O nasChronologiaArtykułyWspółautorzyPocztaZałóż bloga
 -

"Pan Jangle i świąteczna podróż" – Dzwonią dzwonki sklepu pana Jangle - Recenzje filmów

Zima za pasem, sklepowe wystawy pełne już świątecznych ozdób, a Mikołaj pewnie strzyże wąsy oraz podcina brodę. Przegotowania przed Bożym Narodzeniem ruszyły pełną parą. Nic więc dziwnego, że w listopadowej ofercie platformy Netflix pojawiły się już pierwsze świąteczne produkcje, a wśród nich „Pan Jangle i świąteczna podróż”, która zwróciła moją uwagę jedynie ze względu na nazwisko Foresta Whitakera – legendarnego czarnoskórego aktora.

Wstęp
Treść artykułu
Galeria zdjęć
Opinie
Polecane artykuły
bartoszkeprowski (3146 pkt)Strona WWW Autora
Ilość odwiedzin:
1 258
Czas czytania:
1 358 min.
Kategoria:
Recenzje filmów
Autor:
bartoszkeprowski (3146 pkt)
Dodano:
788 dni temu

Data dodania:
2020-12-04 12:59:09

Szczerze, po obejrzeniu zwiastuna obrazu, moje serce momentalnie wypełniło się tęsknotą za zimowym krajobrazem oraz bożonarodzeniową atmosferą. Skuszony zapowiedzią, chwyciłem za produkcję już w dniu jej polskiej premiery na platformie Netflix i naprawdę nie żałuję swojego wyboru. Film „Pan Jangle i świąteczna podróż” okazał się świetną, familijną przygodą pełną magii, którą z czystym sumieniem mogę polecić wszystkim widzom, ceniącym kino na wysokim poziomie.

 

Kadr z filmu "Pan Jangle i świąteczna podróż" (materiały prasowe/Netflix)

 

Po pierwsze w nowym obrazie Netflixa ujęła mnie naprawdę pomysłowa narracja. Otóż obserwujemy dwójkę przekomarzających się pomiędzy sobą dzieci, które następnie stają się odbiorcami pewnej nieprawdopodobnej świątecznej baśni, snutej przez starszą oraz, niech skonam, jakże intrygującą kobietę. Zasiadamy więc pomiędzy małoletnią widownią i razem z nimi zostajemy wciągnięci do magicznego świata pana Jangle. Przed naszymi oczami staje spowite w śniegu miasteczko tuż przed świętami Bożego Narodzenia. Widzimy uradowanych mieszkańców oraz pewien niesamowity sklep z zabawkami. Pomimo znajdujących się w pomieszczeniu cudów techniki, to niewątpliwie intrygujący właściciel wraz z jego oddaną rodzin najbardziej przykuwa uwagę kupujących. Pełni życia, szczęścia oraz pasji wynalazcy, zarażają ludzi swoim pozytywnym nastrojem. Śpiewom i swawolom nie ma końca. Niestety nic nie trwa wiecznie. Gdy pan Jangle dostaje wyjątkową przesyłkę, dzięki której zrewolucjonizuje przemysł zabawkowy, nad jego domem zaczynają zbierać się ciemne chmury. Podczas gdy genialny wynalazca tworzy żywą zabawkę, jego osamotniony pomocnik jest rozgoryczony kolejnymi niepowodzeniami i brakiem zainteresowania ze strony swojego mentora. Zatem pod namową złotoustej laleczki – postanawia ukraść książkę z pomysłami utalentowanego wizjonera i zbiec razem z jego przełomowym dziełem, by utrzeć mu nosa. Od tego wydarzenia, życie pana Jangle gwałtownie legnie w gruzach… Bohater traci swój nadzwyczajny dar pozwalający mu tworzyć nietuzinkowe rzeczy, odseparowuje się od rodziny, jego sklep w końcu upada, a on sam pogrąża się w samotności, stając zgorzkniałym starcem. Lata mijają, aż pewnego dnia dostaje ultimatum – jeśli do kolejnych świąt Bożego Narodzenia nie wymyśli nowej, niezwykłej zabawki, ciążące na nim długi zbiorą swoje żniwo w postaci przejęcia zakładu bohatera… Wszystko wydaje się stracone… chyba że pewna mała dziewczynka, która właśnie zjawiła się u progu domu, wyciągnie Jangle’a z marazmu i rozbudzi w nim na nowo utraconą dawno temu pasję.

 

Powiem tak, mimo iż fabuła filmu w żadnym stopniu nie jest odkrywcza, to jej śledzenie sprawia ogrom przyjemności. Historia przede wszystkim koncentruje się na postaci pana Jangle. Obserwujemy jak niegdyś pełen pasji wynalazca, który obecnie przypomina cień tamtego człowieka, pod wpływem swojej wnuczki zaczyna na nowo żyć. Rezolutna dziewczynka powolutku ociepla zmarznięte serce staruszka. Dzięki niej Jangle ponownie otwiera się na ludzi i otaczający go świat, jak również zaczyna czerpać radość ze zwykłych i małych rzeczy. Wraca też wspomnieniami do porzuconej lata temu córki, którą przecież wciąż kocha z całego serca. Poza tym młoda dama przywraca mu dawno utraconą wiarę w jego umiejętności. Muszę przyznać, że wewnętrzną przemianę głównego bohatera ogląda się naprawdę bardzo dobrze. Dużo tutaj szczerych emocji – wzruszeń, śmiechu, czasem odrobiny nostalgii, tęsknoty i smutku, jak również nadziei oraz wiary.

 

Kadr z filmu "Pan Jangle i świąteczna podróż" (materiały prasowe/Netflix)

 

Przedstawiona w filmie historia jest przemyślana i umiejętnie poprowadzona. Bije od niej zniewalający świąteczny klimat, któremu trudno się oprzeć. Ponadto w produkcji ciągle coś się dzieje. Mimo iż jej głównym tematem jest przemiana pana Jangle, to występuje tutaj całkiem szeroki wachlarz wątków bocznych, zdecydowanie mniej istotnych, ale z powodzeniem rozbudowujących oglądaną przez nas opowieść. Za przykład może posłużyć zakochana po uszy w panu Jangle listonoszka Johnston, będąca główną siłą komediową obrazu. Sceny z jej udziałem są pełne wyolbrzymionego dramatyzmu, a co za tym idzie, niewymuszonego humoru, który pozwala rozładować napięcie po smutniejszych fragmentach omawianej opowieści. Kolejnym przykładem jest Gustafson. Zagubiony facet kierowany nieuzasadnioną nienawiścią do swojego mentora, Pana Jangle, napędzaną przez żywą zabawkę – Dona Juana Diego. To bardziej skomplikowany wątek, na podstawie którego możemy dojść do refleksji, iż czasem zbyt pochopnie oceniamy ludzi i zdecydowanie zbyt łatwo ulegamy wpływom. Ostatni przykład, jaki chce jeszcze omówić, dotyczy Jessicy Jangle – córki głównego bohatera. Mimo iż wynalazca odtrącił ją, z powodu rozpaczy, w której bezpowrotnie się zatracił, to nigdy nie przestał kochać. Jessica z kolei cała czas cierpliwie czekała. Chociaż zachowanie ojca sprawiło jej ból, to nie powstrzymała wnuczki przed spotkaniem z głównym bohaterem. Miała też nadzieję, że tata kiedyś jeszcze sobie o niej przypomni i ponownie będą szczęśliwą rodziną. To bardzo wzruszający wątek. I ku mojemu zaskoczeniu, bohaterowie nie obwiniają się, mimo że mają do tego uzasadnione podstawy. Owszem, dużo tutaj żalu i wylanych łez, lecz miłość łączącą tę dwójkę jest o wiele silniejsza niż doznane na skutek niewłaściwych wyborów cierpienia.

 

Kadr z filmu "Pan Jangle i świąteczna podróż" (materiały prasowe/Netflix)

 

Niewątpliwym atutem produkcji jest oprawa audiowizualna. Scenografia zwala z nóg. Świąteczne krajobrazy kontrastują z upadającym sklepem pana Jangle oraz prawdziwą fabryką snów Gustafsona. Do tego dochodzą rewelacyjnie zaprojektowane kostiumy. Po prostu bajka, dosłownie i w przenośni. Niemniej wisienką na torcie są tutaj taneczne oraz wokalne popisy. Netflix kolejny raz pokazuje, że ma talent do tworzenia musicali. Taneczne przedstawienia bez dwóch zdań zapierają dech w piersiach. Podobnie jest z piosenkami. Wszystkie zrealizowane są z przytupem. Niektóre są pełne radości – „This Day”, inne są wyrazem smutku i goryczy wykonujących je bohaterów – „Make It Work” czy „With Love”. Niestety polski przekład zupełnie nie trzyma poziomu oryginału. Nie zrozumcie mnie źle. Ogólnie piosenki w polskim przekładzie są w porządku, przetłumaczono je i zaśpiewano poprawnie. Niestety w porównaniu z pierwowzorem wypadają bardzo blado. Brakuje w nich magii, która czaruje w oryginalnym przekładzie oraz wyrazistych uczuć. Jeśli macie więc wybór pomiędzy polską lub pierwotną wersją filmu, zdecydowanie polecam drugą opcję. Nie będziecie zawiedzeni.

 

Warto również wspomnieć o efektach specjalnych. Tych w omawianej produkcji nie brakuje. Gadające lub szybujące zabawki, spektakularna ucieczka z fabryki snów Gustafson, a nawet bitwa na śnieżki. Efekty specjalne robią wrażenie i, co dla mnie jest dość zaskakujące, stoją na wyższym poziomie niż te, które mogliśmy oglądać w „Mulan”. Niezmierne przypadły mi do gustu przejścia pomiędzy kolejnymi rozdziałami snutej opowieści. Zostały zrealizowane w formie rozkładanej książki z ruchomymi elementami – coś pięknego. Do tego muszę wspomnieć o przedstawieniu nietuzinkowego daru głównego bohatera oraz jego wnuczki. Całkiem niezły pomysł.

 

Kadr z filmu "Pan Jangle i świąteczna podróż" (materiały prasowe/Netflix)

 

Być może na moją bardzo wysoką oceną filmu ma wpływ panująca już niemal od roku pandemia, skrywająca Ziemię niczym całun smutku i rozgoryczenia. Nietrudno zauważyć, że w dobie strachu przed nieznanym wirusem i wszechobecnej izolacji, mającej zapewnić bezpieczeństwo, na gwałt potrzebujemy drobnych gestów współczucia czy zwyczajnej ludzkiej życzliwości. „Pan Jangle i świąteczna podróż” dostarcza widzom tego, czego obecnie potrzebują najbardziej. Nadziei na lepsze jutro. Bohater filmu pogrążony w swoim smutku i rozpaczy wyzbył się wszelkich złudzeń na temat swojej przyszłości i z pokorą przyjmował to, co zgotował mu los. Niemniej dzięki małej dziewczynce odzyskał radość z życia, odmroził swoje serce i z nadzieją spojrzał w przyszłość, która otworzyła przed nim wachlarz nowych możliwości. Jeśli celem filmu „Pan Jangle i świąteczna podróż” miało być podniesienie ludzi na duchu i uświadomienie im, że życie, mimo iż nie zawsze jest różowe, to wspólnymi siłami jesteśmy w stanie pokonać wszystkie przeciwności losu oraz wyjść cało z każdej niedoli, to w mojej opinii zrealizował go w stu procentach. Nie sądzicie? I choć życie niewiele ma wspólnego ze świąteczną bajką, to żadna przeszkoda nie jest wieczna, a wzajemne wsparcie oraz zrozumienie potrafią zdziałać cuda!

 

Ocena: 9/10

 

źródło: YouTube.com (Standardowa licencja)

 

źródło: YouTube.com (Standardowa licencja)

 

*Autor recenzji publikuje też na portalu Filmweb.pl pod nickiem bartez13_17

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą Altao.pl. Kup licencję

Galeria zdjęć - "Pan Jangle i świąteczna podróż" – Dzwonią dzwonki sklepu pana Jangle

Temat / Nick / URL:

Treść komentarza:

Więcej artykułów od autora bartoszkeprowski

 -

Odwiedzin: 604

Autor: bartoszkeprowskiCiekawe miejsca

Komentarze: 1

Piękny Wrocław i niesamowite Skalne Miasto! - Ciekawe miejsca

Wrocław to jedno z najpiękniejszych polskich, jedynych w swoim rodzaju, miast, o czym mogłem się niedawno przekonać, spacerując po jego malowniczych uliczkach. Już dworzec potrafi ująć swoim wykonaniem. Przypomina bowiem z zewnątrz bardziej średniowieczny zabytek niż budynek codziennego użytku. Do tego atrakcyjność Wrocławia potęguje możliwość wybrania się do magicznego Skalnego Miasta położonego niedalekiej polskiej granicy, u naszych czeskich sąsiadów. W sezonie wiosennym i letnim dostaniemy się tam pociągiem Kolei Dolnośląskich. Mam nadzieję, że dzięki moim zdjęciom poczujecie czar wrocławskich krasnali oraz urok niezwykłego Skalnego Miasta!

 -

"Raya i ostatni smok" – Przebaczenie, zaufanie i wiara! - Recenzje filmów

Jestem ogromnym zwolennikiem animacji. Szczególnie Disneya, zarówno tych klasycznych, jak i nowoczesnych. Nie da się ukryć, iż wspomniana wytwórnia potrafi tworzyć piękne animacje z bogatym światem oraz mądrym przesłaniem. Ponadto często zwalają z nóg pod względem audiowizualnym. Mająca premierę na początku lipca „Raya i ostatni smok” to kolejna pozycja na miarę „Krainy Lodu”, „Zaplątanych” czy „Zwierzogrodu”. Ogromnie pomysłowa, stworzono z pasją i zachwycająca pełnokrwistymi bohaterami.

 -

"Luca" – Czy syreny śnią o pasących się rybkach? - Recenzje filmów

Studio Pixar nie przestaje zadziwiać. Ich kolejna animowana propozycja cieszy oko i daje ogrom radości. Mowa tu oczywiście o filmie „Luca”, którego bohaterem jest przesympatyczny chłopak. Nieco naiwny, troszkę bojaźliwy, ale o wielkim sercu i jeszcze większych marzeniach. Dacie się ponieść z falami morskiej opowieści, gdzie syren niczym Arielka wychodzi z wody naprzeciw swojemu losowi? Jeśli odpowiedzieliście twierdząco na zadanie pytanie, to trafiliście we właściwe miejsce.

 -

"Cruella" – Aby być niezastąpionym, zawsze trzeba być odmiennym - Recenzje filmów

Cruella? A któż to taki? Serio, tak dawno oglądałem „101 dalmatyńczyków”, że musiałem sobie najpierw odświeżyć bajkę, aby w pełni zrozumieć, do jakiej postaci nawiązuje opublikowany zwiastun film i skąd zrobił się wokół niego taki przeogromny szum. Szczerze? Sam pomysł nie za bardzo przypadł mi do gustu. O ile w przypadku „Czarownicy” idea ukazania złoczyńcy z zupełnie innej strony zdała egzamin, o tyle byłem przekonany, że „Cruella” okaże się niewypałem. Skąd takie negatywne podejście? Wieloletnie doświadczenie.

 -

Odwiedzin: 2420

Autor: bartoszkeprowskiRecenzje filmów

Komentarze: 1

"Mitchellowie kontra maszyny" – Virtual vs real life - Recenzje filmów

Macie mnie. Mimo iż jestem ogromnym miłośnikiem wytwórni Disney, to jej najnowsze twory wcale nie są czymś niepowtarzalnym, co zapadałoby w pamięć i do czego chciałoby się wracać. Jeszcze kilka lat temu fabryka snów znana z Myszki Miki i Kaczora Donalda deklasowała konkurencje. Obecnie jest z tym różnie. Oczywiście, animacje te wciąż trzymają bardzo dobry poziom, jednak czegoś im brakuje… może oryginalności i świeżości? Z opowieścią o pewnej rodzince Mitchellów, czyli wspólnym dziecku Columbia Pictures, Sony Pictures Animation oraz Lord Miller („Spider-Man: Uniwersum”) jest inaczej!

Polecamy podobne artykuły

 -

"Last Christmas" – Last Christmas I gave you my heart - Recenzje filmów

Grudzień zawsze napawa mnie optymizmem. Temperatura spada, na dworze zaczyna prószyć śnieg, a sklepy i okolica wypełniają się świątecznymi ozdobami. W takim czasie zwyczajnie nie mam ochoty na poruszające trudne tematy produkcje, ponieważ sama atmosfera zbliżających się Świąt Bożego Narodzenia po prostu temu nie sprzyja. W tym wyjątkowym okresie poszukuję nieskomplikowanych, miłych dla oka, radosnych w odbiorze obrazów, które mnie rozbawią, może czasem wzruszą, ale przede wszystkim zapewnią dobrą, niewymagającą myślenia rozrywkę. A jeśli do tego natchną do zrobienia czegoś albo zmienią nieco mój dotychczasowy pogląd na dane sprawy, to już w ogóle będę usatysfakcjonowany. Takim obrazem okazał się „Last Christmas” z Matką Smoków w roli głównej.

 -

"Wyprawa na Księżyc" – W drodze do własnego serca - Recenzje filmów

Jestem naprawdę ogromnym fanem wytwórni Disney, lecz muszę też przyznać, że ostatnie animacje będące dziełem platformy Netflix stanowią silną konkurencję dla rodziców myszki Miki. Takim przykładem jest „Wyprawa na Księżyc”, która pod wieloma względami, wręcz miażdży przereklamowany sequel „Krainy Lodu”. Nie wierzycie? Cóż, wystarczy sięgnąć po wspomniany obraz, aby szybko wyjść z błędnego przekonania.

Teraz czytane artykuły

 -

"Pan Jangle i świąteczna podróż" – Dzwonią dzwonki sklepu pana Jangle - Recenzje filmów

Zima za pasem, sklepowe wystawy pełne już świątecznych ozdób, a Mikołaj pewnie strzyże wąsy oraz podcina brodę. Przegotowania przed Bożym Narodzeniem ruszyły pełną parą. Nic więc dziwnego, że w listopadowej ofercie platformy Netflix pojawiły się już pierwsze świąteczne produkcje, a wśród nich „Pan Jangle i świąteczna podróż”, która zwróciła moją uwagę jedynie ze względu na nazwisko Foresta Whitakera – legendarnego czarnoskórego aktora.

 -

"Hyperion" – W poszukiwaniu odpowiedzi - Recenzje książek

Fantastyczno-naukową powieść pt. „Hyperion” wypadałoby postawić na półce obok „Solaris” Lema oraz „Czy androidy śnią o elektrycznych owcach?” Philipa K. Dicka. Choć jest od tych wymienionych słabsza (subiektywne zdanie autora recenzji), to warto się w niej zagłębić, gdyż przedstawione są tu zbliżone zagadnienia: tajemnice kosmosu, kwestia natury ludzkiej, dominacja „mądrzejszych” i silniejszych nad słabszymi, relacje maszyna-człowiek, sens życia i odkrywanie tzw. boskiego pierwiastka.

 -

Odwiedzin: 1414

Autor: pjFotografia/Malarstwo

Komentarze: 2

Piękna Pani Zima na Kujawach - Fotografia/Malarstwo

Wyglądając przez okno w czwartkowy poranek 7 stycznia, można było wreszcie poczuć się jak w bajce. Zapomnieć o koronawirusie, codziennych troskach i niepowodzeniach. Narodziła się nowa nadzieja w sercu. Taka myśl, że może rok 2021 będzie znacznie lepszy od poprzedniego. Oto bowiem spadł pierwszy śnieg. Biały puch, który w Polsce w ostatnich czasach jest rzadkością. Zobaczcie zatem piękne zdjęcia wykonane na Kujawach, gdzie obecność Pani Zimy w tym dniu jest aż nadto widoczna.

 -

"Kroniki Conectora: Geneza" – O Wielki Demonie! - Recenzje książek

Jego prawdziwe imię i nazwisko oraz data urodzenia? Ściśle tajne. Ważne, że jest znany wśród niektórych jako Conector – nieustraszony podróżnik z Linii 49, który od niemal 400 lat odkrywa tajemnice wszechświata. Przybiera formę astralną, stając się bezpośrednim świadkiem wydarzeń w północno-zachodniej gałęzi swojego multiwersum. Ale wreszcie musi nieco odpocząć. Otwiera zatem dziennik, aby spisać wszystkie momenty większe niż życie, większe niż potęga gór… A ja to czytam i otwieram szeroko oczy! To żadna kosmiczna nuda, mimo że taki tytuł ma pierwszy rozdział. Jednak, aby przyswoić owe wizje, należy zawiesić niewiarę wysoko. Tylko wtedy przebrnie się przez prehistoryczne, gorące afrykańskie stepy; zimne pustkowia Antarktydy oraz przez inne metafizyczne miejsca, opisane w „Kronikach Conectora”.

 -

Odwiedzin: 62637

Autor: PaMElektronika

Komentarze: 1

Zasilacz uniwersalny lub modelarski zrobiony z komputerowego zasilacza ATX - Elektronika

Czy posiadacie stary komputer z zasilaczem AT lub ATX? Często bywa, że taki komputer jest już nam niepotrzebny. Można jednak wykorzystać część jego elementów, aby zbudować coś przydatnego. Dziś pokażę jak ze starego zasilacza ATX zbudować własny zasilacz, do celów modelarskich lub hobbistycznych, a nawet na potrzeby elektronicznych projektów.

Nowości

 -

"Dystopia" – świat, w którym fani symfonicznego metalu będą zahipnotyzowani - Muzyczne Style

Nightwish, Epica, Delain to zespoły, których wielu słuchaczom przedstawiać nie trzeba. Z sukcesem wykonują one muzykę metalową połączoną z symfonicznymi brzmieniami i głosem wokalistki dysponującym głosem iście operowym. Do tego grona próbują dołączyć początkujący w tym gatunku Elie Veux i jego francuska grupa OÏKOUMEN. Niedawno wydali debiutancki album pt. „Dystopia”.

 -

"IO" – Barwna Odyseja Pewnego Osiołka - Recenzje filmów

Niektórzy mówili, że banał. Inni twierdzili, że zbyt dziwne, a manieryzmy nie pozwalają wejść w tę historię. Jeszcze ktoś zauważył przeładowanie obrazami i nadmiarem interpretacji przy tak minimalistycznej narracji (niemalże braku dialogów). Cóż. Polskim krytykom filmowym czasem niełatwo dogodzić, ale za to Ci zza oceanu pieją z zachwytu. „IO” (ang. „EO”) otrzymał bowiem aż średnią 85 punktów w serwisie Metacritic. Co więcej, nominowano go do Oscara w kategorii film międzynarodowy. Jak więc jest z tym Osiołkiem? Kochać, pogłaskać i podać dłoń Jerzemu Skolimowskiemu? Przejść obok niego obojętnie? Ja, mimo dostrzegalnych wad, skłaniam się do tej pierwszej czynności.

 -

Nowoczesna Technologia Hybrydowego Oczyszczacza Powietrza! - Technologie

W Polsce powstało urządzenie zaprojektowane we współpracy z NASA. Nie, nie chodzi tutaj o ważny element statku kosmicznego, ale i tak taka informacja robi spore wrażenie. Mowa o modelu działającym przy pomocy najnowocześniejszej technologii, a służącemu do poprawiania jakości powietrza w mieszkaniach. Jest to jedyny tego typu produkt w naszym kraju. Co więcej wiadomo na jego temat?

 -

Odwiedzin: 56

Autor: aragorn136Recenzje książek

Komentarze: 1

"Pokora" – Syn górnika w kleszczach polityki i namiętności - Recenzje książek

Ten Szczepan to jednak potrafi jak mało kto pokazać świat, którego już dawno nie ma. Zrobił to w „Królu”. Czyni to również w „Pokorze”. Czujemy niemalże zapach unoszący się nad Berlinem roku 1918, podobnie jak czuliśmy podskórnie ciemne sprawki dwudziestolecia międzywojennego. To istny wehikuł czasu – przenoszący na ulice, po których jeżdżą automobile, zapraszający do zadymionej knajpy, do miejsca pełnego napięć, niepokojów, żalu, podłości, ale i wielkich miłości. Niestety, „Pokora” to ta słabsza powieść, gdyż jej bohater – Ślązak Alois, nie jest tak skomplikowany i fascynujący jak gangster i bokser – Jakub Szapiro.

 -

Dlaczego poezja? Bo "Jestem tym, kim jestem"! - Autorzy/pisarze

Nigdy nie dziękowałam jej, a więc teraz nadeszła na to pora... DZIĘKUJĘ poezji za to, że pojawiła się w moim życiu, za to, że stała się dla mnie światłem w domu, który zbudowała dla niej moja dusza we współpracy z sercem, umysłem oraz ciałem.

 -

Tomek na tropie jeleniogórskich bestii! - Fotografia/Malarstwo

W czasach PRL-u swoje liczne przygody przeżywał Tomek Wilmowski. Odwiedził chociażby Amazonkę, Australię, Czarny Ląd, Egipt. Spotkał nawet Yeti. Ale był on tylko postacią ze słynnych książek dla młodzieży autorstwa Aleksandra Szklarskiego sprzed wielu lat. Współczesny i prawdziwy bohater niniejszego tekstu ma takie samo imię. Nie brał jednak udziału w tak dalekich wyprawach, gdyż jego przygoda zaczęła się i trwa w, skrywających tajemnicę, Karkonoszach (niesamowitym miejscu mogącym konkurować z tymi z kart powieści Szklarskiego). Tomasz Szyrwiel, bo tak nazywa się człowiek, z którym porozmawialiśmy, „odkrył” bowiem istnienie różnej maści... baśniowych stworów na jeleniogórskiej ziemi. Niestety, nie dosłownie. Jest fotografem i rysownikiem, potrafiącym połączyć ze sobą sztukę cyfrową i tradycyjną. Jego prace pobudzają wyobraźnię na tyle, że nie będziecie mogli zasnąć przez długie noce…

Artykuły z tej samej kategorii

 -

"IO" – Barwna Odyseja Pewnego Osiołka - Recenzje filmów

Niektórzy mówili, że banał. Inni twierdzili, że zbyt dziwne, a manieryzmy nie pozwalają wejść w tę historię. Jeszcze ktoś zauważył przeładowanie obrazami i nadmiarem interpretacji przy tak minimalistycznej narracji (niemalże braku dialogów). Cóż. Polskim krytykom filmowym czasem niełatwo dogodzić, ale za to Ci zza oceanu pieją z zachwytu. „IO” (ang. „EO”) otrzymał bowiem aż średnią 85 punktów w serwisie Metacritic. Co więcej, nominowano go do Oscara w kategorii film międzynarodowy. Jak więc jest z tym Osiołkiem? Kochać, pogłaskać i podać dłoń Jerzemu Skolimowskiemu? Przejść obok niego obojętnie? Ja, mimo dostrzegalnych wad, skłaniam się do tej pierwszej czynności.

 -

"Kot w Butach: Ostatnie życzenie" – Emerytura? O nie! - Recenzje filmów

Ponad dekada – tyle czasu minęło od ostatniej misji pewnego Latynosa. Łamacza damskich serc. Doskonałego szermierza. Bohatera wielbionego przez tłumy. Ryzykanta. Banity. Znanego jako… Puszek Okruszek. Wszak to nie człowiek, a kot. Nie jakiś tam mruczek futrem okryty. Bo w butach na miarę szytych, w kapeluszu wytwornym, z językiem do chłeptania mleka i układania refrenów. Kumplował się z zielonym ogrem, szukał gęsi znoszącej złotej jaja z pomocą gadającego… Jaja. Choć starszy, nadal żądny jest szalonych przygód i uwagi fanów. Ale przychodzi wreszcie pora, aby zwinąć interes i uśpić widza kocim narzekaniem…

 -

Odwiedzin: 218

Autor: aragorn136Recenzje filmów

Komentarze: 3

"Avatar: Istota wody" – Przytul wieloryba - Recenzje filmów

O „Avatarze. Istocie wody” można opowiadać godzinami, a można też napisać zaledwie kilka akapitów. Ale ja zacznę od innej historii… W 2009 roku wspólnie z koleżanką wybrałem się na seans pierwszego „Avatara”, oczywiście w trójwymiarze. Wyszliśmy z kina zachwyceni. Niestety, przez kolejne wiosny i zimy nasza przyjaźń zaczęła słabnąć. Wiecie – ona założyła rodzinę, skupiła się na pracy. Ja robiłem swoje rzeczy. Mim to po 13 latach udało się nam wrócić na Pandorę, a dokładnie do pobliskiego multipleksu. Liczba ta nie okazała się pechowa. „Istota wody” stała się klamrą naszej znajomości. Łza się pojawiła. Więź na nowo się wzmocniła. Czy to faktycznie sprawka filmu Camerona?

 -

"Broad Peak" – Jak tu zimno, jak tu nudno - Recenzje filmów

Utalentowana obsada; reżyser mający debiut dawno za sobą, potrafiący pokazywać na ekranie skomplikowane ludzkie charaktery i historia oparta na faktach – wydawało, że z takiego połączenia wyjdzie film, którym można się chwalić w każdym zakątku naszej planety. Niestety, mimo że „Broad Peak” trafi do widzów w wielu krajach za sprawą Netflixa, nie będą oni głośno klaskać. Raczej założą rękawiczki, aby ogrzać swoje dłonie.

 -

"Resident Evil: Witajcie w Raccoon City" – Shitty, Pasty - Recenzje filmów

Są takie dni w życiu, gdy od samego już przebudzenia wiemy, że nie będą to dobre dni: za oknem paskudna poniedziałkowa pogoda z zacinającym deszczem, głowa trochę pobolewa, ponieważ poprzedniego wieczoru przyszło nam wychylić o jeden kieliszek za dużo na spotkaniu ze znajomymi, woda w czajniczku gotuje się tyle czasu, że aż sprawdzamy czy się przypadkiem nie przypala, woda pod prysznicem z kolei, w zależności od regulacji, albo parzy nasze plecy niczym iskry z kuźni Hefajstosa, albo zamraża naszą skórę niczym cios od Sub-Zero. Mimo to, przygotowujemy się dzielnie do wyjścia, choć wiemy doskonale, że w pracy już ostrzą sobie na nas kły kierownicy wyższego szczebla czy brygadziści...

Pliki cookie pomagają nam technicznie prowadzić portal Altao.pl. Korzystając z portalu, zgadzasz się na użycie plików cookie. Pliki cookie są wykorzystywane tylko do działań techniczno-administracyjnych i nie przekazują danych osobowych oraz informacji z tej strony osobom trzecim. Wszystkie artykuły wraz ze zdjęciami i materiałami dostępnymi na portalu są własnością użytkowników. Administrator i właściciel portalu nie ponosi odpowiedzialności za tresci prezentowane przez autorów artykułów. Dodając artykuł, zgadzasz się z regulaminem portalu oraz ponosisz odpowiedzialność za wszystkie materiały umieszczone przez Ciebie na stronie altao.pl. Szczegóły dostępne w regulaminie portalu.

© 2023 altao.pl. Wszystkie prawa zastrzeżone.
0.868

Akceptuję pliki cookies
W ramach naszego portalu stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym momencie zmiany ustawień dotyczących cookies. Jednocześnie informujemy, iż warunkiem koniecznym do prawidłowej pracy portalu Altao.pl jest włączenie obsługi plików cookies.

Rozumiem i akceptuję