem produkcja za skromne 15 mln dolarów, która zawstydza hollywoodzkie blockbustery o tej samej legendzie i ikonie japońskiej kultury. Widowisko kameralne, gdzie ważniejszy jest czynnik ludzki i metafora powojennych traum.

Magda Steczkowska w szczerej rozmowie z portalem Altao.pl - Zespoły i Artyści

Wydała 6 solowych albumów. Wykonuje zarówno własne, autorskie piosenki, jak i znane i lubiane covery. Jest matką trzech córek i kochającą żoną. A niedawno wyczarowała „Deszcz”, czyli najnowszy, jakże otulający duszę singiel. Można zatem powiedzieć, że Magda Steczkowska to kobieta spełniona i szczęśliwa, jeżeli chodzi o życie artystyczne oraz rodzinne. Czy faktycznie tak jest, a może wokalistka ma jakieś marzenia? O czym jeszcze opowiedziała Portalowi dla ludzi z pasją? Odkryjcie sami!

"Diuna: Część druga" – Woda życia, religia zniszczenia - Recenzje filmów

„Mając władzę nad przyprawą, masz władzę na wszystkimi” – zniekształcony, brzmiący złowieszczo głos oznajmia takową prawdę na tle czarnego tła, a mi już po całym ciele „przebiegają mrówki”. Jestem wręcz obezwładniony, zahipnotyzowany. A przecież to nawet nie pierwsza scena. Później jest jeszcze lepiej/gorzej. Jakie tam później, tak jest przez 80% seansu, niemal do napisów końcowych. Oni (czyt. krytycy mający zaszczyt uczestniczyć w pokazie prasowym) nie kłamali. „Diuna: Część druga” to film monumentalny (kto napiszę fatalny, ten niechaj zostanie strawiony przez czerwia). Atakujący wszystkie zmysły. Piękny. Na poziomie audiowizualnym rzecz jasna, bo z warstwą scenariuszową bywa różnie… Są jednak aktorzy, którzy windują tę opowieść do granic kosmosu.

Płocki piknik lotniczy nie odbędzie się - Piloci/Akrobacje

Niestety w 2012 roku Płocki Piknik lotniczy Areoklubu Ziemi Mazowieckiej, jak podaje organizator imprezy nie odbędzie się.

"Szybcy i wściekli 8" – Z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciu - Recenzje filmów

Dominic Toretto zaprasza na kolejne globalne tournée, podczas którego zwiedzicie lodowe pustkowia Islandii, skąpane w słońcu nowojorskie ulice i rozpaloną do czerwoności wysokimi temperaturami i skąpo odzianymi, przepięknymi Latynoskami, Kubę. Zainteresowani? Pora więc zapiąć pasy… wróć, wyzwolić w sobie żądną prędkości bestię i wcisnąć gaz do dechy. Liczy się przecież jedynie te kilka minut pomiędzy startem a metą, towarzyszące tym chwilom uczucie wolności, przy którym bledną wszystkie wartości i ideały… nawet rodzina.

Nowości

"Diuna: Część druga" – Woda życia, religia zniszczenia - Recenzje filmów

„Mając władzę nad przyprawą, masz władzę na wszystkimi” – zniekształcony, brzmiący złowieszczo głos oznajmia takową prawdę na tle czarnego tła, a mi już po całym ciele „przebiegają mrówki”. Jestem wręcz obezwładniony, zahipnotyzowany. A przecież to nawet nie pierwsza scena. Później jest jeszcze lepiej/gorzej. Jakie tam później, tak jest przez 80% seansu, niemal do napisów końcowych. Oni (czyt. krytycy mający zaszczyt uczestniczyć w pokazie prasowym) nie kłamali. „Diuna: Część druga” to film monumentalny (kto napiszę fatalny, ten niechaj zostanie strawiony przez czerwia). Atakujący wszystkie zmysły. Piękny. Na poziomie audiowizualnym rzecz jasna, bo z warstwą scenariuszową bywa różnie… Są jednak aktorzy, którzy windują tę opowieść do granic kosmosu.

Wydawnictwo Altobook informuje: 26 marca zejdziecie do "SILOSU"! - Autorzy/pisarze

Uwaga miłośnicy klimatów postapo! W tym roku nakładem wydawnictwa Altobook (jakże podobna nazwa do naszego portalu) ukaże się wyczekiwane wznowienie kultowej trylogii „SILOS” autorstwa Hugh Howeya, która w zeszłym roku doczekała się serialowej adaptacji (kolejny sezon serialu w przygotowaniu). Tom pierwszy już 26 marca trafi do księgarń!

Jaśmin i Michał Fałkiewicz – razem przeciwko wojnie! A zatem "Ostatni rzut granatem" - Muzyczne Style

„Ostatni rzut granatem” to piosenka, która w ostatnich latach zyskała swoją nową aktualność i nowe życie. Dlaczego? Gdyż słychać w niej damsko-męski emocjonalny duet, który rockowym głosem mówi/śpiewa sugestywnie i silnie jedno: dość wojny! Więcej takich protest songów, a być może świat będzie lepszym miejscem. Ten utwór chwyta za serce!

Nowy talent na horyzoncie: Kasia Chałdaś! - Zespoły i Artyści

Jakiś czas temu w serwisach streamingowych miał swoją premierę utwór, którym powinny zainteresować się wszystkie media. Dlaczego? Z kilku powodów! To debiutancki singiel. Napisany i skomponowany przez młodą artystkę z Kozienic w ciągu jednego wieczora. I zaśpiewany anielskim, ciepłym, kojącym głosem. „With You”. Tak. Od teraz wielu słuchaczy zapragnie spędzać czas „z Tobą”, a konkretniej z Twoją muzyką Kasiu Chałdaś.

 -

Odwiedzin: 74

Autor: pjSprzęt

On istnieje! Najstarszy komputer stacjonarny – Q1 PC - Sprzęt

Czego to ludzie nie trzymają na strychu! Jedni stare pralki, inni kineskopowe telewizory. Jednak pracownicy serwisu sprzątającego Just Clear nie spodziewali się, że odkryją takie retro sprzęty! W jednym z londyńskich mieszkań przypadkiem bowiem natrafili na dwa… desktopy o nazwie Q1 PC, pamiętające początek lat 70. XX wieku!

"100N" – Jego refleksja i wrażliwość w całej tej muzyce! - Recenzje płyt

Słuchacze! Osoby poszukujące muzycznych nowości, które powstają w czterech ścianach domowego studia. Chłopaki i dziewczyny lubiący subtelność wokalu połączoną z dzikością dźwięku. Odkryłem coś dla Was. Coś, co zrobiło mi dobrze na serduchu i w głowie. Co uspokoiło rozbiegane myśli. Mowa o dostępnym na Spotify albumie pt. „100N”, nagranym przez Lucasa Flinta. Stali czytelnicy Altao.pl, zaglądający do kategorii Muzyka mieli już okazję się zapoznać z tym utalentowanym chłopakiem (prezentowane były dwa jego polskojęzyczne single: „Zostań” oraz „Wieczór Filmowy). „100N” jest w całości po angielsku, co nie znaczy, że nie będą go w stanie docenić ludzie na co dzień słuchający tylko w rodzimym języku.

Artykuły z tej samej kategorii

"Diuna: Część druga" – Woda życia, religia zniszczenia - Recenzje filmów

„Mając władzę nad przyprawą, masz władzę na wszystkimi” – zniekształcony, brzmiący złowieszczo głos oznajmia takową prawdę na tle czarnego tła, a mi już po całym ciele „przebiegają mrówki”. Jestem wręcz obezwładniony, zahipnotyzowany. A przecież to nawet nie pierwsza scena. Później jest jeszcze lepiej/gorzej. Jakie tam później, tak jest przez 80% seansu, niemal do napisów końcowych. Oni (czyt. krytycy mający zaszczyt uczestniczyć w pokazie prasowym) nie kłamali. „Diuna: Część druga” to film monumentalny (kto napiszę fatalny, ten niechaj zostanie strawiony przez czerwia). Atakujący wszystkie zmysły. Piękny. Na poziomie audiowizualnym rzecz jasna, bo z warstwą scenariuszową bywa różnie… Są jednak aktorzy, którzy windują tę opowieść do granic kosmosu.

 -

Odwiedzin: 333

Autor: aragorn136Recenzje filmów

Komentarze: 2

"Kos" – Gdzie generał, co chłopa szanował? O tu! - Recenzje filmów

„Pierwszy krok do zrzucenia niewoli to odważyć się być wolnym, pierwszy krok do zwycięstwa – poznać się na własnej sile” – przekonywał głośno Tadeusz Kościuszko. Pewni twórcy wzięli sobie drugą część tego cytatu mocno do serca. Jako pierwsi zdecydowali się zrealizować w Polsce film o wielkim bohaterze narodowym bez grama martyrologii, za to z wyraźnymi inspiracjami kinem Quentina Tarantino. Czy aby owa sztuka ich nie przerosła? Jaki jest „Kos”?

 -

Odwiedzin: 294

Autor: aragorn136Recenzje filmów

Komentarze: 2

"W nich cała nadzieja" – "ARTUR" i Ewa (!) - Recenzje filmów

„Z kinem fantastyko-naukowym w Polsce od dawna nie jest za dobrze proszę państwa, to temat martwy, przysypany grubą warstwą gliny” – powiedziałby zapewne jakiś sędziwy profesor w trakcie wykładu z filmoznawstwa. Po obejrzeniu „W nich cała nadzieja” sprostowałby to stwierdzenie następującymi słowami: „przepraszam, myliłem się”. Bo ten pełnometrażowy debiut Piotra Biedronia, choć zrealizowany za niewielkie pieniądze, stanowi wyraźny zwrot w tym kierunku. Nie jest propozycją dla fanów dynamicznej akcji i tzw. blockbusterów. Ale koneserzy kina kameralnego, stojącego na swoich nogach, opartego na relacji dwojga bohaterów – dziewczyny i robota, powinni być zadowoleni.

 -

Odwiedzin: 708

Autor: aragorn136Recenzje filmów

Komentarze: 1

"Chłopi" – Wsi anielska, wsi diabelska - Recenzje filmów

„Cepelia, w której maczała swoje paluchy Sztuczna Inteligencja, malując każdą scenę w męczące oczy barwy”. Mniej więcej to sądzi o nowej adaptacji „Chłopów” Władysław Reymonta pewien znany krytyk filmowy. Powinien on uderzyć się w pierś i obejrzeć tę animację raz jeszcze. Tak, to ludowe rękodzieło, ale o dużej wartości artystycznej – choć bliskie książkowym opisom, to jednak na swój sposób uwspółcześnione, pozbawione kurzu osiadłego na dawnej księdze. Gdy kilka lat temu ponad 100 malarzy zabrało się do skrupulatnej pracy z pędzlem w dłoniach, to jeszcze nikt nie wiedział, że AI aż tak rozwinie się w roku 2023. Można zapytać po co? Czyż nie lepiej, aby powstał „zwykły” film fabularny bez tej otoczki? Nie, bo taki już nakręcono, a owa forma tylko dodała magii i innej, niepokojącej namacalności.

"Resident Evil: Witajcie w Raccoon City" – Shitty, Pasty - Recenzje filmów

Są takie dni w życiu, gdy od samego już przebudzenia wiemy, że nie będą to dobre dni: za oknem paskudna poniedziałkowa pogoda z zacinającym deszczem, głowa trochę pobolewa, ponieważ poprzedniego wieczoru przyszło nam wychylić o jeden kieliszek za dużo na spotkaniu ze znajomymi, woda w czajniczku gotuje się tyle czasu, że aż sprawdzamy czy się przypadkiem nie przypala, woda pod prysznicem z kolei, w zależności od regulacji, albo parzy nasze plecy niczym iskry z kuźni Hefajstosa, albo zamraża naszą skórę niczym cios od Sub-Zero. Mimo to, przygotowujemy się dzielnie do wyjścia, choć wiemy doskonale, że w pracy już ostrzą sobie na nas kły kierownicy wyższego szczebla czy brygadziści...

Pliki cookie pomagają nam technicznie prowadzić portal Altao.pl. Korzystając z portalu, zgadzasz się na użycie plików cookie. Pliki cookie są wykorzystywane tylko do działań techniczno-administracyjnych i nie przekazują danych osobowych oraz informacji z tej strony osobom trzecim. Wszystkie artykuły wraz ze zdjęciami i materiałami dostępnymi na portalu są własnością użytkowników. Administrator i właściciel portalu nie ponosi odpowiedzialności za tresci prezentowane przez autorów artykułów. Dodając artykuł, zgadzasz się z regulaminem portalu oraz ponosisz odpowiedzialność za wszystkie materiały umieszczone przez Ciebie na stronie altao.pl. Szczegóły dostępne w regulaminie portalu.

© 2024 altao.pl. Wszystkie prawa zastrzeżone.
0.804

Akceptuję pliki cookies
W ramach naszego portalu stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym momencie zmiany ustawień dotyczących cookies. Jednocześnie informujemy, iż warunkiem koniecznym do prawidłowej pracy portalu Altao.pl jest włączenie obsługi plików cookies.

Rozumiem i akceptuję