O nasChronologiaArtykułyWspółautorzyPocztaZałóż bloga
 -

"Cobra Kai" – Nostalgia kopie aż miło! - Seriale

Czy w serialu nie będącym typowym sitcomem, a którego odcinki trwają po 20-30 minut da się opowiedzieć spójną, wciągającą historię? Oczywiście! Wystarczy tu wymienić chociażby: „The End of the F***ing World” czy „Fleabag”, a ostatnio wyprodukowane przez Sony Pictures Television dwa sezony „Cobra Kai”, które prosto z YouTube Premium trafiają na platformę Netflix. Nie jest to w pełni oryginalna opowieść jak wymienione wcześniej, ale uczucie nostalgii w niej silne jest młody padawanie!

Wstęp
Treść artykułu
Galeria zdjęć
Opinie
Polecane artykuły
aragorn136 (21885 pkt)Strona WWW Autora
Ilość odwiedzin:
3 916
Czas czytania:
4 740 min.
Kategoria:
Seriale
Autor:
aragorn136 (21885 pkt)
Dodano:
1378 dni temu

Data dodania:
2020-09-16 19:28:25

Jeszcze nigdy żaden tytuł nie wywołał u mnie takiej tęsknoty za latami 80. Takiego uśmiechu i przeistoczenia się w mentalnego dzieciaka, jak podczas seansu „Partnerów” (Ernie, mój idol). Nic dziwnego. „Cobra Kai” to pomyślana jako serial internetowy kontynuacja kultowego filmu, a raczej serii filmów z tamtego okresu. Mała podpowiedź – karate. Jeszcze nie zgadliście? Sensei będzie zawiedziony…

 

Rok 1984. Na ekrany amerykańskich kich wchodzi familijne dzieło dla całej rodziny. Nie „Kevin sam w domu”, ten będzie walczył z włamywaczami później. Mowa o „Karate Kid” w reżyserii Johna G. Avildsena („Rocky”) i na podstawie scenariusza Roberta Marka Kamena („Uprowadzona”, „Piąty Element”, „Transporter”). Okej. Ja nastoletni „nie katowałem” tego filmu na VHS-tak, jak „Willowa”, ale nawet po upływie kilku dekad, spokojnie ocenię na 7/10. Ta lżejsza wersja „Krwawego sportu” czy „Kickboxera”, lecz mroczniejsza niż „Trzech małolatów ninja”, zasługuje na wieczną chwałę, mimo fabularnych skrótów i hollywoodzkich zagrań. Dlaczego? Bo to nadal – jak słusznie zauważył pewien krytyk – ekscytująca i jednocześnie przyjemnie rozgrzewająca serce opowieść o wspaniałej przyjaźni. Kolejne części niestety są scenariuszowo słabsze. Jednak najważniejsza, że pierwsza okazała się wówczas jednym z najlepszych filmów roku.

 

Kadr z serialu "Cobra Kai" (źródło: materiały prasowe)

 

„Cobra Kai” może mierzyć się tylko z nią. Resztę tytułów ze serii (łącznie z remakiem z Jadenem Smithem i Jackie Chanem) zjada na śniadanie. Co więcej, serialowi udaje się to, co nie wyszło np. kinowemu „Terminatorowi: Mroczne przeznaczenie”. Ożywia, podobnie jak „Creed”, lubianą i dobrze przyjętą przez widzów markę, znajdując „złoty środek” – starzy fani mogą przybić piątkę nowym. Sentyment zderza się z opanowaną przez media społecznościowe współczesnością. O taki powrót „walczyłem!”. Duch oryginału unosi się w powietrzu i patrzy zadowolony.

 

Tu niemal wszystko zagrało, jak należy. Ale nie byłoby to możliwe, gdyby nie trójka showrunnerów: Josh Heald („Jutro będzie futro”), Jon Hurwitz („Harold i Kumar uciekają z Guantanamo”) i Hayden Schlossberg. Panowie, znani wcześniej ze zrobienia raczej mało wybitnych komedii, w 2018 roku pokazali, że są fanami „Karate Kid” przez duże F. Dzięki nim w serialowym sequelu humor idzie pod rękę z dramaturgią chwili, a przywiązanie do tradycji z problemami dorastających nastolatków. Jeszcze bardziej o sukcesie „Cobra Kai” (trzeci sezon w drodze na mały ekran) zaważyło to, że Ralph Macchio i William Zabka nie „zdziadzieli”. Że jeszcze się im chciało. „Zaszufladkowani”, bez udanej kariery, powracają do ikonicznych ról wiarygodnie. Co tu dużo pisać, są świetni! Obydwaj po pięćdziesiątce, ale z energią faceta, który właśnie skończył kierunek AWF na wyższej uczelni. William to zresztą prywatnie zapaśnik, który zna też sztuki walki. Ciekawostką jest również to, że Zabka (dziwne brzmiące nazwisko ze względu na czeskie pochodzenie) wygląda na starszego, a tak naprawdę jest młodszy o 4 lata od kolegi z planu. Ralph jak Leonardo DiCaprio – starzeje się, jednak chłopięcy urok nie zanika.

 

Kadr z serialu "Cobra Kai" (źródło: materiały prasowe)

 

Widzom, którzy „ejtisy” pamiętają tylko z telewizji, ale nie widzieli „Karate Kid”, polecam jednak nadrobienie tej produkcji, zanim „zapiszą” się do Cobra Kai. Wtedy można wyłapać więcej „smaczków”. I głębiej „wejść w skórę” Daniela LaRusso i Johnn’ego Lawrence’a, których losy potoczyły się zupełnie inaczej. Ten pierwszy po ponad 36 latach karate odłożył na bok. Teraz jest kochanym ojcem i mężem. Mało tego, jest też bogatym biznesmenem, właścicielem dobrze prosperującej sieci salonów samochodowych. Lecz nie zapomina o dawnym mistrzu i przyjacielu: panu Miyagim (którego w „Karate Kid” kreował nominowany do Oscara, nieżyjący Pat Morita). W specjalnym pokoju trzyma pamiątki po nim, łącznie z medalem za zasługi wojenne. A Johnny pije. Dorabia jako człowiek od montowania telewizorów na ścianie. Później znowu pije (alkohol kupuję na miejscu, nie zna sklepów internetowych). W głowie prześladują go obrazy z przeszłości: surowy ojciec, brutalny sensei John; Daniel, z którym przegrał w turnieju karate oraz obecne kłopoty: była żona i syn, który go nienawidzi. Będąc w takim stanie, może stoczyć się na samo dno. Na szczęście młody sąsiad – Miguel Diaz (Xolo Maridueña) sprawi, że Lawrence poczuje chęć do życia – otworzy szkołę karate!

 

Kadr z serialu "Cobra Kai" (źródło: materiały prasowe)

 

Kadr z serialu "Cobra Kai" (źródło: materiały prasowe)

 

Najpierw w swoim dojo wytrenuje prześladowanego w szkole Ekwadorczyka. Miguel wreszcie będzie lubiany i nie da sobą pomiatać (ksywa „sral” nie jest fajna). Johnny też będzie jak nowo narodzony. Do czasu aż nadepnie na odcisk Danielowi. Albo na odwrót, Daniel jemu. Tak czy siak, hasło „Atakuj najpierw, Atakuj mocno, Bez litości!” nabierze powtórnego znaczenia. Wieloletni spór nie pozwoli im na „spokojne” życie. Czy taki konflikt da się załagodzić? Pierwszy sezon skupia się na tej kwestii, a także przekonująco przedstawia wzloty i upadki szkolnych nerdów i mięśniaków. I te „miliony” nawiązań do „Karate Kid”. Momentami czuć jednak dysonans, które jeszcze mocniej przeszkadza w kolejnym sezonie – z jednej strony bywa dość brutalnie jak na serial dla młodzieży, z drugiej absurdalnie. Np. nie czuć, że pomiędzy odcinkami upływają tygodnie, więc ma się wrażenie, że tylko kilka dni potrzebuje nerd z zajęczą wargą – Moskowitz, by zamienić się w wojownika. Fajnie natomiast, że poza nauką karate, dzieciaki nauczą się też tolerancji i przeciwstawiania się hejtowi w internecie, ale mam wrażenie, że momentami twórcy sami naśmiewają się z drobnych słabeuszy (Demetri) czy pulchnych młodych ludzi (patrz: syn Daniela).

 

10 odcinków pierwszego sezonu mija szybko. A finałowy – palce lizać. To piękny hołd dla Pata Mority i potężny cliffhanger. W drugim fabuła idzie już w kierunku teen drama. Sportowa rywalizacja jest mniej wyczuwalna, mimo bardziej dopracowanej choreografii walk – nie wiem, kto był operatorem kamery ani kto czuwał nad kopniakami z półobrotu, ale ostatnie sceny to mastershot w najlepszym odsłonie. Siniaki zauważalne. To plus – nawet w „Mortal Kombat” ich nie było. Tylko ta fabuła tak naciągana czasem, że zgrzytam zębami. Gdzie konsekwencje, pytam się, gdzie reakcja szkolnych pedagogów i dyrektora. Hmm… Ale nadal zarówno starsi, jak i młodsi aktorzy spisują się na medal. LaRusso swoim Miyagi-Do Karate doprowadza Johnny’ego do szewskiej pasji. Nie tym, że ćwiczy tam z córką Samanthą (Mary Mouser), ale tym, że uczy Robby’ego (sympatyczny jak Jonathan Brandis, choć zdaniem niektórych, trochę drewniany – Tanner Buchanan). Dlaczego? Zobaczycie sami!

 

Kadr z serialu "Cobra Kai" (źródło: materiały prasowe)

 

Kadr z serialu "Cobra Kai" (źródło: materiały prasowe)

 

Summa summarum jest bardzo dobrze. „Cobra Kai” to udana przejażdżka do lat 80., stawiająca znane postacie w nowym świetle. Prosta to opowieść, potykająca się parę razy o „głupawe” rozwiązania fabularne. Jednak umiejętna reżyseria i klimatyczna muzyka (nie tylko rockowe hity) skomponowana przez duet: Leo Birenberg & Zach Robinson oraz przede wszystkim Zabka i Macchio sprawiają, że nie sposób nie pokochać tego serialu

 

Uwaga! Spoiler! W drugim sezonie powraca

Uwaga, w tym miejscu znajduje się ukryta treść nawiązująca do fabuły utworu, zdradzająca jej wątki lub informację niepożądaną o szczegółach zakończenia utworu tzw. SPOILER. Jeźeli chcesz przeczytać informacje zawarte w spoilerze, które ujawniają interesujące dane o fabule filmu, książki itp. kliknij na klawisz poniżej.

Wyświetl treść spoilera
Martin Kove jako John Kreese. Czy tylko ja uważam, że wypada zbyt karykaturalnie? 

 

Ocena: 8/10 (za obydwa sezony, mimo że drugi nieco odstaje scenariuszowo)

 

źródło: YouTube.com (Standardowa licencja)

 

Trailer oryginalnego „Karate Kid”:

 

 

źródło: YouTube.com (Standardowa licencja)

 

Świetnie kompozycje w duchu dawnego „Karate Kid”:

 

źródło: YouTube.com (Standardowa licencja)

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą Altao.pl. Kup licencję

Mogą Cię zainteresować odpowiedzi na te pytania lub zagadnienia:





Galeria zdjęć - "Cobra Kai" – Nostalgia kopie aż miło!

Temat / Nick / URL:

Treść komentarza:

0 (0)

MistrzKarate
1371 dni temu

Ciekawy zabieg jest taki, że z Daniela zrobiono antagonistę, a Johnny jest tym bardziej pozytywnym facetem.
Dodaj opinię do tego komentarza

0 (0)

Filmowy33
1378 dni temu

Zgadzam się. Super serial!
Dodaj opinię do tego komentarza

Więcej artykułów od autora aragorn136

"Tatuażysta z Auschwitz" – Miłość w piekle (jakby podkoloryzowana) - Seriale

Najpierw była książka. Choć bestsellerowa, to jej autorkę odsądzano od czci od wiary. Zarzucano, że urodzona w Nowej Zelandii Heather Morris kompletnie pominęła historyczno-edukacyjną rzetelność na rzecz ckliwego romansu w miejscu, w którym na miłostki nie było żadnych szans. Wiadomo, że w największym niemieckim obozie koncentracyjnym ginęły całe rodziny, a łącznie zamordowano ponad milion ludzi. Jaki więc mógł być miniserial na podstawie „Tatuażysty z Auschwitz”? Czy to dzieło, które należy szybko wymazać z pamięci? Nie! Ale do wybitnej produkcji telewizyjnej droga daleka.

"Zmiana" – Koniec jest początkiem - Recenzje książek

Na początku trzeba wyraźnie zaznaczyć. Poniższa recenzja została napisana z myślą o pewnej grupie osób. Mowa o czytelnikach mających lekturę pierwszego tomu serii „Silos” za sobą. Oczywiście Hugh Howey tak wymyślił kolejną część, by nie zagubił się w niej „świeżak”, jednak mimo zupełnie oddzielnej historii, połączenia są wyraźne. A zatem lepiej doświadczyć „Zmiany” jako człowiek, który jadł już chleb z tego dystopijnego pieca. Czy ta powieść jest równie intrygująca i wciągająca jak poprzednia? Niestety nie, choć są w niej tematy fascynujące i jednocześnie przerażające.

"Mad Max" – Aż kontroler parzy! - Recenzje gier

Gdy tworzysz coś na bazie popularnego filmowego uniwersum, to musisz sobie zdawać sprawę, że porywasz się z motyką na słońce. Deweleporzy powinni zapisać sobie to stwierdzenie pomiędzy linijkami kodu. A jednak biorą się do roboty – przelewają pomysły do cyfrowej rzeczywistości, kuszą fanów. Finał bywa różny. Raz lepszy (przykład polskiego „RoboCopa: Rogue City”), innym razem gorszy („Avatar: The Game”). W 2015 roku z warsztatu szwedzkiego Avalanche Studios wyjechał jednak tytuł, który mimo wad, wychodzi na prowadzenie w wyścigu o najlepszą grę na podstawie filmowego hitu. Mowa o „Mad Maxie” wydanym między innymi na konsolę PS4.

"Furiosa: Saga Mad Max" – Dziewczyna na pustynnej drodze zemsty - Recenzje filmów

„Pamiętasz mnie?”. Pytała tytułowa Furiosa już w zwiastunie. Pyta i w samym filmie. Ależ oczywiście, że Cię pamiętam. Gdy miałaś twarz dojrzalszej Charlize Theron. Kiedy z pomocą szalonego, małomównego Maxa realizowałaś swój plan w takim stylu, że szczęka opadała i piasek się do niej wsypywał. Okazało się jednak, że wcześniej też obrałaś podobny cel – jako dziecko porwana, skazana na tułaczkę z dziwnymi typami na jeszcze dziwniejszym pojazdach, myślałaś tylko o jednym – zemście! A więc prequel. A zatem spin-off z Anyą Taylor-Joy. Opowieść rozpisana na kilkanaście lat. Czy to się mogło udać? Czy o prawie 10 lat starszy George Miller powtórnie stworzył arcydzieło kina akcji w klimacie postapo?

"Reniferek" – „Zawse bendziemy razem” - Seriale

„On kłamie, oni też kłamią. Przedstawili to jako prawdziwą historię, podobnie jak on, ale tak nie jest. To rażąca nieprawda” – powiedziała stalkerka, będąca pierwowzorem postaci w serialu pt. „Reniferek”. Nie dziwią te słowa, wszak Netflix zgadza się na ubarwianie każdego scenariusza, by zwiększyć oglądalność. Ale czy to złe w tym przypadku? Niekoniecznie, bo Richardowi Gaddowi udało się w siedmiu krótkich odcinkach opowiedzieć o swoim życiu w sposób tak dramatyczny, dojrzały i kreatywny, że tę hiperbolę można mu wybaczyć.

Polecamy podobne artykuły

 -

"Wojownik" – Gangi San Francisco - Seriale

Czy są na sali jacyś fani kung-fu, a może ktoś z Was uprawia tę sztukę walki? Jeśli tak, to mam świetną wiadomość! Telewizja Cinemax pokazała niedawno swój najnowszy serial, w którym aż roi się od kopniaków. Bo „Wojownik” to – jak głosi legenda, a raczej hasło reklamowe (nie wiem, na ile prawdziwe) – produkcja oparta na zapiskach samego Bruce’a Lee! I to czuć – zarówno w wymiarze opowiadanej historii, jak i – czy przede wszystkim – nawiązań do stylu walki zmarłego tragicznie Smoka, mistrza w swoim fachu.

Teraz czytane artykuły

 -

Odwiedzin: 3916

Autor: aragorn136Seriale

Komentarze: 2

"Cobra Kai" – Nostalgia kopie aż miło! - Seriale

Czy w serialu nie będącym typowym sitcomem, a którego odcinki trwają po 20-30 minut da się opowiedzieć spójną, wciągającą historię? Oczywiście! Wystarczy tu wymienić chociażby: „The End of the F***ing World” czy „Fleabag”, a ostatnio wyprodukowane przez Sony Pictures Television dwa sezony „Cobra Kai”, które prosto z YouTube Premium trafiają na platformę Netflix. Nie jest to w pełni oryginalna opowieść jak wymienione wcześniej, ale uczucie nostalgii w niej silne jest młody padawanie!

Prehistoryczna potęga: Atlantyda - Niewiarygodne, niewyjaśnione

Na przestrzeni milionów lat Ziemia przechodziła przez okresu względnego spokoju, ale także wielkich, globalnych katastrof. Z tego też względu układ lądów na kuli ziemskiej oraz charakter wielu rejonów świata podlegał zmianom. Wyobraźmy sobie, że jeszcze 9 500 – 11 500 lat p.n.e. na Atlantyku istniała wyspa, gdzie rozwijało się wspaniałe państwo, a jego nazwa brzmiała: Atlantyda.

Teotihuacán – miasto stworzone przez „kosmitów”? - Niewiarygodne, niewyjaśnione

Kultury starożytnych ludów zamieszkujących dawniej naszą planetę od zawsze stanowią tajemnicę – w większym lub mniejszym stopniu. Jedną z największych zagadek świata stanowi miasto Teotihuacan. Bardzo prawdopodobnym jest, iż przy wznoszeniu tego ośrodka miejskiego ingerowali przybysze z kosmosu.

 -

Odwiedzin: 1699

Autor: adminZespoły i Artyści

Komentarze: 3

Slow(e)motion wypuszcza w świat debiutancki singiel pt. "Odbijam się"! - Zespoły i Artyści

Slow(e)motion to projekt z Gdańska i Lublina, który tworzy dwójka wieloletnich przyjaciół – producent Albert Zapalski i wokalistka Laura Śliwa. Wspólny entuzjazm z komponowania i gust muzyczny, przerodził się jeszcze w tym roku w zgrany duet. Ich celem jest przekucie emocji, przemyśleń i wartości w muzykę, dającą możliwość do chwili refleksji nad własnymi przeżyciami. Tego słuchacze doświadczą 4 czerwca. Wtedy zapoznają się z debiutanckim singlem, o jakże wymownym tytule – „Odbijam się”.

Oficjalna piosenka olimpiady w Londynie 2012 Pet Shop Boys - Muzyczne Style

Londyn 2012 – piosenka zwycięzców wykonana przez Pet Shop Boys – Winner na igrzyska olimpijskie w Londynie 2012 roku, czy Muse – Survival?

Nowości

 -

Odwiedzin: 85

Autor: adminKultura

Serce się raduje, gdy Altao album dla dzieci od Cioci Agi promuje! - Kultura

"CIOCIA AGA - Piosenki dla dzieci" to debiutancki album Cioci Agi, wyjątkowej artystki o wielkim sercu. To pełna pozytywnej energii i uśmiechu postać na polskiej scenie piosenek dla najmłodszych. Artystka jest autorką wszystkich tekstów, które śpiewa i w których porusza ważne, edukujące małych słuchaczy tematy. Jej pierwsze płyta ukaże się już 5 lipca 2024 roku, a my jako portal dla ludzi z pasją jesteśmy uradowani, że patronujemy i promujemy temu super projektowi!

Karina Opyrchał i jej "FILM" z udziałem Tomasza Luberta! - Muzyczne Style

Karina Opyrchał prezentuje najnowszy singiel „FILM”. Sama skomponowała do niego muzykę i napisała tekst. Do nagrania zaprosiła legendarnego polskiego muzyka: Tomasza Luberta, założyciela takich zespołów, jak: Virgin, Video czy Volver, autora wielu hitów, także dla dzieci. Tomasz nie tylko nagrał swoje gitarowe riffy w utworze Kariny, ale tez zgodził się wystąpić z nią w teledysku!

"Jakkolwiek" – energetyczny hymn dla niezłomnych od Gabriela Delgado i Zary Mailov - Muzyczne Style

Gabriel Delgado i Zara Mailov prezentują utwór na każdą porę roku. Artyści dedykują singiel wszystkim niepoprawnym marzycielom, którzy nie rozumieją, co to znaczy „nie da się” i wiedzą, że (“Jakkolwiek”) zawsze znajdzie się sposób.

"Nasze Oczy" Sebastiana Krupy jedną z piosenek na minialbumie! - Muzyczne Style

"Nasze Oczy" to tytuł zarówno EPki, jak i piosenki 24-letniego Sebastiana Krupy - autora muzyki i tekstów.

Ach te "Garbusy" i "Ogórki" – niemijająca pasja do starych i kultowych aut! - Ciekawostki motoryzacyjne

Maluchy, Syrenki, Polonezy i inne samochody, dzisiaj pachnące oparami retro, dawniej – w latach 90. – królowie i książęta szos. Czy całkiem zniknęły? O nie! Nadal można je spotkać, ale nie tyle na ulicach miast i miasteczek, co raczej na różnych zlotach dla miłośników motoryzacji. Do tej grupy należą też jakże popularne, jeszcze starsze, zabytkowe Garbusy i Ogórki. Co takiego mają w sobie te pojazdy, że ciągle są tak uwielbiane? Za odpowiedź na to pytanie wystarczą poniższe zdjęcia, z których bije magia starych aut marki Volkswagen. Ich wyjątkowość kryje się nie tylko w samym kształcie. One integrują pasjonatów – i tych najmłodszych, i najstarszych. Mają bowiem „duszę” i są traktowane niczym członkowie rodziny. O tym wiedzą np. uczestnicy zlotu odbywającego się nad Jeziorem Lubiechowskim na Kujawach.

"Bad Man". Nikt go nie zatrzyma, idzie dalej, oddziela przeszłość grubą kreską… - Zespoły i Artyści

Kim jest tytułowy „Bad Man”, o którym śpiewa w swoim najnowszym singlu Szymon Chodyniecki? Czy bohater owej piosenki ma wiele wspólnego z samym twórcą? I dlaczego to, co minęło, odciska na nim swoje piętno?

Artykuły z tej samej kategorii

 -

Odwiedzin: 1067

Autor: aragorn136Seriale

Komentarze: 1

"1670" – To jest mój chłop, mój serial i mój rok! - Seriale

Takiego serialu jeszcze nie było! W Polsce rzecz jasna. No bo wiecie – mieszanka to iście wybuchowa. Kostiumowe danie główne z satyrycznym mięchem, szczyptą ostrej przyprawy i żyd… żytem. A w tym kotle chłopów szlachcice gotują i tą chochlą w lewo i prawo, pod nosem wąsy poprawiając i się szczerze uśmiechając. Bo „1670” to czas, gdy Rzeczpospolita była terytorialną potęgą, a panowie na włościach musieli bardzo ciężko nie pracować, by godnie żyć.

 -

"Peaky Blinders: Sezon 5" – Tommy Shelby: żywioł silniejszy niż faszyzm - Seriale

Według zapewnień Stevena Knighta, twórcy serialu pt. „Peaky Blinders”, opowieści o pewnej – faktycznie żyjącej i działającej w latach 20. XX wieku, rodzinie z Birmingham; jego piąty, mający niedawno premierę, sezon ma być tym najlepszym. I czy tak jest? Nie. Ale jako kibic gangsterskiej drużyny Thomasa Shelby’ego, jestem na tyle usatysfakcjonowany tym, co dostałem, że postawię go na równi z pierwszym, drugim i czwartym.

 -

Odwiedzin: 9003

Autor: aragorn136Seriale

Komentarze: 1

Dexter Morgan – seryjny morderca, którego podziwiamy! - Seriale

Przeczytaliście tytuł i zastanawiacie się zapewne jak to możliwe, by kibicować komuś, kto z zimną krwią zabija innych? Wystarczy zrozumieć i poznać fenomen amerykańskiego serialu, który obiegł cały świat. Oryginalność, ciekawy scenariusz, nagłe zwroty akcji i On – Dexter!

 -

Odwiedzin: 5488

Autor: GieHaSeriale

Komentarze: 2

"The Frankenstein Chronicles" - "Czerwonogardły gil, zamknięty. W klatce, wściekłością niebios sięga" - Seriale

Serial „The Frankenstein Chronicles”, który zbierał dobre recenzje od czasu pojawienia się na antenie brytyjskiej telewizji (ITV Encore) w 2015 roku, dał się poznać kilka miesięcy temu szerszej publiczności za sprawą (jakżeby inaczej) dystrybucji poprzez platformę Netflix. Czy odświeżona i reklamowana twarzą Seana Beana historia o rzuceniu wyzwania Bogu, mając za oręż nieugiętą wiarę w naukę, jest rzeczywiście tak dobra jak na Wyspach się uważa?

 -

Odwiedzin: 278

Autor: aragorn136Seriale

Komentarze: 1

"Szōgun" – Toranaga sama, co skrywasz w swoich oczach? - Seriale

Bezlistna gałąź na wietrze. Niezbadane ścieżki przede mną. Ostrze śmierci tak blisko. Takimi oto słowami, a raczej haiku można by określić „przygodę”, jaką jest seans nowej adaptacji „Szoguna” Jamesa Clavella. Bo to serial „otulający” barwami i zapachami kwitnącej wiśni, a jednocześnie przerażający dla zachodniego widza ze względu na brutalne obyczaje i rytuały. Gdzie bardziej od widowiskowości liczy się to, co siedzi w głowach lordów. Japonia przełomu XVI i XVII wieku chyba nigdy nie była tak ukazana na małym ekranie, choć przecież jeden „Szogun” już do nas zawitał dekady temu. Ale czy nowsza wersja faktycznie wygrywa, będąc dziełem wybitnym na każdym poziomie?

Pliki cookie pomagają nam technicznie prowadzić portal Altao.pl. Korzystając z portalu, zgadzasz się na użycie plików cookie. Pliki cookie są wykorzystywane tylko do działań techniczno-administracyjnych i nie przekazują danych osobowych oraz informacji z tej strony osobom trzecim. Wszystkie artykuły wraz ze zdjęciami i materiałami dostępnymi na portalu są własnością użytkowników. Administrator i właściciel portalu nie ponosi odpowiedzialności za tresci prezentowane przez autorów artykułów. Dodając artykuł, zgadzasz się z regulaminem portalu oraz ponosisz odpowiedzialność za wszystkie materiały umieszczone przez Ciebie na stronie altao.pl. Szczegóły dostępne w regulaminie portalu.

© 2024 altao.pl. Wszystkie prawa zastrzeżone.
0.973

Akceptuję pliki cookies
W ramach naszego portalu stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym momencie zmiany ustawień dotyczących cookies. Jednocześnie informujemy, iż warunkiem koniecznym do prawidłowej pracy portalu Altao.pl jest włączenie obsługi plików cookies.

Rozumiem i akceptuję