O nasChronologiaArtykułyWspółautorzyPocztaZałóż bloga
 -

"Matrix Zmartwychwstania" – Czy warto wziąć pigułkę o nazwie "Nostalgia"? - Recenzje filmów

Często robię rewatch i to samo uczyniłem przed seansem „Matrixa Zmartwychwstań”. „Matrix” rodzeństwa Wachowski to dzieło przełomowe, wizjonerskie. Robi wrażenie nawet teraz, po ponad 20 latach. „Reaktywacja” i „Rewolucje” mają znacznie niższy poziom, ale bronią się paroma interesującymi elementami. Uwielbiam chociażby sekwencję pościgu na autostradzie czy doceniam zmianę tonu podczas intensywnej walki o Syjon, która potrafi przykuć uwagę (nie zauważamy braku Neo przez jakieś 40 minut seansu). Techniczne niuanse są siłą serii i pomimo tego, że dwójka i trójka miały problemy fabularne, to były audiowizualnym odlotem i popisówką. I to bez czerwonej tabletki. Moje oczekiwania względem kolejnego rozdziału „Matrixa” były w zasadzie zerowe – to dosłownie zmartwychwstanie, tylko czy potrzebne i ładnie wykonane?

Wstęp
Treść artykułu
Galeria zdjęć
Opinie
Polecane artykuły
Ponton (70 pkt)Strona WWW Autora
Ilość odwiedzin:
452
Czas czytania:
545 min.
Kategoria:
Recenzje filmów
Autor:
Ponton (70 pkt)
Dodano:
141 dni temu

Data dodania:
2021-12-28 21:15:43

W magiczny sposób wraca Neo. Możecie zadawać sobie pytania: „Ale jak to, czy on nie umarł w poprzedniej części?”, „O Słodki Pontonie w bobinkach, cóż to za brak sensu?”. Chciałbym zauważyć, że mówimy o gościu, który po zażyciu czerwonej pigułki naparza się z duplikującym się Elrondem, a dodatkowo wziął sobie do serca piosenkę pt. „I Believe I can fly”. Proces zmartwychwstania nie wydaje się aż tak skomplikowany w świecie, gdzie reguły gry są nieco inne niż standardowe traktowanie rzeczywistości jako coś niezmiennego.

 

Kadr z filmu "Matrix Zmartwychwstania" (źródło: materiały prasowe)

 

Kadr z filmu "Matrix Zmartwychwstania" (źródło: materiały prasowe)

 

Nie mam problemu z faktem, że Neo i Trinity wracają, tym bardziej, że całkiem fajnie jest to wytłumaczone i wplecione w fabułę. Nasz wybraniec nic nie pamięta – za to jest światowej sławy programistą gier video – nie, nie – nie jest to „Cyberpunk”. Jest nią oczywiście trylogia „Matrixa”. Nasz ziomek ma spore problemy natury psychicznej, ale bądźmy szczerzy – kto by nie miał? Myśli, że jego gra jest całkiem realna, a psychiatra urwał się z „Jak poznałem waszą matkę” i ma okulary w kolorze tabletek, które mu przepisał. Można lekko zwariować, tym bardziej, że za chwilę spotka ziomeczka, który wyskakuje z lustra w łazience. I tak oto dochodzimy do meritum – „nowy” Morfeusz próbuje przypomnieć Thomasowi jego przeszłość i jakim był wypasionym bohaterem. Flashbacki z Wietnamu przy tym to pikuś. Plan jest teraz taki: zacząć na nowo władać mocami oraz koniecznie (ale to koniecznie!) odzyskać Trinity. Ta żyje sobie obok niego, czasem spotykali się w kafejce, zamienili ze dwa zdania, ale niestety kobieta ma męża i dzieci – ani trochę nie uśmiecha się jej skakanie na motorze między budynkami. Generalnie – łatwo nie jest i nikt nie mówił, że będzie. Szkoda, że to zdanie tyczy się nie tylko bohaterów, ale również widzów

 

Matrix Zmartwychwstania” to bardzo dziwny seans. Po wyjściu z kina nie byłem pewny, czy ten film mi się podoba czy nie. Przede wszystkim to straszny bałagan fabularny. Tak nie do końca wiadomo, czemu właściwie ten cały wybraniec jest tak potrzebny, bo ten „nowy” Syjon radzi sobie całkiem nieźle z maszynami. Żyją we względnej symbiozie, ludzie hodują sobie jagódki i w sumie jest spoczko. Wiadomo – czasem zdarzają się jakieś problemy czy wyskoczy jakiś „nowy” Agent Smith, który przywdział skórę Jonathana Groffa. Kiedy się pojawia „stara” Niobe, to specjalnie zamyka Andersona w więzieniu, z którego ten wydostaje się w przeciągu mrugnięcia oka. Serio – nie dość, że mrugnąłem, to jeszcze coś mi wpadła do oka i w tym czasie w sposób ekspresowy coś się stało na ekranie. Wiecie – ona pojawia się tylko po to, aby się pojawić, wzbudzić nostalgię i zaraz zniknąć. A – i jeszcze uwięzić bohatera „bo tak”. I to nie jedyna taka postać – dużo tu „starych” postaci, które powracają w takiej samej formie, ale też całkiem sporo, które przeszły recast. To trochę wygląda tak, jakby twórcy zaklepali Keanu Reevesa i Carrie-Anne Moss, ale resztę istotnej obsady zawiadomili w ostatniej chwili. No pech – akurat Hugo Weaving miał lepsze plany, a Laurence Fishburne stwierdził, że „sorry, no nie, ale możecie postawić mi pomnik”. Ponadto jego twarz często pojawiała się na płachtach, przywołujących sceny z poprzednich części, razem z jego kultowym stwierdzeniem „Nareszcie”. Czujecie te wibracje na skroni? Działa nostalgia?

 

Kadr z filmu "Matrix Zmartwychwstania" (źródło: materiały prasowe)

 

Wykorzystywanie jej jest tutaj zauważalne co chwilę. I niektóre elementy działają fajnie, niektóre są wykorzystane jako pewien komentarz, a jeszcze inne przechodzą transformacje. Dużo tu tego misz-maszu i to jest zasadniczy problem „Matrixa”. Tak nie do końca wiadomo czym ten film chce być. Z jednej strony strzela nas w pysk to kolejnym nawiązaniem do klasyki, by za chwilę je skrytykować. Komentarz odnoście tego, że w Hollywood kręci się coraz więcej sequeli, prequeli, rebootów oraz innych tworów jest aż nadto zaznaczony. W sumie zgadzam się z tym i kiedy chce przybić piątkę twórcom, to cofam rękę, patrzę z miną niezrozumienia i zaczynam zadawać pytania. Jeśli „Zmartwychwstania” przede wszystkim opierają swoją siłę przyciągania na nostalgii, to czemu więc powstała ta część, która krytykuje bytność tego produktu. To jak samobiczowanie. Niby rozumiem, co chcieli przekazać, ale wyszło to dosyć niezręcznie. Za to fajnie działają wspomnienia z oryginalnej serii, ale w takim minimalistycznym zaznaczeniu tego faktu, np. ujęcie z dołu na helikopter, z którego spadają puste łuski po nabojach, czy kot o imieniu Deja Vu. Skromny gest w kierunku fanów, a cieszy. Sprawnie również został wykorzystany motyw slow-motion, dzięki któremu Neo unikał pocisków, co zresztą stało się ikonicznym elementem serii. Tutaj mamy odwrócenie tego symbolu Matrixa – twórcy w kreatywny i solidnie nakręcony sposób przekazują wizję, w którym siła wybrańca może obrócić się przeciwko niemu. Niestety, ale jest to jedyny techniczny moment warty zapamiętania.

 

Produkcja z 1999 roku zrewolucjonizowała rynek kina akcji. Dopieszczone w każdym calu sekwencje, zarówno jeśli chodzi o pościgi, walki wręcz czy strzelanin prezentują najwyższy poziom. Do tego dorzućmy genialną muzykę i mamy arcydzieło audiowizualne, które praktycznie w ogóle się nie zestarzało. Zastanawiałem się, co Lana Wachowski wymyśli, aby przebić ten szczyt techniki. To, na co liczyłem najbardziej, poniosło fiasko na „prawie” całej linii. Poza wspomnianym, fajnie wykonanym motywem nic nie jest ani kreatywne, ani przyspieszające bicie pontonowego serca, ani dorównujące oryginałowi. Wszystko jest nudne i banalne. Może i bluescreena nie widać i jakoś to wszystko wygląda, ale z w zasadzie filmowi bliżej do futurystycznej obyczajówki z miłością w tle, niż do kina akcji. Gdyby jeszcze scenariusz był dopracowany, to przymknąłbym na to oko, ale niestety on również nie oferuje nic ciekawego. Nie mamy żadnej tajemnicy, bohaterowie beznamiętnie poruszają się po ekranie – mam wrażenie, że jedyną osobą, która nie jest znudzona to postać „odpicowanego” Agenta Smitha. Szkoda, że relacja między nim a innymi bohaterami też pozostawia dużo do życzenia…

 

Kadr z filmu "Matrix Zmartwychwstania" (źródło: youtube/screenshot)

 

Kadr z filmu "Matrix Zmartwychwstania" (źródło: materiały prasowe)

 

Wszystko w tym filmie pozostawia dużo do życzenia i wiem, że więcej narzekam niż chwalę, to finalnie nie było aż tak źle jak twierdzą niektórzy widzowie czy recenzenci. Ba! Pojawiają się nawet stwierdzenia, które mówią, że film jest słaby, gdyż twórcy dokonali tranzycji płciowej. Sugerowanie, że kobiety nie potrafią robić filmów jest po prostu obrzydliwe i mało fachowe. Bronię w pewnych momentach „Matrixa Zmartwychwstań”, bo pomimo bałaganu i braku swojej tożsamości, ma dużo fajnych elementów. Lubię zabawę konwencją czy odwracanie ról. Całkiem sprawnie zostało wplecione nawiązanie do „Zombie Express”, czy użycie humorystycznych akcentów – prychnąłem wraz z całą salą, kiedy Neo próbował latać. Z kolei Jonathan Groff i Jessica Henwick (Bugs) to dobre wybory castingowe.

 

Film kończy się w nieodpowiednim momencie, jakby został urwany i żałuje, że Lana nie chciała poeksperymentować nieco z motywem zażywania pigułki. Ja zawsze zastanawiałem się nad jednym – czy połknięta czerwona tabletka ma takie samo działanie co niebieska? Czy wybranie jej to jedynie dokonanego wyboru i że mamy na coś wpływ? Czy wzięcie drugiej zmieniłoby cokolwiek? Chętnie zobaczyłbym efekty takiego czynu, ale niestety póki co otrzymałem ledwo ciepły posiłek, który niby był pożywny, ale bez wyrazistego smaku. Myślę, że zabrakło pomocy w postaci siostry Lilly, która dorzuciłaby czegoś do potrawy. Bardzo naciągane 5/10, bo momentami czułem się w fotelu komfortowo, a czasami uderzałem się ręką w czoło. Dobrze, że pontony mają to do siebie, że zawsze płyną z nurtem i jakoś dobrnąłem do brzegu.

 

 

źródło: YouTube.com (Standardowa licencja)

 

*Autor Marcin Gontarski publikuje też na swoim facebookowym fanpage'u: Ponton Movie

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą Altao.pl. Kup licencję

Galeria zdjęć - "Matrix Zmartwychwstania" – Czy warto wziąć pigułkę o nazwie "Nostalgia"?

Temat / Nick / URL:

Treść komentarza:

0 (0)

Filmowy33
141 dni temu

Zgadzam się z oceną. I dodam jeszcze że Neil Patrick Harris o którym nie wspomniałeś jest kiepskim nudnym antagonistą.
Dodaj opinię do tego komentarza

0 (0)


105 dni temu

Stwierdzenie, że film jest słaby, gdyż twórcy dokonali tranzycji płciowej NIE jest równoznaczne z sugerowaniem, że kobiety nie potrafią robić filmów.
Dodaj opinię do tego komentarza

Więcej artykułów od autora Ponton

 -

"365 dni: Ten dzień" – Fantazje Blanki Lipińskiej vol. 2 - Recenzje filmów

„Ten dzień” nastąpił. Ci umarli, którzy powstali, aby umrzeć przy okazji pierwszej części „365 dni”, tym razem wybrali golfa z samym Szatanem niż z Massimo i Laurą. Cóż po raz kolejny okazuje się, że niektórzy mają ciekawsze zajęcia niż oglądanie filmopodobnych tworów i to na kacu. Gdzie są brawa? No gdzie? Dobra, sam je sobie bije. Okazało się również, że znalazłem całkiem niezły sposób na zażegnanie skutków nocy poprzedniej. Uwierzcie (jeśli jeszcze nie widzieliście, a wydaje mi się, że pół wszechświata jest już po wszystkim) ból głowy, suchoty, poczucie bezsilności to najmniejsze problemy świata przy starciu z erotycznymi fantazjami Blanki Lipińskiej na srebrnym ekranie Netflixa.

 -

Odwiedzin: 164

Autor: PontonSeriale

"Nasza bandera znaczy śmierć" – Fajnie być piratem z Taiką Waititi - Seriale

Czarnobrody wielkim piratem był. A przynajmniej tak podaje większość źródeł. Po szybkim researchu dowiedziałem się, że są tacy, którzy twierdzą, że nie był aż tak okrutnym typem, ale ksywka ładnie weszła, a legendy odpalania armat z jego brody stały się całkiem fajną opowiastką. Popkultura często wykorzystywała jego postać w pirackich produkcjach – moim ulubieńcem jest Ray Stevenson z serialu FX – „Piraci”, ale Ian McShane z „Piratów z Karaibów” też dawał radę. Jednak teraz czas na kolejne przedstawienie tego jegomościa. Panie i Panowie na pokład statku zgrabnym krokiem wbija sam Taika Waititi, a Ponton szybko pisze telegram jak reżyser/aktor/scenarzysta/producent/najwspanialszy człowiek na świecie wypadł w nowym serialu HBO MAX – „Nasza bandera oznacza śmierć”.

 -

Odwiedzin: 430

Autor: PontonRecenzje filmów

Komentarze: 1

"Krzyk" – Z requelowym slasherem ci do twarzy - Recenzje filmów

„Krzyk” powrócił po 10 latach! Zróbmy więc hałas! Nie będę ukrywał, że jest to moja ulubiona slasherowa seria i poza poprzednią, czwartą odsłoną trzyma wysoki poziom. Mając w głowie poprzednią część, nieco się bałem, czy nie będzie powtórki z (nie)rozrywki, ale Matt Bettinelli-Olpin oraz Tyler Gillett pozytywnie mnie zaskoczyli „Zabawą w pochowanego” i pomyślałem sobie, że są to idealni ludzie do tego projektu. „Krzyk” nigdy nie traktował się turbo serio, trochę wyśmiewając poważne, sztywne horrory/thrillery i liczyłem, że ponownie tego doświadczę. Czy się myliłem? Oj, nie, nie, nie.

 -

"Dziewczyny z Dubaju" – Plastiki z DODAbaju - Recenzje filmów

Seks, kokaina, Karl Urban, Kształt wody, Profesor X, lustra, Metamorfozy oraz seks. Co łączy te wszystkie słowa? Otóż są to części składowe pewnego filmu, będącego kolejnym szczytem polskiej kinematografii. Chciałbym teraz wprowadzić jakiś element zaskoczenia, stopniować napięcie, ale niestety – grafika wszystko zdradza. Co tu dużo „dodzić” – czas na nieco spóźnioną recenzję „Dziewczyn z Dubaju”.

Polecamy podobne artykuły

 -

Odwiedzin: 615

Autor: pjLudzie kina

Komentarze: 1

Budda. Wybraniec. (Nie)zwykły Keanu Reeves - Ludzie kina

2 września 2021 roku 57 lat skończył pewien gwiazdor Hollywood. Znając jego podejście do życia, można oczami wyobraźni zobaczyć, jak wyglądała impreza urodzinowa: oto siedział sobie brodaty jegomość, nie jakoś bardzo roześmiany, ale też bez grobowej miny. Kiedy przyjaciele przynieśli mu tort, spojrzał i powiedział tylko: „wow”. Tym solenizantem był oczywiście Keanu Reeves – bohater niniejszego artykułu. Mimo że nigdy nie zdobył Oscara i raczej się na to nie zanosi (gra tą samą miną, bywa drewniany), to cieszy się do dziś uwielbieniem ze strony setek milionów Ziemian. Dlaczego? Opiszę poniżej fenomen tego przystojnego obywatela świata i postaram się odpowiedzieć na to krótkie pytanie.

 -

Odwiedzin: 1912

Autor: bartoszkeprowskiRecenzje filmów

Komentarze: 2

"Terminator: Mroczne przeznaczenie” – On(a) wrócił(a)! - Recenzje filmów

Któż by się spodziewał w takim krótkim odstępie czasu premiery kolejnej odsłony „Terminatora” po koszmarnie źle przyjętym przez krytyków „Genisys”, który miał być początkiem nowej trylogii, lecz ostatecznie został zamieciony pod dywan (rozczarowujący dla twórców i wytwórni wynik box-office’owy). Niemniej finansowa porażka nie zniechęciła producentów do następnej próby wskrzeszenia wyświechtanej, niegdyś przecież legendarnej marki. I tak powstał „Terminator: Mroczne przeznaczenie”, w którym za kamerą zasiadł sam Tim Miller, człowiek odpowiedzialny za „Deadpoola”. Z kolei w obsadzie znaleźli się starzy znajomi: Arnold Schwarzenegger, co chyba nikogo nie dziwi, a także, i tu miłe zaskoczenie, odtwórczyni Sarah Connor z dwóch pierwszych odsłon, Linda Hamilton.

 -

Odwiedzin: 4155

Autor: aragorn136Recenzje filmów

Komentarze: 2

"Terminator: Genisys" – Robodziadek i dziewczynka z jajami - Recenzje filmów

„Idź do kina, jeśli chcesz przeżyć… zawód roku” – taki slogan reklamowy idealnie pasuje do filmu „Terminator: Genisys”. Gdyby potraktować go, jako ot kolejny letni blockbuster, to bawić się można na nim zupełnie nieźle, ale gdy weźmie się pod uwagę, iż jest częścią kultowej dla kina science fiction serii i garściami czerpie z oryginalnej jedynki i dwójki, mina robi się niewesoła.

 -

Odwiedzin: 3671

Autor: AhyrionSeriale

"Miłość, śmierć i roboty" – Czy w śmierci i robotach jest miłość? - Seriale

„Miłość, śmierć i roboty” to niewątpliwie ciekawy projekt, długo krążący w poszukiwaniu środków do realizacji. Na szczęście znalazł się Netflix, dając szansę Davidowi Fincherowi oraz Timmowi Millerowi. Ich najnowsze dziecko jest antologią krótkometrażowych filmów animowanych (za każdy było odpowiedzialne inne studio), ze wszystkim wadami i zaletami tego typu przedsięwzięć. Różnorodna mieszanka, którą trudno ocenić pod względem treści z uwagi na nierówny poziom. W takim razie, może pod względem animacji każdy odcinek zachwyca? Nie do końca…

Teraz czytane artykuły

 -

Odwiedzin: 452

Autor: PontonRecenzje filmów

Komentarze: 2

"Matrix Zmartwychwstania" – Czy warto wziąć pigułkę o nazwie "Nostalgia"? - Recenzje filmów

Często robię rewatch i to samo uczyniłem przed seansem „Matrixa Zmartwychwstań”. „Matrix” rodzeństwa Wachowski to dzieło przełomowe, wizjonerskie. Robi wrażenie nawet teraz, po ponad 20 latach. „Reaktywacja” i „Rewolucje” mają znacznie niższy poziom, ale bronią się paroma interesującymi elementami. Uwielbiam chociażby sekwencję pościgu na autostradzie czy doceniam zmianę tonu podczas intensywnej walki o Syjon, która potrafi przykuć uwagę (nie zauważamy braku Neo przez jakieś 40 minut seansu). Techniczne niuanse są siłą serii i pomimo tego, że dwójka i trójka miały problemy fabularne, to były audiowizualnym odlotem i popisówką. I to bez czerwonej tabletki. Moje oczekiwania względem kolejnego rozdziału „Matrixa” były w zasadzie zerowe – to dosłownie zmartwychwstanie, tylko czy potrzebne i ładnie wykonane?

 -

Odwiedzin: 554

Autor: adminFotorelacje

Komentarze: 1

Wieczór z Janem Nowickim. Promocja książki "Szczęśliwy Bałagan" - Fotorelacje

Co robił Jan Nowicki w trakcie pandemii? Niektórzy odpowiedzą, że zapewne odpoczywał i spędzał czas z kochaną żoną Anną. Ale jego fani wiedzą, że nie byłby sobą, gdyby nie trzymał w dłoni… papierosa na przemian z piórem zanurzonym w czarnym atramencie (żadnym tam niebieskim). Jan to przecież nie tylko wielki aktor, lecz także utalentowany felietonista, poeta i pisarz. 3 marca 2022 roku 82-letni mistrz opowiadał o swojej kolejnej książce. „Szczęśliwy Bałagan” (jakże przewrotny tytuł) nie jest jednak biografią, tomikiem poezji czy refleksją na temat kobiet. To dziennik, w którym Nowicki ujawnił światu listy pisane do pewnego przyjaciela. Nie mogło nas zabraknąć na takim wydarzeniu kulturalnym, odbywającym się w remizie OSP w Kowalu. Zapraszamy zatem do lektury niniejszego artykułu oraz obejrzenia fotografii upamiętniających Wieczór z Janem Nowickim.

 -

"Instytut" – Budynek w którym "ulepsza" się dzieci! - Recenzje książek

11 września 2019 roku nakładem wydawnictwa Albatros ukazała się powieść króla horrorów i thrillerów – Stephena Kinga. Autor powrócił w niej do najbardziej tajemniczego, przerażającego i mało przyjaznego stanu Maine. A więc do miejsca, z którego sam pochodzi. Czy to oznacza, że mający ponad 600 stron „Instytut” jest równie udany jak jego najlepsze dzieła? Czy taka grubość nie odstraszy nowych czytelników przed sięgnięciem po tą pozycję? O tym dowiecie się, czytając moją recenzję.

 -

"Wielki mur" – W obronie ludzkości - Recenzje filmów

Co sześćdziesiąt lat dumni wojownicy Cesarstwa Chińskiego stają na jednym z najokazalszych cudów świata gotowi stawić czoła zbliżającemu się z gór niebezpieczeństwu. Właśnie zbliża się kolejny atak, lecz tuż przed nim u progu wielkiego muru pojawiają się niepozorni cudzoziemcy, którzy przybyli z dalekich stron w pogoni za czarnym proszkiem. Czy ich niezapowiedziana wizyta wpłynie na liczącą już wieki konfrontacje wojsk z krwiożerczymi bestiami? Uratują, a może pogrążą świat w zagładzie? Nowe przedstawienie Yimou Zhanga właśnie się zaczyna, kurtyna pędzi w górę, a światło powolutku gaśnie.

 -

Czy Wy też upolujecie Pokemona? - Wolny czas, przygoda

Dla jednych to totalne szaleństwo, dla innych niezła rozrywka, a dla jeszcze innych nawet styl życia. O co chodzi? O grę Pokemon Go wydaną jakiś czas temu na urządzenia mobilne. I wszystko wskazuje na to, że słynne japońskie stworki na nowo będą przeżywać swój renesans, tym razem na małych ekranach naszych telefonów. Aplikacja powstała podobno z myślą o ludziach, którzy za mało czasu spędzają na świeżym powietrzu. Jak więc ich wyciągnąć z domu? Najlepiej dać im możliwość upolowania pokemonów!

Nowości

 -

Odwiedzin: 44

Autor: aragorn136Seriale

Komentarze: 1

"Rozdzielenie" – W cyferki klikaj i o nic nie pytaj! - Seriale

Nie wiem, jak jest w USA, ale u nas „pracownik jest zobowiązany w szczególności dbać o dobro firmy, chronić jej mienie oraz zachować w tajemnicy informacje, których ujawnienie mogłoby narazić właściciela na szkodę”. Czworo rafinerów makrodanych Lumon Industries raczej nie czytało polskiego kodeksu, a mimo to i tak wprowadzają te słowa w biurowe życie. I robią to w stu procentach. Mark, Irving, Dylan i „świeża” Helly siedzą więc wygodnie na krzesłach przed małymi, białymi, podłużnymi monitorami, gapiąc się w ekran i używając niebieskiej klawiatury do niszczenia „złych” liczb. To bohaterowie nowego serialu Apple Tv+, „thrillera korporacyjnego” skrzyżowanego z dramatem obyczajowym i wyraźnym elementem science fiction. „Rozdzielenie” sprawia, że mózgi widzów przez 9 odcinków też ulegną rozszczepieniu. Twórcy chowają asy w rękawie i tak zapętlają fabułę, że nie da się wyplątać.

 -

"Stefania" najlepsza, czyli przewidywalny finał Eurowizji 2022 - Festiwale muzyczne

14 maja późnym wieczorem zakończył się 66. Konkurs Piosenki Eurowizji w Turynie. Najwięcej, bo aż 631 punktów zdobyła Ukraina. Grupa Kalush Orchestra, która miesza folk z rapem, zdeklasowała zatem wszystkich rywali. Utwór pt. „Stefania” napisany dla matki jednego z członków, stał się alternatywnym hymnem ich ojczyzny, dedykowanym każdej matce. Gdyby decydowało samo jury, to pierwsze miejsce zająłby reprezentant Wielkiej Brytanii – Sam Ryder, ale widzowie oraz internauci zdecydowali inaczej. Piosenka nie jest kiepska, można nawet stwierdzić, że wpada w ucho (szczególnie część folkowa, gorzej z hip-hopowymi wstawkami), ale nie da się ukryć, że jak zawsze znaczenie miała polityka, sympatie, a tutaj dodatkowo wsparcie dla kraju ogarniętego wojną. Da się to zrozumieć. Jednak z tym, że ukraińskie jury nie przyznało Krystianowi Ochmanowi żadnego punktu, mimo że nasi eksperci sprezentowali „Stefanii” maksymalną notę, trudno się pogodzić. Polak, wnuk słynnego tenora, zajął dopiero 12. pozycję na liście, a jego kawałek pt. „River” zdobył tylko (albo aż) 151 punktów. A tak się chłopak starał, tak posługiwał się operowym głosem, walczył z rzecznymi demonami, lecz porwał go nurt. Znana tancerka – Ida Nowakowska uśmiechnięta w trakcie przekazywania wyników, powiedziała, że „kochamy Eurowizję, bo pokazuje siłę muzyki”. W przypadku 66. edycji tego konkursu bardziej chodziło jednak o siłę ludzkich serc.

 -

Odwiedzin: 103

Autor: pjLudzie kina

Kamera, akcja! Wchodzi Nicolas Cage! - Ludzie kina

Jest pewien gwiazdor, którego życie i kariera płynie sobie „drogą mleczną”. Bogactwo. Sława. Uwielbienie tłumów. Intrygujące role u znakomitych reżyserów. Jeden Oscar. Ale wraz z nadejściem nowego, XXI wieku coś się zaczęło psuć. Mleko się wylało. Dobre aktorstwo skonało. Nominacjami do Złotych zgniłych Malin zaśmierdziało. Gdy miliony dolarów z kieszeni uciekły, znany wujek nie pomógł bratankowi. Co zatem było czynić bankrutowi? Grać w filmach klasy B i C. Na szczęście jeszcze tliła się iskierka gdzieś, jeszcze miał się w pozytywnym świetle pokazać nam Nicolas „Wężowa Kurtka” Cage. Wystarczyło, że zaopiekował się świnią i zagrał samego siebie. Co sprawiło, że zadowolił widza w potrzebie.

 -

Edzio Rap ambasadorem projektu "Niebieskie Trampki – kroki ku życiu" - Zespoły i Artyści

Piotr Bylina, znany jako Edzio Rap, został ambasadorem projektu „Niebieskie Trampki – kroki ku życiu” Fundacji Oparcia Społecznego Aleksandry FOSA. Poprzez twórczość muzyczną będzie wspierać działania na rzecz dzieci i młodzieży z chorobami i zaburzeniami psychicznymi!

 -

Odwiedzin: 118

Autor: adminArtykuły o filmach

Komentarze: 1

Pierwsza zapowiedź "Avatara: Istoty wody"! - Artykuły o filmach

Miał się pojawić nieco później w Internecie, ale jednak trafił tam 9 maja. Mowa o teaserze drugiej części „Avatara”, czyli najbardziej kasowego filmu w historii kina (dzięki ponownemu wyświetlaniu w Chinach). Wcześniejsze kadry sugerowały, że woda faktycznie będzie odgrywać w nim dużą rolę. Poza tym sam tytuł, który poznaliśmy w trakcie panelu Cinemacon również potwierdził, że bohaterowie przeprowadzą się w miejsce bardzo mokre, z dala od lądu w centrum księżyca Pandora. Jake (Sam Worthington), Neytiri (Zoe Saldana) i ich dzieci zamieszkają bowiem na rafie. Czy przyzwyczają się do specyficznego środowiska i poradzą sobie w walce z najeźdźcą? Odpowiedź odkryjemy 16 grudnia 2022 roku. Wydaje się jednak, że „The Way of Water” wejdzie na duże ekrany zbyt późno, po ponad dekadzie od premiery jedynki. Pierwsza zapowiedź zaprezentowana przed blockbusterem Marvela pt. „Doktor Strange w multiwersum obłędu”, zapewne wyglądała lepiej niż na YouTubie, ale nadal, nawet w sieci robi wrażenie (magiczna muzyka), choć mniejsze niż zwiastun filmu z 2009 roku. Mimo to James Cameron przekonuje, że przesunął granicę tego, co kino może zrobić. Czy jednak w erze komiksowych adaptacji i kolejnych „Gwiezdnych wojen”, kosztujący 250 mln dolarów „Avatar 2” będzie budził jeszcze ciekawość i zachwyt? Czy 3D na nowo rozpali wyobraźnię i przyniesie sukces? Czy obecność Kate Winslet podwyższy jakość fabularną? Pytania się mnożą…

 -

"365 dni: Ten dzień" – Fantazje Blanki Lipińskiej vol. 2 - Recenzje filmów

„Ten dzień” nastąpił. Ci umarli, którzy powstali, aby umrzeć przy okazji pierwszej części „365 dni”, tym razem wybrali golfa z samym Szatanem niż z Massimo i Laurą. Cóż po raz kolejny okazuje się, że niektórzy mają ciekawsze zajęcia niż oglądanie filmopodobnych tworów i to na kacu. Gdzie są brawa? No gdzie? Dobra, sam je sobie bije. Okazało się również, że znalazłem całkiem niezły sposób na zażegnanie skutków nocy poprzedniej. Uwierzcie (jeśli jeszcze nie widzieliście, a wydaje mi się, że pół wszechświata jest już po wszystkim) ból głowy, suchoty, poczucie bezsilności to najmniejsze problemy świata przy starciu z erotycznymi fantazjami Blanki Lipińskiej na srebrnym ekranie Netflixa.

Artykuły z tej samej kategorii

 -

"365 dni: Ten dzień" – Fantazje Blanki Lipińskiej vol. 2 - Recenzje filmów

„Ten dzień” nastąpił. Ci umarli, którzy powstali, aby umrzeć przy okazji pierwszej części „365 dni”, tym razem wybrali golfa z samym Szatanem niż z Massimo i Laurą. Cóż po raz kolejny okazuje się, że niektórzy mają ciekawsze zajęcia niż oglądanie filmopodobnych tworów i to na kacu. Gdzie są brawa? No gdzie? Dobra, sam je sobie bije. Okazało się również, że znalazłem całkiem niezły sposób na zażegnanie skutków nocy poprzedniej. Uwierzcie (jeśli jeszcze nie widzieliście, a wydaje mi się, że pół wszechświata jest już po wszystkim) ból głowy, suchoty, poczucie bezsilności to najmniejsze problemy świata przy starciu z erotycznymi fantazjami Blanki Lipińskiej na srebrnym ekranie Netflixa.

 -

Odwiedzin: 206

Autor: aragorn136Recenzje filmów

Komentarze: 2

"Wiking" – Szał Berserka, pióro Szekspira - Recenzje filmów

Ponad 20 osób przybywa na wieczorny seans do włocławskiego kina na film kosztujący 90 mln dolarów. Niektórzy jednak jeszcze nie wiedzą, że „Wiking” (oryg. „The Northman”) to nie takie widowisko przygodowe, jak sugerował plakat albo zwiastun. No bo na Odyna! Gdzie dalekie wyprawy i podboje? Gdzie wielkie bitwy i ciężkie wojowników znoje? Gdzie futra z niedźwiedzia? Jest za to bohater, którego co jakiś czas mroczna wizja nawiedza. „Pomszczę Cię, Ojcze. Uratuję Cię, Matko…” – kilka razy takie słowa wypowiada z zaciśniętymi zębami. Książę Amleth z gołym torsem i bez hełmu z rogami. Na granicy szaleństwa. Krwią umazany. Niszczącą siłą opętany…

 -

"Resident Evil: Witajcie w Raccoon City" – Shitty, Pasty - Recenzje filmów

Są takie dni w życiu, gdy od samego już przebudzenia wiemy, że nie będą to dobre dni: za oknem paskudna poniedziałkowa pogoda z zacinającym deszczem, głowa trochę pobolewa, ponieważ poprzedniego wieczoru przyszło nam wychylić o jeden kieliszek za dużo na spotkaniu ze znajomymi, woda w czajniczku gotuje się tyle czasu, że aż sprawdzamy czy się przypadkiem nie przypala, woda pod prysznicem z kolei, w zależności od regulacji, albo parzy nasze plecy niczym iskry z kuźni Hefajstosa, albo zamraża naszą skórę niczym cios od Sub-Zero. Mimo to, przygotowujemy się dzielnie do wyjścia, choć wiemy doskonale, że w pracy już ostrzą sobie na nas kły kierownicy wyższego szczebla czy brygadziści...

 -

Odwiedzin: 1741

Autor: aragorn136Recenzje filmów

Komentarze: 2

"Tenet" – Paradoks Nolana - Recenzje filmów

Miał być „Mesjaszem”, który „zbawi” kina. Reklamowany tak, jakby już w dniu oczekiwanej, przesuwanej premiery, zasłużył na status dzieła kultowego – a może i wybitnego. I wreszcie 26 sierpnia 2020 roku „Tenet” przybył do polskich kin, o dziwo, szybciej niż w USA. No i co? No i nic. Nie jest to żadna słabiutka produkcja – imponuje spektakularnymi ujęciami (choć scena z samolotem trochę zawodzi), ale jest jednocześnie męcząca, bez emocji… Ot taki już paradoks (nie jedyny) ostatnich filmów Christophera Nolana.

 -

Odwiedzin: 2102

Autor: donkichotRecenzje filmów

Komentarze: 4

"Rambo: Ostatnia krew" – Trzymam za słowo - Recenzje filmów

Co mają wspólnego „Kevin Sam W Domu”, „Głupi i Głupszy”, „Król Lew” oraz kultowy „The Room”? Czym jest Rambo? Nie Twoja sprawa, bambo. Nie Twoja, nie moja, a już na pewno nie Sylvestra Stallone’a, po którego twarzy nie widać w ogóle zainteresowania odgrywaną rolą, co powinno dziwić, kiedy zajmuje się również scenariuszem do najnowszej części z serii filmów o weteranie wojny w Wietnamie.

Pliki cookie pomagają nam technicznie prowadzić portal Altao.pl. Korzystając z portalu, zgadzasz się na użycie plików cookie. Pliki cookie są wykorzystywane tylko do działań techniczno-administracyjnych i nie przekazują danych osobowych oraz informacji z tej strony osobom trzecim. Wszystkie artykuły wraz ze zdjęciami i materiałami dostępnymi na portalu są własnością użytkowników. Administrator i właściciel portalu nie ponosi odpowiedzialności za tresci prezentowane przez autorów artykułów. Dodając artykuł, zgadzasz się z regulaminem portalu oraz ponosisz odpowiedzialność za wszystkie materiały umieszczone przez Ciebie na stronie altao.pl. Szczegóły dostępne w regulaminie portalu.

© 2022 altao.pl. Wszystkie prawa zastrzeżone.
0.609

Akceptuję pliki cookies
W ramach naszego portalu stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym momencie zmiany ustawień dotyczących cookies. Jednocześnie informujemy, iż warunkiem koniecznym do prawidłowej pracy portalu Altao.pl jest włączenie obsługi plików cookies.

Rozumiem i akceptuję