
Aktor znany z m.in. roli Forresta Gumpa tym razem wcielił się w niezwykle popularnego w USA człowieka, a w Europie zupełnie nieznanego. Mowa o Fredzie Rogersie – najbardziej lubianym sąsiedzie w kraju, który był znany z prowadzenia programu dla dzieci. Fabuła wiąże losy pana Rogersa z Lloydem Vogelem (Matthew Rhys), dziennikarzem, który ma z nim przeprowadzić wywiad. W obydwu ta znajomość dużo zmienia i uczą się o sobie nowych rzeczy. Zwłaszcza ten drugi, ponieważ zaczyna mu się sypać małżeństwo, a kontakty z ojcem są wręcz tragiczne. Na szczęście natrafia na najbardziej pozytywną osobę na świecie, która potrafi zrozumieć każdego. Fred Rogers zdecydowanie był taką postacią.
Kadr z filmu "Cóż za piękny dzień" (źródło: materiały prasowe)
Dostawaliśmy już podobne rzeczy wielokrotnie. Czy to mogło się więc udać? Owszem, i udało! Jest to cukierkowa historyjka, ale samo piękne przekazanie sensu życia Rogersa i jego misji, zostało świetnie wykonane. Tutaj warto pochwalić twórców za stworzenie przemyślanego scenariusza. Widać w nim pewne zachwiania i film czasem bywa nużący, ale zdecydowaną większość czasu jest interesujący i wciągający. Niestety, postać grana przez Matthew Rhysa kompletnie nie przekonuje widza do siebie – nawet pod koniec filmu jest sporym minusem produkcji. Trudno. Dostaliśmy za to innego bohatera, który rozmrozi każde serce.
Tom Hanks w roli Freda Rogersa udowadnia, że wcale się nie zestarzał i dalej potrafi grać niesamowicie przekonująco i jednocześnie wytwarzać niezwykły klimat wokół roli. To bardzo dobra kreacja, bodajże – ośmielę się napisać – najlepsza od lat. Ale czy nominacja do Oscara była zasłużona? Szczerze, wolałbym, aby Akademia zamiast Hanksa, doceniła jednak wybitną grę Willema Dafoe w „The Lighthouse”. W pojedynku Dafoe – Hanks, ten pierwszy wygrywa w pierwszej rundzie. Lecz i tak miło się ogląda mistrza Toma w tak przyjemnym filmie. Jego bohater okazuje zrozumienie. Co więcej, chce się z nami zaprzyjaźnić. Taka taktyka może wydawać się głupia i kompletnie nieprzemyślana, ale jest inaczej. Polscy widzowie poczują, że chcieliby być dziećmi w USA i dorastać właśnie tam, oglądając przygody Freda Rogersa, który wprowadzi ich w ten trudny okres dojrzewania delikatnie i bezboleśnie.
Kadr z filmu "Cóż za piękny dzień" (źródło: materiały prasowe)
Reasumując, historia Freda Rogersa ukazana w „Cóż za piękny dzień” jest niby z jednej strony ckliwa, ale z drugiej tak wciągająca, że można ową ckliwość wybaczyć. To opowieść o człowieku, który nie bał się podać pomocnej ręki. I jednocześnie pokazał, że sam nie jest idealny i problemy nie są mu obce. Kreacja Hanksa i scenariusz to spory plus tej produkcji. Jeśli więc drogi widzu chcesz obejrzeć coś, co wprowadzi cię w bardzo pozytywny nastrój, to upoluj w internecie (oczywiście, legalnie) ten film oparty na faktach. Twój dzień naprawdę stanie się wtedy piękniejszy.
Ocena: 7/10
źródło: YouTube.com (Standardowa licencja)
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą Altao.pl. Kup licencję