O nasChronologiaArtykułyWspółautorzyPocztaZałóż bloga
 -

"Prawo Ulicy" – Blaski i cienie Baltimore - Seriale

Rok 2002. Stacja HBO wyświetla w USA pierwszy z 13 odcinków serialu „The Wire”. Jego twórca – David Simon, były reporter policyjny, nie spodziewa się aż tak pozytywnej reakcji krytyków. Pisze więc scenariusze do kolejnych sezonów. I czyta jeszcze więcej pochwał. Produkcja jest bowiem porównywana do książkowych dzieł Dostojewskiego czy Dickensa, określana jako niezwykle głęboka, ambitna, smakowana przez nielicznych, jedyna w swoim rodzaju. Mało tego, większość jest zgodna – to najlepszy serial kryminalny w historii telewizji.

Wstęp
Treść artykułu
Galeria zdjęć
Opinie
Polecane artykuły
aragorn136 (16169 pkt)Strona WWW Autora
Ilość odwiedzin:
4 741
Czas czytania:
6 235 min.
Kategoria:
Seriale
Autor:
aragorn136 (16169 pkt)
Dodano:
835 dni temu

Data dodania:
2020-10-25 09:33:51

Rok 2020. Przemysław Jankowski – recenzent publikujący na łamach portalu Altao.pl, postanawia zweryfikować te ultra pozytywne opinie i zrozumieć pewien paradoks: skoro „Prawo ulicy” (taki tytuł wymyślono w Polsce, dosłownie „The Wire” oznacza „Podsłuch”) to majstersztyk przez wielkie M i jedno z najważniejszych dokonań małego ekranu, to dlaczego nie ma na koncie ważnej nagrody?

 

Poster z serialu "The Wire" (źródło: materiały prasowe)

 

No więc oglądam po wielu latach (trochę wstyd, że tak późno). I ciekawość mnie zżera. Pokona genialną „Rodzinę Soprano”, czy nie pokona? Jest przereklamowany, a może panowie krytycy mają rację. Pierwszy epizod pt. „The Target” trwa 60 minut. Długo, zważywszy, że długość dzisiejszych seriali często nie przekracza nawet pół godziny (i nie są to sitcomy). Jakiegoś trupa pakują do worka. Jakiś gliniarz w skórzanej kurtce dosiada się na schodach do czarnoskórego typa. Rozmawiają. Odcinek się kończy. Nic się w sumie nie dzieje, abym został przykuty do ekranu laptopa. Nuda panie niczym w polskim filmie. Nie wiem, czy nie zrezygnować. To śledztwo przeciwko Avonowi Barksdale'owi – bossowi narkotykowemu, trzęsącemu częścią Baltimore, będzie chyba niemrawe, ciągnące się jak flaki z olejem.

 

źródło: YouTube.com (Standardowa licencja)

 

A tymczasem po dwóch miesiącach…

 

Właśnie „połykam” finał piątej serii (epizod nr 60, licząc od samego początku). Shieeeeeeeeeeeeeeeeeeet! (skorumpowany senator Clay potrafi tym zaakcentowanym bluzgiem zarażać), czuje się, jakbym wziął kilka pigułek najmocniejszego narkotyku. Jeszcze chwila, a bym przedawkował. To była cholernie dobra decyzja, że jednak zaufałem Simonowi. „The Wire” jest serialem, w który trudno się wsiąka, ale kiedy już się to zrobi, nie można poruszyć się na swoim krześle (tudzież fotelu). Całość to hipnotyczna opowieść, nie tylko o wojnie policjantów z nielegalnym handlem narkotykami. Pokazano tu więcej problemów. Od funkcjonowania portu morskiego i brudnej politykę samorządowej po stojący na krzywych nogach system oświaty oraz upadek tradycyjnych mediów. Tak. Nie ma żadnych pościgów. Strzelanin też za wiele nie znajdziemy. Wartkiej akcji jak na lekarstwo. Nie spodziewajcie się „Miami Vice” ani serialu typu „Starsky i Hutch”. Podobnie jak gangsterska, wspomniana wyżej „Rodzina Soprano” czy niedawny „Mindhunter” opiera się bowiem na realistycznych lokacjach, dialogach (uliczny slang robi robotę!), klimacie i doskonale nakreślonej psychologii postaci. I najważniejsze – na aktorstwie.

 

Czasem od nadmiaru wątków i bohaterów oraz kojarzenia faktów może zakręcić się w głowie. Tempo jest powolne. Kolorystyczny filtr momentami przypomina film dokumentalny. I nie dziwię się, jeżeli niektórzy widzowie nie zdają egzaminu polegającego na seansie pierwszej serii. To próba dla cierpliwych. U mnie na twarzy pojawiały się łzy, uśmiech, zaskoczenie. Zżyłem się z niemal wszystkimi postaciami – także tymi na dalszym planie i niekoniecznie pozytywnymi. Kibicowałem im. Może w scenariuszu parę razy znalazły się pewne zgrzyty (gliniarz Sydnor wraca niewiadomo skąd), nieco naciągane sceny, ale gdy ma się przed sobą tak wartościową, dopracowaną i przemyślaną produkcję, to owe wady znikają. Serial jest niby poważny i brutalny, a jednak nakręcony z lekkością i kilogramami humoru (patrz: Delaney Williams jako przygryzający kumplom Landsman).

 

Kadr z serialu "The Wire" (źródło: materiały prasowe)

 

Kadr z serialu "The Wire" (źródło: materiały prasowe)

 

David Simon to mistrz. Jak sam stwierdził, ta historia jest o instytucjach i ich wpływie na jednostki. Nieważne, czy ktoś jest policjantem, dokerem, dilerem narkotyków, politykiem, sędzią czy prawnikiem; musi godzić się na kompromisy i zmagać się z tym, czego chcą instytucje”. Tu nie ma bohaterów bez skazy. Każdy ma coś za uszami. Obojętnie, z jakiej perspektywy patrzy się na Baltimore, nie jest to barwne miejsce dla prawych i sprawiedliwych. Ale jedna z jego dzielnic, dzięki majorowi Colvinowi może stać się rajem – Hamsterdamem (najlepszy sezon 3 i jego socjologiczny eksperyment) dla chłopaków, którzy budzą się rano tylko w jednym celu. Idą „na róg”, będąc pracownikami lokalnych gangsterów, i handlują uzależniającym staffem. Im więcej towaru sprzedadzą, tym lepiej. Z kolei robotnicze doki zarządzane przez Polaka Franka Sobotkę nie przynosiłyby takich zysków, gdyby nie współpraca z Grekami (typami spod bardzo ciemnej gwiazdy; Spiros to jeden z ciekawszych czarnych charakterów). Krótko mówiąc, w Baltimore rządzą układy, a policja zmaga się nawet z brakiem podstawowego sprzętu.

 

O stronie fabularnej i wnioskach, które płyną w trakcie seansu, jeszcze Wam trochę opowiem. Pozwólcie jednak, że najpierw pozachwycam się nad obsadą. Tu nie ma słabego ogniwa. Same celne strzały! Co ważne, większość osób z aktorskiej ekipy, przystępując do pracy na planie, nie miała jeszcze „problemów” związanych z zaczepianiem na ulicy przez natrętnych fanów. Nieopatrzone twarze to więc ogromny plus „The Wire”. Najbardziej podoba mi się relacja na linii Jimmy McNulty – Bunk Moreland. Jakże piękne połączenie bromance’u i buddy movie. Da się to odczuć szczególnie w kolejnych sezonach. Dominic West przekonująco gra gliniarza (no tego gościa w skórzanej kurtce z pierwszej sceny), któremu daleko do ideału. McNulty pije, jest narwany, ma w głębokim poważaniu rozkazy przełożonych i lubi seks na masce policyjnego auta. Nic dziwnego, że żona wystawiła mu walizki za drzwi. Lecz z drugiej strony Jimmy ma dobry kontakt z dorastającymi synami i nosa do rozwiązywania skomplikowanych kryminalnych spraw. Od robienia zdjęć z ukrycia i podsłuchiwania, woli działać w terenie na ostro. No jak tu go nie uwielbiać? Bunk też jest gościem, z którym chętnie bym spędził czas w barze albo przy torach, rzucając butelkami. Wendell Pierce jest w tej roli perfekcyjny, szczególnie kiedy wygłasza swoje monologi, pali cygaro i stopuje zapędy Jimmy’ego.

 

Kadr z serialu "The Wire" (źródło: materiały prasowe)

 

Ten jeden artykuł to za mało, aby napisać o tych panach. A co dopiero o reszcie obsady. Każdy jest w swojej kreacji w stu procentach wiarygodny. Lance Reddick (tej twarzy się nie zapomina mr. Wick) jako Cedric Daniels wzbudza respekt. John Doman, czyli Rawls to z kolei kawał skurczybyka, któremu lepiej nie podskakiwać. W wydziale zabójstw są także: lubiana przez kumpli Kima Greggs grana przez świetną Sonję Sohn (jej wątek lesbijskiego związku przynudza, ale pod koniec pierwszego sezonu pewna scena z jej udziałem podniosła mi ciśnienie); wzorcowy Carver (Seth Gilliam) i nieco irytujący, średnio inteligentny Herc (Domenick Lombardozzi). Jest także… Morgan Freeman. Okej. Lester Freamon kreowany przez Clarke’a Petersa. Człowiek, dla którego najważniejsze jest porządna policyjna robota i lepienie zabawek z drewna. Peters nie dość, że jest fizycznie podobny do Freemana, to jeszcze jego postać przypomina te kreowane przez słynnego aktora.

 

Kadr z serialu "The Wire" (źródło: materiały prasowe)

 

Kadr z serialu "The Wire" (źródło: materiały prasowe)


Polubiłem również Rolanda Pryzbylewskiego (Jim True-Frost). Początkowo wydaje się, że będzie kulą u nogi dla drużyny „The Wire”. Później dowodzi swojej wartości i tego, że ma bardzo analityczny umysł. W duecie z Lesterem bez problemu łamie szyfry i hasła. W ogóle zarówno on czy w jeszcze silniejszym stopniu postacie Sobotków (Ziggy, ty szaleńcu!) oraz komisarz Valchek w drugim, trzymającym w napięciu, sezonie (scena ze znaleziskiem w kontenerze – ciary!) faktycznie mogą stanowić przykład naśmiewania się z cwanych Polaczków. Ale czy to aż tak bardzo przeszkadza?

 

źródło: YouTube.com (Standardowa licencja)

 

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą Altao.pl. Kup licencję

Galeria zdjęć - "Prawo Ulicy" – Blaski i cienie Baltimore

Temat / Nick / URL:

Treść komentarza:

0 (0)

FanSeriali
835 dni temu

Absolutne top 3 najlepszych seriali w historii!
Dodaj opinię do tego komentarza

0 (0)

Stringer
832 dni temu

Czarnoskóry gej i do tego kryminalista. To było zaskoczenie.
Dodaj opinię do tego komentarza

0 (0)

Aragorn136
475 dni temu

"Prawo ulicy" najlepszym serialem XXI wieku wg BBC Culture! Wygrał w głosowaniu 206 osób, wśród których znaleźli się pochodzący z 43 krajów krytycy, naukowcy i pracownicy przemysłu rozrywkowego. Łącznie wybrali oni 100 najbardziej udanych produkcji.

Oto pierwsza dziesiątka:

1. "Prawo ulicy"
2. "Mad Men"
3. "Breaking Bad"
4. "Fleabag"
5. "Gra o tron"
6. "Mogę cię zniszczyć"
7. "Pozostawieni"
8. "Zawód: Amerykanin"
9. "Biuro" (wersja brytyjska)
10. "Sukcesja"
Dodaj opinię do tego komentarza

Więcej artykułów od autora aragorn136

 -

"The Bear" i "Będzie bolało" – Patelnią i skalpelem - Seriale

Rok 2022. Działo się w świecie serialowym, oj działo! Oczekiwany „Ród Smoka” zmagał się z rodzinnymi sporami, „Andor” zaskoczył gwiezdno-wojenną partyzantką w zakamarkach galaktyki, a „Pierścienie Władzy” próbowały zahipnotyzować swoim blaskiem (choć nieskutecznie). Niestety gdzieś w ich cieniu schowały się seriale, które okazały się ostatecznie produkcjami, może nie o wiele bardziej intrygującymi fabularnie, ale na pewno odznaczającymi się niesamowitą energią, wygraną dramaturgią i satyrycznym zacięciem. Jeżeli jeszcze ich nie znacie, to zajrzyjcie do amerykańskiego baru kanapkowego „The Bear”, a później do brytyjskiego publicznego szpitala, bo „Będzie bolało”. Paradoksalnie bardzo podobnych obiektów, gdzie pracują charyzmatyczni i na pierwszy rzut oka antypatyczni chłopcy.

 -

"IO" – Barwna Odyseja Pewnego Osiołka - Recenzje filmów

Niektórzy mówili, że banał. Inni twierdzili, że zbyt dziwne, a manieryzmy nie pozwalają wejść w tę historię. Jeszcze ktoś zauważył przeładowanie obrazami i nadmiarem interpretacji przy tak minimalistycznej narracji (niemalże braku dialogów). Cóż. Polskim krytykom filmowym czasem niełatwo dogodzić, ale za to Ci zza oceanu pieją z zachwytu. „IO” (ang. „EO”) otrzymał bowiem aż średnią 85 punktów w serwisie Metacritic. Co więcej, nominowano go do Oscara w kategorii film międzynarodowy. Jak więc jest z tym Osiołkiem? Kochać, pogłaskać i podać dłoń Jerzemu Skolimowskiemu? Przejść obok niego obojętnie? Ja, mimo dostrzegalnych wad, skłaniam się do tej pierwszej czynności.

 -

Odwiedzin: 73

Autor: aragorn136Recenzje książek

Komentarze: 1

"Pokora" – Syn górnika w kleszczach polityki i namiętności - Recenzje książek

Ten Szczepan to jednak potrafi jak mało kto pokazać świat, którego już dawno nie ma. Zrobił to w „Królu”. Czyni to również w „Pokorze”. Czujemy niemalże zapach unoszący się nad Berlinem roku 1918, podobnie jak czuliśmy podskórnie ciemne sprawki dwudziestolecia międzywojennego. To istny wehikuł czasu – przenoszący na ulice, po których jeżdżą automobile, zapraszający do zadymionej knajpy, do miejsca pełnego napięć, niepokojów, żalu, podłości, ale i wielkich miłości. Niestety, „Pokora” to ta słabsza powieść, gdyż jej bohater – Ślązak Alois, nie jest tak skomplikowany i fascynujący jak gangster i bokser – Jakub Szapiro.

 -

Z Kardamonem w "Innym Wymiarze" – kraina emocji i remedium na wszystko! - Recenzje płyt

Uwaga! Uwaga! Nadal z niezwykłego peronu odjeżdża pociąg do innego wymiaru. Jeżeli jeszcze się kupiliście biletu, to koniecznie to zróbcie. Dlaczego? Bo dotrzecie do pięknego miejsca, gdzie poczujecie zapach przyprawy o intensywnym, lekko słodkim smaku, mającej właściwości zdrowotne. Oczywiście w wyobraźni. Kardamon w tym przypadku to zespół z Siedlec, który dzięki swojej niesamowicie doprawionej emocjami płycie o nazwie „Inny Wymiar”, zabiera słuchaczy w podróż po 11 autorskich utworach z pogranicza popu, rocka i bluesa. Warto wsiąść do tej muzycznej retro kolejki.

 -

"Kot w Butach: Ostatnie życzenie" – Emerytura? O nie! - Recenzje filmów

Ponad dekada – tyle czasu minęło od ostatniej misji pewnego Latynosa. Łamacza damskich serc. Doskonałego szermierza. Bohatera wielbionego przez tłumy. Ryzykanta. Banity. Znanego jako… Puszek Okruszek. Wszak to nie człowiek, a kot. Nie jakiś tam mruczek futrem okryty. Bo w butach na miarę szytych, w kapeluszu wytwornym, z językiem do chłeptania mleka i układania refrenów. Kumplował się z zielonym ogrem, szukał gęsi znoszącej złotej jaja z pomocą gadającego… Jaja. Choć starszy, nadal żądny jest szalonych przygód i uwagi fanów. Ale przychodzi wreszcie pora, aby zwinąć interes i uśpić widza kocim narzekaniem…

Polecamy podobne artykuły

 -

Odwiedzin: 1168

Autor: GieHaSeriale

Komentarze: 1

"Mare z Easttown" – Ogród Pamięci - Seriale

HBO ma już dawno za sobą złoty wiek, kiedy to w zasadzie każdy widz winien był odbierać w odpowiednio wielkim zachwycie każdą produkcję spod tego szyldu. Z kolei współczesny okres, w którym wydalane są rzeczy typu: „Watchmen”, „Kraina Lovecrafta” czy ostatnie dwa sezony „Gry o Tron”, nie może być uznany (mówiąc delikatnie) za nieskazitelny. Na szczęście, raz na jakiś czas HBO potrafi jeszcze przypomnieć sobie, jak stworzyć produkt pierwszej klasy. Zapraszam do Easttown.

 -

"Mindhunter: sezon 2" – M jak morderca - Seriale

Zapowiadany jako mroczny kryminał połączony z thrillerem psychologicznym pierwszy sezon serialu „Mindhunter” od Netflixa miał być tym dla świata telewizji, tudzież platformy streamingowej, tym, czym był „Siedem” dla świata kina. Nic dziwnego. Za obydwa tytuły odpowiadał David Fincher – reżyser i scenarzysta, który umysł psychopaty zna jak własną kieszeń. I faktycznie. W postaci „Mindhuntera” otrzymaliśmy ostatecznie produkt solidny i intrygujący (zdaniem niżej podpisanego – ocena subiektywna), ale bardziej zbliżony do mniej emocjonującego, acz klimatycznego „Zodiaka” niż porywającego, przeszywającego filmu z Pittem i Freemanem. A jak wypada „Mindhunter 2”?

Teraz czytane artykuły

 -

Odwiedzin: 4741

Autor: aragorn136Seriale

Komentarze: 3

"Prawo Ulicy" – Blaski i cienie Baltimore - Seriale

Rok 2002. Stacja HBO wyświetla w USA pierwszy z 13 odcinków serialu „The Wire”. Jego twórca – David Simon, były reporter policyjny, nie spodziewa się aż tak pozytywnej reakcji krytyków. Pisze więc scenariusze do kolejnych sezonów. I czyta jeszcze więcej pochwał. Produkcja jest bowiem porównywana do książkowych dzieł Dostojewskiego czy Dickensa, określana jako niezwykle głęboka, ambitna, smakowana przez nielicznych, jedyna w swoim rodzaju. Mało tego, większość jest zgodna – to najlepszy serial kryminalny w historii telewizji.

 -

Latające samochody przyszłości - Nowinki motoryzacyjne

Jak będzie wyglądała przyszłość motoryzacji? Samochody prawdopodobnie staną się pojazdami latającymi, lecz zanim to będzie możliwe, proponujemy pojazd który już powstał i być może nie będzie bardzo drogi.

 -

Odwiedzin: 4230

Autor: matusiakZespoły i Artyści

Komentarze: 4

Alicja Majewska – "Ja się chyba nie chcę zdefiniować" - Zespoły i Artyści

Zadebiutowała 45 lat temu na Festiwalu Piosenki Radzieckiej w Zielonej Górze. Była solistką zespołu Partita i występowała w warszawskim Teatrze na Targówku. W 1975 zdobyła główną nagrodę na XII Krajowym Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu śpiewając utwór „Bywają takie dni”. Później zdobywała nagrody m.in. w Rostocku i Hawanie.

 -

Odwiedzin: 1309

Autor: adminFotorelacje

Komentarze: 1

Czarujący koncert zespołu Pod Prąd - Fotorelacje

12 czerwca 2021 roku zaczął padać bardzo rzęsisty deszcz. Powodował, że na twarzy znikał uśmiech, a w duszy robiło się smutno. Na szczęście znalazło się idealne lekarstwo na taką szarą pogodową aurę. Jakie? Okazał się nim koncert zespołu Pod Prąd w Brześciu Kujawskim, w nowym Centrum Kultury i Historii „Wahadło”. Byliśmy jednym z patronów medialnych drugiej płyty tej brzesko-włocławskiej grupy. W związku z tym zapraszamy do galerii zdjęć uwieczniających owo niezwykłe i kameralne wydarzenie, dostarczające pozytywnej energii i pozwalające na chwilę refleksji.

 -

Odwiedzin: 3635

Autor: Daniel DrozdekAutorzy/pisarze

Komentarze: 1

Wiersz "Za mało gwiazd na niebie" - Autorzy/pisarze

Oto trzeci wiersz młodego poety Daniela Drozdka.

Nowości

 -

"Call The Distant" – Usłysz to, co ukryte w srebrnej kuli Kudelskiego - Recenzje płyt

Jakiś samotny mężczyzna idzie w kierunku skał. Ubrany na szaro. Lekko przygarbiony. Wydaje się, że ma dość życia i ludzi. Jednak po chwili siada i wyjmuje z kieszeni dziwną kulę. Człowiek ten sięga po coś jeszcze. Po „kociołek”, instrument muzyczny zwany tablą. Gdy zaczyna grać, mała srebrna kula mieni się błękitem. Wkrótce zewsząd dołączają też inne dźwięki. Melancholijne, czasem energiczne, ale w przeważającej mierze skupione na tym, aby wywołać w słuchaczu refleksję. Tak właśnie, z pomocą utalentowanych muzyków, artysta Tomasz Kudelski zaprasza do swojego świata. Czy przyjmiesz to zaproszenie?

 -

Tomek na tropie jeleniogórskich bestii! - Fotografia/Malarstwo

W czasach PRL-u swoje liczne przygody przeżywał Tomek Wilmowski. Odwiedził chociażby Amazonkę, Australię, Czarny Ląd, Egipt. Spotkał nawet Yeti. Ale był on tylko postacią ze słynnych książek dla młodzieży autorstwa Aleksandra Szklarskiego sprzed wielu lat. Współczesny i prawdziwy bohater niniejszego tekstu ma takie samo imię. Nie brał jednak udziału w tak dalekich wyprawach, gdyż jego przygoda zaczęła się i trwa w, skrywających tajemnicę, Karkonoszach (niesamowitym miejscu mogącym konkurować z tymi z kart powieści Szklarskiego). Tomasz Szyrwiel, bo tak nazywa się człowiek, z którym porozmawialiśmy, „odkrył” bowiem istnienie różnej maści... baśniowych stworów na jeleniogórskiej ziemi. Niestety, nie dosłownie. Jest fotografem i rysownikiem, potrafiącym połączyć ze sobą sztukę cyfrową i tradycyjną. Jego prace pobudzają wyobraźnię na tyle, że nie będziecie mogli zasnąć przez długie noce…

 -

"The Bear" i "Będzie bolało" – Patelnią i skalpelem - Seriale

Rok 2022. Działo się w świecie serialowym, oj działo! Oczekiwany „Ród Smoka” zmagał się z rodzinnymi sporami, „Andor” zaskoczył gwiezdno-wojenną partyzantką w zakamarkach galaktyki, a „Pierścienie Władzy” próbowały zahipnotyzować swoim blaskiem (choć nieskutecznie). Niestety gdzieś w ich cieniu schowały się seriale, które okazały się ostatecznie produkcjami, może nie o wiele bardziej intrygującymi fabularnie, ale na pewno odznaczającymi się niesamowitą energią, wygraną dramaturgią i satyrycznym zacięciem. Jeżeli jeszcze ich nie znacie, to zajrzyjcie do amerykańskiego baru kanapkowego „The Bear”, a później do brytyjskiego publicznego szpitala, bo „Będzie bolało”. Paradoksalnie bardzo podobnych obiektów, gdzie pracują charyzmatyczni i na pierwszy rzut oka antypatyczni chłopcy.

 -

Jak wychowywać dziecko, aby w przyszłości było samodzielne? - Prywatne - Mój Blog

Każde, nawet małe, dziecko ma prawo do wyrażania swoich spontanicznych emocji, takich jak: radość, lęk czy złość. Ważne jest, by w dorosłości było zaradne. Wszystko zależy oczywiście od odpowiedniego podejścia rodziców, ale powinni oni o pewnych kwestiach pamiętać, gdy mają dorastające pociechy.

 -

"Dystopia" – świat, w którym fani symfonicznego metalu będą zahipnotyzowani - Muzyczne Style

Nightwish, Epica, Delain to zespoły, których wielu słuchaczom przedstawiać nie trzeba. Z sukcesem wykonują one muzykę metalową połączoną z symfonicznymi brzmieniami i głosem wokalistki dysponującym głosem iście operowym. Do tego grona próbują dołączyć początkujący w tym gatunku Elie Veux i jego francuska grupa OÏKOUMEN. Niedawno wydali debiutancki album pt. „Dystopia”.

 -

"IO" – Barwna Odyseja Pewnego Osiołka - Recenzje filmów

Niektórzy mówili, że banał. Inni twierdzili, że zbyt dziwne, a manieryzmy nie pozwalają wejść w tę historię. Jeszcze ktoś zauważył przeładowanie obrazami i nadmiarem interpretacji przy tak minimalistycznej narracji (niemalże braku dialogów). Cóż. Polskim krytykom filmowym czasem niełatwo dogodzić, ale za to Ci zza oceanu pieją z zachwytu. „IO” (ang. „EO”) otrzymał bowiem aż średnią 85 punktów w serwisie Metacritic. Co więcej, nominowano go do Oscara w kategorii film międzynarodowy. Jak więc jest z tym Osiołkiem? Kochać, pogłaskać i podać dłoń Jerzemu Skolimowskiemu? Przejść obok niego obojętnie? Ja, mimo dostrzegalnych wad, skłaniam się do tej pierwszej czynności.

Artykuły z tej samej kategorii

 -

Odwiedzin: 161

Autor: aragorn136Seriale

Komentarze: 1

"Willow" – Wyczaruj nastoletniego focha, zabij dziecięcą nostalgię - Seriale

Rzecz to niebywała! Tak bardzo, że aż głowa się kurczy i robi się za mała. Bo jak to pojąć rozumem, że amerykańcy krytycy niemalże pokochali serial pt. „Willow” (patrzcie: oceny na RT i Metacritic), nie idąc za rozwścieczonym tłumem. Że filmu z lat 80. nie lubią, a historię w odcinkach hołubią. Produkcja Disneya, której premiera odbyła się pod koniec listopada 2022, jest przecież czymś, o czym zapomnieć trzeba, mimo że jest kilka zalet, unoszących się z dymem do nieba.

 -

"Peaky Blinders: Sezon 5" – Tommy Shelby: żywioł silniejszy niż faszyzm - Seriale

Według zapewnień Stevena Knighta, twórcy serialu pt. „Peaky Blinders”, opowieści o pewnej – faktycznie żyjącej i działającej w latach 20. XX wieku, rodzinie z Birmingham; jego piąty, mający niedawno premierę, sezon ma być tym najlepszym. I czy tak jest? Nie. Ale jako kibic gangsterskiej drużyny Thomasa Shelby’ego, jestem na tyle usatysfakcjonowany tym, co dostałem, że postawię go na równi z pierwszym, drugim i czwartym.

 -

Odwiedzin: 560

Autor: GieHaSeriale

"Peacemaker" – "It’s the franchise, boy, I'm shining now" - Seriale

Być może mój głos znajduje się w mniejszości, wszak uważam, że zdecydowanie bardziej faworyzowany przez krytyków ubiegłoroczny „The Suicide Squad” Jamesa Gunna cierpiał na zasadniczo ten sam problem co „Legion Samobójców” zaproponowany niegdyś przez Davida Ayera, czyli formalną nielogiczność. Zarówno w pierwszym, jak i w drugim przypadku mamy finalnie do czynienia z nadprzyrodzonym zagrożeniem o gigantycznej skali, więc jakim cudem lekiem na takie kabały ma być świruska z kijem baseballowym, gość z zestawem linek wspinaczkowych czy człowiek o wyglądzie łasicy – zamiast, no nie wiem, boga z odległej planety strzelającego laserami z oczu i rozwijającego w powietrzu prędkość czterech machów albo multimiliardera z technologią wyprzedzającą o dekady wszelki znany militarny know-how i tłukącego do nieprzytomności przestępców w pancerzu ze spiczastymi uszami?

 -

Odwiedzin: 3373

Autor: aragorn136Seriale

Komentarze: 3

"Król" – 8 na 10 syneczku, a jak! - Seriale

„Zachwyca”, „Najlepszy serial 2020 roku” – takie między innymi nagłówki pojawiły się w internecie na początku listopada. I – o dziwo – dotyczyły polskiej produkcji. Mowa o adaptacji bestsellerowej powieści Twardocha sprzed kilku lat, która rozeszła się w nakładzie ponad 100 tys. egzemplarzy. Czy „Król” faktycznie jest na na tyle królewski, że nie pozostaje nic, jak uścisnąć dłoń Janowi P. Matuszyńskiemu? Na to pytanie postanowiłem opowiedzieć dopiero po premierze finałowego odcinka, bowiem nie ma co oceniać dania tylko po talerzu, na którym jest podany. Trzeba zjeść wszystko, a na koniec popić piwem, porządnie beknąć i podziękować.

 -

Odwiedzin: 249

Autor: aragorn136Seriale

Komentarze: 1

"Wednesday" – Jestem mroczna, jestem fajna! - Seriale

Chwytliwą melodię z charakterystycznym pstrykaniem palcami rozpozna chyba każdy. Mam na myśli motyw przewodni skomponowany przez Vica Mizzy’ego do serialu z lat 60. XX wieku o ekscentrycznej, przerażającej, acz zabawnej rodzinie. Ten utwór, obok specyficznej, upiornej atmosfery i wiszących na ścianach narzędziach tortur oraz skór martwych zwierząt, był jednym z elementów, który zadecydował o powszechnym uwielbieniu Addamsów. W serialu Netflixa – „Wednesday” nie ma tej melodii. Nie ma też aż tak wyrazistego czarnego, krwistego humoru, jak w filmach Barry’ego Sonnenfelda. A jednak mimo to produkcja szybko pobiła rekord w kategorii „popularność przeliczana na liczbę widzów” ejtisowe „Stranger Things”. Dlaczego? Już Rączka wie, dlaczego…

Pliki cookie pomagają nam technicznie prowadzić portal Altao.pl. Korzystając z portalu, zgadzasz się na użycie plików cookie. Pliki cookie są wykorzystywane tylko do działań techniczno-administracyjnych i nie przekazują danych osobowych oraz informacji z tej strony osobom trzecim. Wszystkie artykuły wraz ze zdjęciami i materiałami dostępnymi na portalu są własnością użytkowników. Administrator i właściciel portalu nie ponosi odpowiedzialności za tresci prezentowane przez autorów artykułów. Dodając artykuł, zgadzasz się z regulaminem portalu oraz ponosisz odpowiedzialność za wszystkie materiały umieszczone przez Ciebie na stronie altao.pl. Szczegóły dostępne w regulaminie portalu.

© 2023 altao.pl. Wszystkie prawa zastrzeżone.
2.838

Akceptuję pliki cookies
W ramach naszego portalu stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym momencie zmiany ustawień dotyczących cookies. Jednocześnie informujemy, iż warunkiem koniecznym do prawidłowej pracy portalu Altao.pl jest włączenie obsługi plików cookies.

Rozumiem i akceptuję