Cieszy mnie bardzo, że doceniono właśnie Kasię Lins, przyznając jej trzy statuetki (jedna – z podpisem Artysta Roku – otrzymana bezpośrednio z rąk Rafała Trzaskowskiego, prezydenta Warszawy). Co prawda, nie za coś autorskiego, bo jako „Obywatelka K.L.” wykonuje utwory nieżyjącego Grzegorza Ciechowskiego i jego zespołu Republika. Ale za to jak to robi! Jej interpretacje są bardzo klimatyczne. A ona sama jest niesamowicie magnetyczna (wszystko: wokal, image, ubiór się zgadza!). Słusznie, że otrzymała nagrody w kategoriach, które wspomniałem na wstępie. W ten sposób stała się ważną postacią i kobietą w na polskiej scenie muzycznej.
źródło: YouTube.com (Standardowa licencja)
Do innych szczęśliwych zwycięzców wrócę, ale najpierw osobny akapit o przebiegu imprezy. Nie będę się wgłębiał, jakie stroje mieli na sobie wręczający i nagrodzeni (choć tutaj uwagą zwracał Smolik czy Brodka, oraz Artur Rojek – którego moja mama nie rozpoznała). Za to na pewno podzielę się z Wami swoimi przemyśleniami o tym, jak Gala Muzyki Rozrywkowej Fryderyk Festiwal 2026 (kolejny rok z rzędu emisja w TVP, a nie w TVN), była prowadzona. O ile prezenterka/dziennikarka Gabi Drzewiecka ponownie poradziła sobie z takim zdaniem dobrze, tak już Krzysztof Zalewski niekoniecznie. Piosenkarz z niego uzdolniony bardzo (to on otworzył galę znakomitym coverem klasyka Davida Bowiego „I’m Afraid of Americans”), ale na komika się średnio nadaje. Jego nagłe żarty o dwóch prawicowych politykach (wydaniu singla przez Kaczyńskiego i Ziobro, który - cytuję - „wyjechał do Stanów z jakimś partnerem”) były nie przypiął, nie przyłatał. I chyba nie w programie wieczoru, a na spontanie, bo po minie Gabi widać było zaskoczenie i lekkie zmieszanie.
Co do występów, Annę Marię Jopek nagrodzono brawami za to, jaki piękny hołd oddała Stanisławowi Soyce. Też klaskałem. Pezet był wporzo (dostał Fryderyka za najlepszy Album Hip-Hop). Zalia (laureatka za Album Roku Pop) udowodniła, że ma doskonały wokal. Daria ze Śląska (najlepszy Singiel Roku Pop Alternatywny) sprawiła, że wszyscy byli zasłuchani w dojrzałym, intymnym tekście. A Kasia Lins przeobraziła się w damską wersję Grzegorza Ciechowskiego, "oblepiając" publikę oraz widzów oryginalną atmosferę i równie ciekawą aranżacją. Trochę może cała uroczystość była zbyt pośpieszna i nie tak widowiskowa, jak poprzednia, z 2024 roku. Jakby o mniejszym budżecie, bo i w mniejszej sali (nie w TAURON Arenie, tylko w kameralnym Studiu Transcolor pod Warszawą). W tej kwestii zażartował nawet debiutant – Zalewski, co już poszło mu lepiej.
Ale ważne, że było różnorodnie. Że doceniono młodziutkiego pszonę, którego wybrano innym debiutantem (Roku 2025; jego piosenka „ZŁY” jest naprawdę fajna, a wizerunek/występ sceniczny serio nietypowy – te białe koszule, wąs nie pasujący do XXI wieku). Gala miała zatem własny niepowtarzalny charakter i styl. Nowoczesny. Zacierający granice gatunkowe. Stawiający na autentyczność. Idący nieco pod prąd trendom i oczekiwaniom słuchaczy radiowych. Dała głos każdemu pokoleniu (autorski sznyt).
źródło: YouTube.com (Standardowa licencja)
A kiedy na scenę w przedziwnych maskach na twarzy wkroczył jeden z moich ulubionych zespołów – Coma (początkowo, nie wiedziałem, że to Piotr Rogucki i jego grupa oraz chór – za późno przełączyłem po przerwie reklamowej), to krzyknąłem: Wow! Co za energia, co za żywioł i moc! I jaki niezwykły nastrój, stworzony spektakl – to niewątpliwie, nawet mówiąc obiektywnie, „ten” moment wieczoru. Tylko jedno ale: dlaczego Fryderyk w kategorii Album Roku Metal powędrował właśnie do Comy, skoro było to wydawnictwo koncertowe Coma Live PolandRock Festival 2024, a nie jakaś całkiem nowa, świeża płyta (takowe i to typowo metalowe mieli inni nominowani)? Hmm… Lecz, gdy Roguc jest zadowolony, to ja także.
Miło było ujrzeć ojca Kasi i Jacka (duetu „Kwiat Jabłoni”) – Kubę Sienkiewicza, który jest wciąż czynnym lekarzem neurologiem. I który wręczył prawdziwego i jednocześnie symbolicznego Złotego Fryderyka za całokształt członkom epokowego Lady Pank! Grupie, której przeboje znają chyba wszyscy, grającej od od końca 1981 roku (choć ich oficjalna działalność koncertowa rozpoczęła się w 1982 roku). Zachwyca mnie ich dorobek i ciągła fantastyczna forma, i prezencja na scenie (może nie zawsze, ale koncert we Włocławku z 2025 roku będę wspominał długo!). Jeszcze bardziej miło się zrobiło, gdy poleciały podziękowania w stronę Bedoesa (obecnego na widowni), Mai Mecan i Łatwoganga. To dzięki nim udało się uruchomić jedną z najgłośniejszych i największych zbiórek pieniędzy dla dzieci chorych na raka. Coś, co początkowo miało być jedynie internetową akcją, bardzo szybko przerodziło się w ogólnopolskie wydarzenie angażujące media i celebrytów. I pięknie!
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą Altao.pl. Kup licencję
