
Jeszcze w dzień ogłoszenia zwycięzcy zamówiłem „Baśń”. Czekałem z wypiekami na twarzy na kuriera. Książka dotarła szybko. A już w niedzielę ją ukończyłem. Jaka jest?
Okładka (źródło: powergraph.pl)
Radek Rak na warsztat bierze historię niby dobrze znaną, czyli opowieść o rabacji galicyjskiej z 1846 roku. Jednak nie jest to męcząca historyczna publikacja mieląca same fakty, które nie wnoszą nic nowego do naszego życia. Oj nie. Rak robi to w zupełnie inny i zaskakujący wręcz sposób. Do opowieści o Szeli dołącza niezwykle istotne dla całości elementy fantastyczne, które przeradzają historię w baśniową treść. Jednak nie tylko to zaskakuje, a nawet zachwyca. Głównego bohatera poznajemy w momencie, kiedy jest chłopcem. Przestajemy myśleć o nim jak o Jakubie Szeli, który poprowadził chłopskie powstanie w XIX wieku. Rak pozwala nam popatrzeć na niego z jakże innej, ciekawej strony. Początkowo jest zagubionym małym człowiekiem, który próbuje zrozumieć świat pełen niesprawiedliwości i pięknej natury, która przenika przez niego.
Fabuła jest w dużej mierze fascynująca, ale w pewnych momentach mało angażuje. Ważne jednak cały czas mamy kontakt z pięknym, starodawnym językiem, łączącym rożne elementy mowy, który przenosi nas w zupełnie inną epokę. Szczerze, bardzo się stęskniłem za tymi czasami XVII i XVIII wieku. Dlaczego? Po prostu kocham „Księgi Jakubowe” i zakochałem się w opowieściach o losach Jakuba Franka, a teraz zaczarował mnie klimat historii o Jakóbie Szeli.
Tutaj natomiast jest bardzo mało tła historycznego. Z jednej strony autor idealnie wprowadza czytelnika w baśniową tematykę i świetnie oprowadza po losach węży, chamów i dostojnych panów, których w „Baśni” nie brakuje. Z drugiej każdy, kto liczy na bliższe zapoznanie się z rabacją galicyjską, trochę się zawiedzie. Plusem jest za to fakt, że pisarz pokazuje fascynujący sposób relacje na linii pan-cham. Tamte czasy nie były nudne, a Rak je koloryzuje na wszelkie możliwe barwy, nakreślając surrealistyczną wizję podziałów społecznych z momentami iście świetnym humorem.
Jakub Szela (źródło: wikimedia.org)
Oczywiście, wątek miłosny również ma swoje istotne miejsce w dziele Raka. Istotne, bo ciekawie kontroluje uczuciami Kóby. Kobiety zdecydowanie odgrywają w jego życiu ważną rolę. A afekt, jakim obdarza Malwę jest po prostu magiczny! Zresztą, kiedy przeczytacie, przyznacie mi rację.
Reasumując, „Baśń o wężowym sercu albo wtóre słowo o Jakóbie Szeli” (nazwisko przez ó użyte jest zapewne, aby odciąć się od historycznej postaci na rzecz swojego bohatera) to dojrzała książka o dorastaniu, wyzwalaniu się, miłości, bezduszności i naturze. Dotyczy ona wielu tematów, które przenikają się wzajemnie, tworząc spójną całość. Miejscami jest trochę zbyt monotonnie, a miejscami wspomniany starodawny język, mimo że czarujący, może uwierać niedoświadczonego z takim stylem czytelnika. Trochę to paradoks, ale jest to zarówno najlepsza cecha „Baśni”, jaki i najbardziej przeszkadzająca. Tak czy siak warto pochylić się nad tą pozycją. Nie czytałem innych tegorocznych nagrodzonych książek, ale i tak uważam, że swoim poziomem dzieło Raka zasługuje na tą prestiżową statuetkę.
Ocena: 7/10
A to tak dla klimatu:
źródło: YouTube.com (Standardowa licencja)
*Okładka ukazała się też na moim facebookowym Pasem po czole
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą Altao.pl. Kup licencję
Mogą Cię zainteresować odpowiedzi na te pytania lub zagadnienia:
Galeria zdjęć - "Baśń o wężowym sercu albo wtóre słowo o Jakóbie Szeli" – Ten wąż mnie ugryzł
Aragorn136
1659 dni temu
Powiadają, że Radek Rak mistrzem pióra jest. Prawda li to. Potrafi malować słowem. Oj potrafi. Klimat w tej Baśni iście niezwykły, gęsty, swojski, niepokojący, rubaszny, brutalny. Skąd więc taka moja kontrowersyjna ocena, zapytacie? Zanim chamem mnie nazwiecie, wyjaśnię grzecznie: za wiele realizmu magicznego (nie wiem, czy Szela miał takie zwidy po samym samogonie, ale grzybki też tu musiały swoje zrobić), a za mało opowieści typowo historycznej w historii zanurzonej. Jetem rozdarty. Bo to książka i na 10, i na 1. Raz czuję, że obcuję z czymś na miarę Świętego Graala literatury, innym razem - przedzieram się przez gęsta zarośla i bagna, i jestem już tak zmęczony, że chcę jeno odpocząć, nie bojąc się ukąszenia żmij.
Dodaj opinię do tego komentarza