Początki – Artemis I
Był rok 2017, kiedy formalnie ustanowiono program eksploracji Księżyca o wspólnej nazwie Artemis. Zawiera on kilka głównych elementów innych anulowanych projektów NASA, takich jak program Constellation i Asteroid Redirect Mission. Artemis to „po prostu” seria skrupulatnie, profesjonalnie organizowanych, zintegrowanych lotów z wykorzystaniem rakiety nośnej Space Launch System (jak informuje Wikipedia). Każda kolejna misja ma być bardziej złożona i odpowiednio zaplanowana w czasie.
Artemis I to powrót agencji kosmicznej do „takich wypraw”. Powrót po... pięćdziesięciu latach (!). Niewierzący w lądowanie na Księżycu wtedy i teraz (nowe pokolenie fanów Kubricka i jego „filmu” nakręconego w specjalnym studio) stwierdzą: „Apollo czy Artemis, co za różnica, jedno oszustwo”. Ja stwierdzę: „Wcześniej Apollo, teraz Artemis, cieszę się, że doczekałem się tego wydarzenia”. A że pół wieku czekania, cóż – wtedy była zimna wojna, wyścig zbrojeń. Amerykanie konkurowali z Rosjanami. Ale to tym pierwszym udało się wysłać człowieka na Księżyc.
Naturalny satelita Ziemi jest znowu „w zasięgu ręki”. Ktoś powie, „szkoda że dopiero dzisiaj”. Ja powiem: „cierpliwość się opłaciła”. Misja Artemis I powiodła się, ale nie w stu procentach. Testowy lot bezzałogowego (w środku były manekiny wyposażone w czujniki promieniowania i przyspieszenia, aby zbadać warunki, jakie napotkają przyszłe załogi), zbudowanego pod koniec października 2021 roku, statku kosmicznego Orion w stronę Księżyca, a później jego wejście w atmosferę z prędkością 11 km/s oklaskiwano. Lecz zapamiętano jednocześnie, żeby wprowadzić udoskonalenia. Bez nich stała obecność ludzi na Srebrnym Globie nie byłaby nigdy możliwa. I poprawiono na szczęście, to co szwankowało. Nie procesory, a zaawansowany materiał ablacyjny Avcoat (używany też przy Apollo), z którego wykonano osłonę dla kapsuły. Już jest niezawodny, już – co pokazała misja Artemis 2 – nie ma pęknięć pod powierzchnią i kieszeni gazowych, które oderwały fragmenty zewnętrznej „węgielnicy” bariery ochronnej.
Mimo kilku opóźnień (spowodowanych nie tyle pogodą, co błędnym odczytem temperatury jednego z silników oraz wyciekiem wodoru w trakcie tankowania), superciężka rakieta SLS wystartowała z Centrum Kosmicznego im. Kennedy’ego na Florydzie. Stało się to ostatecznie dnia 16 listopada 2022 roku o godzinie 06:47 UTC (07:47 czasu polskiego). Do 11 grudnia (kiedy to nastąpiło bezpieczne lądowanie na Oceanie Spokojnym) Orion znajdował się na orbicie wokół naszego naturalnego satelity. Testy i przeprowadzane eksperymenty naukowe przeszły pomyślnie.

Rakieta SLS (źródło zdjęcia: www.flickr.com/photos/nasahqphoto/)

Orion ląduje na oceanie (Licencja: Fallen into the open - Domena publiczna)
Rakieta SLS i kapsuła Orion
Zanim opiszę w skrócie misję Artemis II, najpierw kilka zdań o rakiecie i kapsule. SLS wznosi się w powietrze za pomocą zmodyfikowanych, zasilanych mieszanką ciekłego wodoru i tlenu, czterech silników RS-25D (stosowanych w wahadłowcach) Głównego Członu i dwóch dużych rakiet bocznych (Solid Rocket Boosters) na paliwo stałe, które generują ciąg i oddzielają się od podstawowej części po 2 minutach lotu (po wyczerpaniu owego paliwa, to rakiety jednokrotnego użytku). Główny człon przestaje natomiast funkcjonować, gdy upłynie 8 minut i 14 sekund. Dzieje się to na wysokości 157 km. Wtedy przy prędkości orbitalnej pozostaje już tylko górny element (konstrukcja, stopień) ICPS, a na jego szczycie statek Orion. Interim Cryogenic Propulsion Stage (będąc w odpowiedniej pozycji) dwa razy odpala własny silnik, aby wejść na orbitę okołoziemską i wykonać manewr pozwalający na wprowadzenie Oriona na trajektorię w kierunku docelowym (TLI – translunar injection). Dwie godziny później, ICPS wraca, a kapsuła udaje się w dalszą drogę – ku Księżycowi. Jeśli wszystkie fazy przebiegają tak, jak sobie założono, w tym również procedura odzyskania kapsuły po wodowaniu, to oznacza jedno: najpotężniejsza rakieta (tj. system nośny – Space Launch System) spełnia to, do czego ją stworzono. Wystarczy, że zawiedzie jednak któryś z komponentów, a nastąpi „boom!” (loty kosmiczne zawsze niosą ze sobą nieuniknione ryzyko).

Kapsuła Orion (źródło zdjęcia: wikimedia.org)
Sam Orion jest większy i cięższy niż kapsuła Apollo. Składa się z trzech części. Są to:
-
EMS (zasilający, odpowiedzialny za komunikację i manewry orbitalne – Europejski Moduł Serwisowy);
-
hermetyzowana kapsuła załogowa o średnicy 5 m i masie około 9 ton (z miejscem dla maksymalnie czterech astronautów mogących kontrolować ręcznie lot przez 21 dni – dzięki 24. silnikom RCS, systemem podtrzymywania życia, panelami słonecznymi i zestawem 11 spadochronów);
-
tzw. wieżyczka LAS (awaryjny system ucieczkowy, którego zadaniem jest jak najwcześniejsze odczepienie/oderwanie Oriona od SLS, w razie różnego rodzaju poważnych problemów).
Misja Artemis II
Poniższy materiał filmowy idealnie ukazuje całą misję Artemis II:
Mimo to warto, a nawet trzeba coś o niej napisać (chociażby „w pigułce”). Ale od… końca. Próbę generalną przed kolejnymi etapami powrotu człowieka na Księżyc można uznać za udaną. 11 kwietnia, o godzinie 2:07 czasu polskiego, nastąpiło wodowanie Oriona na Pacyfiku u wybrzeży Kalifornii. Moduł z załogą nie rozleciał się, nie spalił. Osłona zadziałała (po ówczesnej modyfikacji). Spadochrony się otworzyły. A warunki były bardzo ekstremalne. Temperatura na zewnątrz wzrosła do ponad 2700 stopni Celsjusza! Prędkość przy wchodzeniu (stromym, bezpośrednim, co zmniejszyło czas narażenia kapsuły na ciepło) w atmosferę była 32 razy większa od prędkości dźwięku (wynosiła 11,1 km/s). Astronauci: dowódca Reid Wiseman, pilot Victor Glover, Christina Koch (znana z rekordowo długiego, samotnego lotu kobiety w kosmosie – 328 dni, pierwsza kobieta w misji księżycowej) i specjalista misji Jeremy Hansen (astronauta Kanadyjskiej Agencji Kosmicznej, który jako pierwszy Kanadyjczyk w historii wyruszył w głęboki kosmos) mimo takich przeciążeń i piekielnego gorąca, dotarli do domu. Po 10 dniach w stanie nieważkości (przebycia przeszło 1 miliona kilometrów) i przetransportowaniu śmigłowcami na pokład okrętu USS John P. Murtha są zadowoleni. NASA i ESA również.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą Altao.pl. Kup licencję