
Tym razem Sam Fisher agent czwartego eszelonu będzie musiał zmierzyć się z niebezpieczną organizacją terrorystyczną nazywającą siebie inżynierami. Mają oni zamiar uderzyć w kilka ważnych amerykańskich miejsc i wywołać chaos i panikę. Będziemy musieli, im przeszkodzić przemierzając spory kawał świata. Nie zabraknie oczywiście współpracowników Sama takich jak Grim, czy Vic oraz kilku nowych twarzy: informatyka Charliego oraz agenta CIA Briggsa. Fabuła przedstawiona w „Tom Clancy’s Splinter Cell: Blacklist” nie jest jakimś arcydziełem, ale prezentuje przyzwoity poziom - nie przeszkadza w graniu ani nie wybija się na pierwszy plan.
Rozgrywka zawsze była głównym elementem tej serii, podobnie jest tym razem. Większość czasu, jaki spędzimy w tej grze przeminie nam na wykonywaniu poszczególnych celów naszej misji. Natomiast dialogi i sceny przerywnikowe będą tylko niewielkim dodatkiem. Trzeba podkreślić, że wykonywanie zleconych nam zadań trwa dość długo co jest sporym plusem, nie raz będą nam one zajmowały powyżej godziny, a to duża rzadkość jak na obecne czasy.
Całość rozgrywki toczyć będzie się w różnych częściach świata, a elementem łączącym nasze poczynania z tymi miejscami jest centrum dowodzenia. W poprzednich odsłonach były to miejsca na powierzchni lub pod nią, teraz główną siedzibą czwartego eszelonu jest jednostka latająca o nazwie paladyn. Jak przystało na samolot jednostki specjalnej nie zabrakło w nim najnowszych zdobyczy techniki. Mamy w środku laboratorium, szpital, więzienie i wszystko, co potrzebne. Paladyna możemy oczywiście ulepszać co powoduje zwiększony mnożnik dochodu z misji oraz poszerzenie umiejętności Fishera.
Oręż jakim dysponuje nasz protagonista znów prezentuje się wybornie. Mamy bronie takie jak karabiny snajperskie i szturmowe, pistolety, pistolety maszynowe, strzelby, paralizator i kusze, a do prawie każdej możemy dodać po kilka ulepszeń co daje bardzo dużo możliwych kombinacji.
Oprócz broni mamy także, to czego nie brakuje, na przykład w filmach o Jamesie Bondzie, a co jest podstawą u agenta Fishera, czyli gadżety. Muszę przyznać, że od powstania „Tom Clancy’s Splinter Cell: Chaos Theory” nie było tak rozbudowanej gry z tej serii. Wszystko zależy od naszej techniki i taktyki, ale multum gadżetów daje nam taką ilość rozwiązań i eliminacji przeciwników, że właściwie każdy poziom można przejść zupełnie inaczej. Akcesoria jakie posiadamy zaczynają się od takich klasycznych rzeczy jak wabik, taser lub przylepny IEM i kamera, a kończąc na takich nowinkach jak latający dron trirotor, kusza z gazem łzawiącym i wszystkie rodzaje granatów.
Przyjemnym dodatkiem jest także możliwość zmieniania wyglądu naszego ubrania co wpływa na nasze parametry związane z dyskrecją, opancerzeniem i operowaniem bronią. Choć taka rzecz jak zmiana koloru naszych gogli na inną barwę niż zieleń, to dla mnie troszkę profanacja niczym zapuszczenie włosów przez agenta 47, bo zielone gogle, to znak firmowy tej serii. Kupno każdego z ulepszeń będzie nas kosztowało pewną sumę pieniędzy, które będziemy zdobywać za eliminację lub obezwładnianie wrogów albo ich omijanie, a także wykonywanie różnych wyzwań.
Gra przyznaje pieniądze za trzy style gry: duch, panterę i szturmowiec. Co ciekawe i bardzo dobre ze strony twórców najwięcej pieniędzy zarobimy na stylu ducha, który polega na przechodzeniu misji bez zabijania co jest solą tej gry. Pantera, to taki pośrednik pomiędzy zabijaniem, a obezwładnianiem, natomiast szturmowiec to już całkowita anihilacja oponentów. Każdy znajdzie styl odpowiedni dla siebie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą Altao.pl. Kup licencję