O nasChronologiaArtykułyWspółautorzyPocztaZałóż bloga
 -

"Cobra Kai" – Nostalgia kopie aż miło! - Seriale

Czy w serialu nie będącym typowym sitcomem, a którego odcinki trwają po 20-30 minut da się opowiedzieć spójną, wciągającą historię? Oczywiście! Wystarczy tu wymienić chociażby: „The End of the F***ing World” czy „Fleabag”, a ostatnio wyprodukowane przez Sony Pictures Television dwa sezony „Cobra Kai”, które prosto z YouTube Premium trafiają na platformę Netflix. Nie jest to w pełni oryginalna opowieść jak wymienione wcześniej, ale uczucie nostalgii w niej silne jest młody padawanie!

Wstęp
Treść artykułu
Galeria zdjęć
Opinie
Polecane artykuły
aragorn136 (15534 pkt)Strona WWW Autora
Ilość odwiedzin:
2 837
Czas czytania:
3 544 min.
Kategoria:
Seriale
Autor:
aragorn136 (15534 pkt)
Dodano:
814 dni temu

Data dodania:
2020-09-16 19:28:25

Jeszcze nigdy żaden tytuł nie wywołał u mnie takiej tęsknoty za latami 80. Takiego uśmiechu i przeistoczenia się w mentalnego dzieciaka, jak podczas seansu „Partnerów” (Ernie, mój idol). Nic dziwnego. „Cobra Kai” to pomyślana jako serial internetowy kontynuacja kultowego filmu, a raczej serii filmów z tamtego okresu. Mała podpowiedź – karate. Jeszcze nie zgadliście? Sensei będzie zawiedziony…

 

Rok 1984. Na ekrany amerykańskich kich wchodzi familijne dzieło dla całej rodziny. Nie „Kevin sam w domu”, ten będzie walczył z włamywaczami później. Mowa o „Karate Kid” w reżyserii Johna G. Avildsena („Rocky”) i na podstawie scenariusza Roberta Marka Kamena („Uprowadzona”, „Piąty Element”, „Transporter”). Okej. Ja nastoletni „nie katowałem” tego filmu na VHS-tak, jak „Willowa”, ale nawet po upływie kilku dekad, spokojnie ocenię na 7/10. Ta lżejsza wersja „Krwawego sportu” czy „Kickboxera”, lecz mroczniejsza niż „Trzech małolatów ninja”, zasługuje na wieczną chwałę, mimo fabularnych skrótów i hollywoodzkich zagrań. Dlaczego? Bo to nadal – jak słusznie zauważył pewien krytyk – ekscytująca i jednocześnie przyjemnie rozgrzewająca serce opowieść o wspaniałej przyjaźni. Kolejne części niestety są scenariuszowo słabsze. Jednak najważniejsza, że pierwsza okazała się wówczas jednym z najlepszych filmów roku.

 

Kadr z serialu "Cobra Kai" (źródło: materiały prasowe)

 

„Cobra Kai” może mierzyć się tylko z nią. Resztę tytułów ze serii (łącznie z remakiem z Jadenem Smithem i Jackie Chanem) zjada na śniadanie. Co więcej, serialowi udaje się to, co nie wyszło np. kinowemu „Terminatorowi: Mroczne przeznaczenie”. Ożywia, podobnie jak „Creed”, lubianą i dobrze przyjętą przez widzów markę, znajdując „złoty środek” – starzy fani mogą przybić piątkę nowym. Sentyment zderza się z opanowaną przez media społecznościowe współczesnością. O taki powrót „walczyłem!”. Duch oryginału unosi się w powietrzu i patrzy zadowolony.

 

Tu niemal wszystko zagrało, jak należy. Ale nie byłoby to możliwe, gdyby nie trójka showrunnerów: Josh Heald („Jutro będzie futro”), Jon Hurwitz („Harold i Kumar uciekają z Guantanamo”) i Hayden Schlossberg. Panowie, znani wcześniej ze zrobienia raczej mało wybitnych komedii, w 2018 roku pokazali, że są fanami „Karate Kid” przez duże F. Dzięki nim w serialowym sequelu humor idzie pod rękę z dramaturgią chwili, a przywiązanie do tradycji z problemami dorastających nastolatków. Jeszcze bardziej o sukcesie „Cobra Kai” (trzeci sezon w drodze na mały ekran) zaważyło to, że Ralph Macchio i William Zabka nie „zdziadzieli”. Że jeszcze się im chciało. „Zaszufladkowani”, bez udanej kariery, powracają do ikonicznych ról wiarygodnie. Co tu dużo pisać, są świetni! Obydwaj po pięćdziesiątce, ale z energią faceta, który właśnie skończył kierunek AWF na wyższej uczelni. William to zresztą prywatnie zapaśnik, który zna też sztuki walki. Ciekawostką jest również to, że Zabka (dziwne brzmiące nazwisko ze względu na czeskie pochodzenie) wygląda na starszego, a tak naprawdę jest młodszy o 4 lata od kolegi z planu. Ralph jak Leonardo DiCaprio – starzeje się, jednak chłopięcy urok nie zanika.

 

Kadr z serialu "Cobra Kai" (źródło: materiały prasowe)

 

Widzom, którzy „ejtisy” pamiętają tylko z telewizji, ale nie widzieli „Karate Kid”, polecam jednak nadrobienie tej produkcji, zanim „zapiszą” się do Cobra Kai. Wtedy można wyłapać więcej „smaczków”. I głębiej „wejść w skórę” Daniela LaRusso i Johnn’ego Lawrence’a, których losy potoczyły się zupełnie inaczej. Ten pierwszy po ponad 36 latach karate odłożył na bok. Teraz jest kochanym ojcem i mężem. Mało tego, jest też bogatym biznesmenem, właścicielem dobrze prosperującej sieci salonów samochodowych. Lecz nie zapomina o dawnym mistrzu i przyjacielu: panu Miyagim (którego w „Karate Kid” kreował nominowany do Oscara, nieżyjący Pat Morita). W specjalnym pokoju trzyma pamiątki po nim, łącznie z medalem za zasługi wojenne. A Johnny pije. Dorabia jako człowiek od montowania telewizorów na ścianie. Później znowu pije (alkohol kupuję na miejscu, nie zna sklepów internetowych). W głowie prześladują go obrazy z przeszłości: surowy ojciec, brutalny sensei John; Daniel, z którym przegrał w turnieju karate oraz obecne kłopoty: była żona i syn, który go nienawidzi. Będąc w takim stanie, może stoczyć się na samo dno. Na szczęście młody sąsiad – Miguel Diaz (Xolo Maridueña) sprawi, że Lawrence poczuje chęć do życia – otworzy szkołę karate!

 

Kadr z serialu "Cobra Kai" (źródło: materiały prasowe)

 

Kadr z serialu "Cobra Kai" (źródło: materiały prasowe)

 

Najpierw w swoim dojo wytrenuje prześladowanego w szkole Ekwadorczyka. Miguel wreszcie będzie lubiany i nie da sobą pomiatać (ksywa „sral” nie jest fajna). Johnny też będzie jak nowo narodzony. Do czasu aż nadepnie na odcisk Danielowi. Albo na odwrót, Daniel jemu. Tak czy siak, hasło „Atakuj najpierw, Atakuj mocno, Bez litości!” nabierze powtórnego znaczenia. Wieloletni spór nie pozwoli im na „spokojne” życie. Czy taki konflikt da się załagodzić? Pierwszy sezon skupia się na tej kwestii, a także przekonująco przedstawia wzloty i upadki szkolnych nerdów i mięśniaków. I te „miliony” nawiązań do „Karate Kid”. Momentami czuć jednak dysonans, które jeszcze mocniej przeszkadza w kolejnym sezonie – z jednej strony bywa dość brutalnie jak na serial dla młodzieży, z drugiej absurdalnie. Np. nie czuć, że pomiędzy odcinkami upływają tygodnie, więc ma się wrażenie, że tylko kilka dni potrzebuje nerd z zajęczą wargą – Moskowitz, by zamienić się w wojownika. Fajnie natomiast, że poza nauką karate, dzieciaki nauczą się też tolerancji i przeciwstawiania się hejtowi w internecie, ale mam wrażenie, że momentami twórcy sami naśmiewają się z drobnych słabeuszy (Demetri) czy pulchnych młodych ludzi (patrz: syn Daniela).

 

10 odcinków pierwszego sezonu mija szybko. A finałowy – palce lizać. To piękny hołd dla Pata Mority i potężny cliffhanger. W drugim fabuła idzie już w kierunku teen drama. Sportowa rywalizacja jest mniej wyczuwalna, mimo bardziej dopracowanej choreografii walk – nie wiem, kto był operatorem kamery ani kto czuwał nad kopniakami z półobrotu, ale ostatnie sceny to mastershot w najlepszym odsłonie. Siniaki zauważalne. To plus – nawet w „Mortal Kombat” ich nie było. Tylko ta fabuła tak naciągana czasem, że zgrzytam zębami. Gdzie konsekwencje, pytam się, gdzie reakcja szkolnych pedagogów i dyrektora. Hmm… Ale nadal zarówno starsi, jak i młodsi aktorzy spisują się na medal. LaRusso swoim Miyagi-Do Karate doprowadza Johnny’ego do szewskiej pasji. Nie tym, że ćwiczy tam z córką Samanthą (Mary Mouser), ale tym, że uczy Robby’ego (sympatyczny jak Jonathan Brandis, choć zdaniem niektórych, trochę drewniany – Tanner Buchanan). Dlaczego? Zobaczycie sami!

 

Kadr z serialu "Cobra Kai" (źródło: materiały prasowe)

 

Kadr z serialu "Cobra Kai" (źródło: materiały prasowe)

 

Summa summarum jest bardzo dobrze. „Cobra Kai” to udana przejażdżka do lat 80., stawiająca znane postacie w nowym świetle. Prosta to opowieść, potykająca się parę razy o „głupawe” rozwiązania fabularne. Jednak umiejętna reżyseria i klimatyczna muzyka (nie tylko rockowe hity) skomponowana przez duet: Leo Birenberg & Zach Robinson oraz przede wszystkim Zabka i Macchio sprawiają, że nie sposób nie pokochać tego serialu

 

Uwaga! Spoiler! W drugim sezonie powraca

Uwaga, w tym miejscu znajduje się ukryta treść nawiązująca do fabuły utworu, zdradzająca jej wątki lub informację niepożądaną o szczegółach zakończenia utworu tzw. SPOILER. Jeźeli chcesz przeczytać informacje zawarte w spoilerze, które ujawniają interesujące dane o fabule filmu, książki itp. kliknij na klawisz poniżej.

Wyświetl treść spoilera
Martin Kove jako John Kreese. Czy tylko ja uważam, że wypada zbyt karykaturalnie? 

 

Ocena: 8/10 (za obydwa sezony, mimo że drugi nieco odstaje scenariuszowo)

 

źródło: YouTube.com (Standardowa licencja)

 

Trailer oryginalnego „Karate Kid”:

 

 

źródło: YouTube.com (Standardowa licencja)

 

Świetnie kompozycje w duchu dawnego „Karate Kid”:

 

źródło: YouTube.com (Standardowa licencja)

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą Altao.pl. Kup licencję

Mogą Cię zainteresować odpowiedzi na te pytania lub zagadnienia:




Galeria zdjęć - "Cobra Kai" – Nostalgia kopie aż miło!

Temat / Nick / URL:

Treść komentarza:

0 (0)

MistrzKarate
807 dni temu

Ciekawy zabieg jest taki, że z Daniela zrobiono antagonistę, a Johnny jest tym bardziej pozytywnym facetem.
Dodaj opinię do tego komentarza

0 (0)

Filmowy33
814 dni temu

Zgadzam się. Super serial!
Dodaj opinię do tego komentarza

Więcej artykułów od autora aragorn136

 -

Odwiedzin: 145

Autor: aragorn136Seriale

Komentarze: 1

"Wednesday" – Jestem mroczna, jestem fajna! - Seriale

Chwytliwą melodię z charakterystycznym pstrykaniem palcami rozpozna chyba każdy. Mam na myśli motyw przewodni skomponowany przez Vica Mizzy’ego do serialu z lat 60. XX wieku o ekscentrycznej, przerażającej, acz zabawnej rodzinie. Ten utwór, obok specyficznej, upiornej atmosfery i wiszących na ścianach narzędziach tortur oraz skór martwych zwierząt, był jednym z elementów, który zadecydował o powszechnym uwielbieniu Addamsów. W serialu Netflixa – „Wednesday” nie ma tej melodii. Nie ma też aż tak wyrazistego czarnego, krwistego humoru, jak w filmach Barry’ego Sonnenfelda. A jednak mimo to produkcja szybko pobiła rekord w kategorii „popularność przeliczana na liczbę widzów” ejtisowe „Stranger Things”. Dlaczego? Już Rączka wie, dlaczego…

 -

"Kroniki Conectora: Geneza" – O Wielki Demonie! - Recenzje książek

Jego prawdziwe imię i nazwisko oraz data urodzenia? Ściśle tajne. Ważne, że jest znany wśród niektórych jako Conector – nieustraszony podróżnik z Linii 49, który od niemal 400 lat odkrywa tajemnice wszechświata. Przybiera formę astralną, stając się bezpośrednim świadkiem wydarzeń w północno-zachodniej gałęzi swojego multiwersum. Ale wreszcie musi nieco odpocząć. Otwiera zatem dziennik, aby spisać wszystkie momenty większe niż życie, większe niż potęga gór… A ja to czytam i otwieram szeroko oczy! To żadna kosmiczna nuda, mimo że taki tytuł ma pierwszy rozdział. Jednak, aby przyswoić owe wizje, należy zawiesić niewiarę wysoko. Tylko wtedy przebrnie się przez prehistoryczne, gorące afrykańskie stepy; zimne pustkowia Antarktydy oraz przez inne metafizyczne miejsca, opisane w „Kronikach Conectora”.

 -

Odwiedzin: 181

Autor: aragorn136Seriale

Komentarze: 1

"1899" – Choroba morska zagwarantowana - Seriale

Pisać długą, zawiłą, filozoficzną recenzję czy stworzyć krótszy tekst do połknięcia w pigułce. Oto narodziło się pytanie w głowie po seansie (niemalże spirytystycznym) serialu „1899”. Reklamowany jako skrzyżowanie horroru z dramatem historycznym dawał duże nadzieje na coś ponadprzeciętnego, a wyszło niestety przeciętnie, choć są tu sceny przyprawiające o gęsią skórkę i powodującą opad szczeny. Ale nie, to nie to samo, co niemieckie „Dark” od tych samych twórców. Lepiej zatem zapomnieć o recenzji na tysiące słów (taką warto poświęcić „Pierścieniom Władzy”), a skupić się na ogólnych wadach i kilku zaletach.

 -

Odwiedzin: 190

Autor: aragorn136Seriale

Komentarze: 1

"Cyberpunk: Edgerunners" – Ostrożnie z tymi implantami chłopaku! - Seriale

Seriale animowane odrodziły się w chwale. Do tego stopnia, że śmiało mogą konkurować z wysokobudżetowymi filmami, a nawet przewyższać je pod pewnymi względami. Wiadomo przecież, że twórcy mają szansę na większą swobodę i kreatywność, kiedy przelewają własną wyobraźnię najpierw na papier, a następnie na mały ekran. Dzięki temu powstał chociażby „Niezwyciężony” – komiksowa w duchu opowieść o nastolatku odkrywającym potężne moce oraz „Arcane” – jedna z lepszych growych adaptacji. Do tej dwójki dołącza „Cyberpunk: Edgerunners”, a więc polsko-japońskie anime bardzo powiązane z grą studia CD Projekt RED. Nie jest może aż tak udane jak tamte dzieła, ale w oddzielnej kategorii na Nettlixie zalicza się do najsmaczniejszych kąsków. Wyróżnia go brutalność i szaleństwo oraz ważny, choć znany od lat, morał.

 -

"The Return" Palais Noire – Pełen relaks, pełne zanurzenie - Recenzje płyt

Sławek Semeniuk zabrał mnie jakiś czas temu na wycieczkę na Księżyc statkiem w kształcie saksofonu, by tam dać instrumentalny koncert w futurystycznym jazzowym klubie, gdzieś obok najgłębszego krateru. A teraz wręcza złoty bilet na jedną z rajskich plaż. Popijam więc drinka, siedzę na leżaku, czuję ciepły piasek pod nogami i widzę, jak tajemniczy, szczelnie ubrany nurek, wyławia z dna oceanu skarb – połączenie muzyki improwizowanej z teksturami elektronicznymi i rytmami takich gatunków, jak chociażby house i lounge. Słyszę też m.in. głos Patrycji Zarychty, która sprawia, że pobyt w Palais Noire jest niezapomnianym doświadczeniem.

Polecamy podobne artykuły

 -

"Wojownik" – Gangi San Francisco - Seriale

Czy są na sali jacyś fani kung-fu, a może ktoś z Was uprawia tę sztukę walki? Jeśli tak, to mam świetną wiadomość! Telewizja Cinemax pokazała niedawno swój najnowszy serial, w którym aż roi się od kopniaków. Bo „Wojownik” to – jak głosi legenda, a raczej hasło reklamowe (nie wiem, na ile prawdziwe) – produkcja oparta na zapiskach samego Bruce’a Lee! I to czuć – zarówno w wymiarze opowiadanej historii, jak i – czy przede wszystkim – nawiązań do stylu walki zmarłego tragicznie Smoka, mistrza w swoim fachu.

Teraz czytane artykuły

 -

Odwiedzin: 2837

Autor: aragorn136Seriale

Komentarze: 2

"Cobra Kai" – Nostalgia kopie aż miło! - Seriale

Czy w serialu nie będącym typowym sitcomem, a którego odcinki trwają po 20-30 minut da się opowiedzieć spójną, wciągającą historię? Oczywiście! Wystarczy tu wymienić chociażby: „The End of the F***ing World” czy „Fleabag”, a ostatnio wyprodukowane przez Sony Pictures Television dwa sezony „Cobra Kai”, które prosto z YouTube Premium trafiają na platformę Netflix. Nie jest to w pełni oryginalna opowieść jak wymienione wcześniej, ale uczucie nostalgii w niej silne jest młody padawanie!

 -

Odwiedzin: 1951

Autor: pjKultura

Fryderyki 2016 przyznane! - Kultura

Za nami już 22. gala rozdania prestiżowych polskich nagród świata muzyki. Tym razem największe powody do radości miał Zbigniew Wodecki. Nie dość, że to jego album nagrany wspólnie z Mitch & Mitch Orchestra and Choir wybrano najlepszym albumem roku w kategorii pop, to jeszcze nagrodzono zaśpiewaną przez niego piosenkę pt. „Rzuć to wszystko, co złe”. W artykule znajdziecie krótkie streszczenie uroczystości oraz listę reszty zwycięzców.

 -

"Rango" – Kameleone nadal w formie - Recenzje filmów

Pamiętam, jak spotkałem się z koleżanką na początku marca 2011 roku. Zastanawialiśmy się, co tu robić, gdzie iść? Do wyboru mieliśmy wtedy dwa miejsca: pizzerię albo kino. Drugie rozwiązanie okazało się lepsze. Udaliśmy się bowiem na seans pewnej bajki. Nie była to jednak ani kolejna produkcja Disneya, ani Pixara, tylko propozycja od studia Nickelodeon Movies pt. „Rango”. Opowieść o pokracznym i sympatycznym kameleonie podbiła wówczas nasze serca. Właśnie minęło dziesięć lat od premiery tej przygodowej animacji. Czy nadal zachwyca w takim samym stopniu?

 -

"Sanctity of Space", czyli Sanktuarium ludzkiej siły - Wolny czas, przygoda

Czymże jest świętość? Kiedyś dostałem bardzo ciekawy list na ten temat. Oczywiście recenzuję film, a ja już wyjeżdżam z jakąś prywatą. Trudno, posłuchacie też o mojej korespondencji – w razie czego można przescrollować niżej. Wyczytałem w jednym z tych akapitów, że świętość można najlepiej odczuć podczas pieszych wycieczek po górach. Sam niestety nie miałem przyjemności odbyć takich za dużo, ale wszystko przede mną. Jednak rozumiem tę perspektywę, ponieważ najpiękniejszą muzyką dla mnie jest cisza. A wiatr jest wyjątkową metaforą. Uwielbiam jego szum...

 -

Odwiedzin: 2955

Autor: adminIntrygujące

Komentarze: 2

Hot 16 Challenge 2, czyli 16 wersów w 72 godziny! - Intrygujące

YouTube to serwis, w którym coraz częściej można natknąć się na filmiki z hasztagiem challenge. Ich autorzy podejmują się przeróżnych wyzwań i nominują kolejne osoby, aby one również wykonały to samo zadanie. Pamiętacie zapewne słynny Ice Bucket? Ostatnio pojawił się nowy hit internetu i nie mamy tu na myśli świetnego projektu Adama Sztaby (orkiestra online: „Co mi panie dasz”). Początkowo dość tajemniczy, ale od kilku dni już wszyscy wiedzą, o co chodzi. Hot 16 Challenge 2 dotyczy nie tylko polskich artystów i polega…

Nowości

 -

Odwiedzin: 145

Autor: aragorn136Seriale

Komentarze: 1

"Wednesday" – Jestem mroczna, jestem fajna! - Seriale

Chwytliwą melodię z charakterystycznym pstrykaniem palcami rozpozna chyba każdy. Mam na myśli motyw przewodni skomponowany przez Vica Mizzy’ego do serialu z lat 60. XX wieku o ekscentrycznej, przerażającej, acz zabawnej rodzinie. Ten utwór, obok specyficznej, upiornej atmosfery i wiszących na ścianach narzędziach tortur oraz skór martwych zwierząt, był jednym z elementów, który zadecydował o powszechnym uwielbieniu Addamsów. W serialu Netflixa – „Wednesday” nie ma tej melodii. Nie ma też aż tak wyrazistego czarnego, krwistego humoru, jak w filmach Barry’ego Sonnenfelda. A jednak mimo to produkcja szybko pobiła rekord w kategorii „popularność przeliczana na liczbę widzów” ejtisowe „Stranger Things”. Dlaczego? Już Rączka wie, dlaczego…

 -

Odwiedzin: 62

Autor: adminKultura

Zapraszamy na jubileuszowy koncert Agnieszki Chrzanowskiej! - Kultura

10 grudnia o godzinie 19.00 na scenie Kalinowego Serca w Warszawie (przy ul. Zygmunta Krasińskiego 25) odbędzie się koncert pod nazwą „Bez Ciebie ja, to nie ja”. Dlaczego warto się tam znaleźć? Odpowiedź brzmi: bo wystąpi Artystka świętująca 25 lat swojej muzycznej drogi. To Agnieszka Chrzanowska, absolwentka Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej im. Ludwika Solskiego w Krakowie, która piosenkami aktorskimi czaruje jak najlepsza wróżka i zachęca do ważnej refleksji nad życiem.

 -

A.S.A. jest w "7. Niebie". Jej "Wspomnienia" zostaną z nami na zawsze! - Zespoły i Artyści

6 grudnia, wieczór. Mikołaj przyniósł upominki ludziom, ale tylko tym, którzy byli grzeczni. Anna Sokołowska-Alabrudzińska podarowała za to swój prezent wszystkim słuchaczom, bez względu, jak zachowywali się w ciągu całego roku. Już wcześniej zabrała ich do „7. Nieba”, ale to był dopiero przedsmak tego, co ich czeka. Piękne „Wspomnienia”, czyli album, gdzie A.S.A. chce być uśmiechem, łzami, oddechem na szybie i drogą pod stopami.

 -

"Kroniki Conectora: Geneza" – O Wielki Demonie! - Recenzje książek

Jego prawdziwe imię i nazwisko oraz data urodzenia? Ściśle tajne. Ważne, że jest znany wśród niektórych jako Conector – nieustraszony podróżnik z Linii 49, który od niemal 400 lat odkrywa tajemnice wszechświata. Przybiera formę astralną, stając się bezpośrednim świadkiem wydarzeń w północno-zachodniej gałęzi swojego multiwersum. Ale wreszcie musi nieco odpocząć. Otwiera zatem dziennik, aby spisać wszystkie momenty większe niż życie, większe niż potęga gór… A ja to czytam i otwieram szeroko oczy! To żadna kosmiczna nuda, mimo że taki tytuł ma pierwszy rozdział. Jednak, aby przyswoić owe wizje, należy zawiesić niewiarę wysoko. Tylko wtedy przebrnie się przez prehistoryczne, gorące afrykańskie stepy; zimne pustkowia Antarktydy oraz przez inne metafizyczne miejsca, opisane w „Kronikach Conectora”.

 -

"Psia Mać"! Miłość – więcej grzechów nie pamiętam… - Muzyczne Style

To się dopiero nazywa powrót po sześciu latach ciszy! Wydana na początku grudnia płyta „Psia Mać” jest bowiem bezsprzecznie najdojrzalszym albumem Dominiki Barabas, niezwykłej artystki wywodzącej się nurtu piosenki literackiej. Zarówno pod względem brzmieniowym, jak i tekstowym. Spójny, dopieszczony muzycznie w najdrobniejszym szczególe i całkowicie nieprzewidywalny. Nie wierzycie? Przesłuchajcie w streamie, a najlepiej go kupcie, to wtedy przyznacie nam rację.

 -

Anna Malek: Uwierzyła w szaloną miłość i "Zwariowała"! - Zespoły i Artyści

1 grudnia ukazał się nowy singiel Anny Malek, która dotarła m.in. do finału programu Voice Of Poland 11, a także z zespołem Soul City do półfinału X Factor. Porywa on refrenem, do którego pasują ciekawe zwrotki. Jest także teledysk, a sam utwór świetnie rokuje radiowo. Polecamy! Można „Zwariować” razem z Anną i uwierzyć, że szalona miłość jest możliwa.

Artykuły z tej samej kategorii

 -

"Peaky Blinders: Sezon 5" – Tommy Shelby: żywioł silniejszy niż faszyzm - Seriale

Według zapewnień Stevena Knighta, twórcy serialu pt. „Peaky Blinders”, opowieści o pewnej – faktycznie żyjącej i działającej w latach 20. XX wieku, rodzinie z Birmingham; jego piąty, mający niedawno premierę, sezon ma być tym najlepszym. I czy tak jest? Nie. Ale jako kibic gangsterskiej drużyny Thomasa Shelby’ego, jestem na tyle usatysfakcjonowany tym, co dostałem, że postawię go na równi z pierwszym, drugim i czwartym.

 -

Odwiedzin: 505

Autor: GieHaSeriale

"Peacemaker" – "It’s the franchise, boy, I'm shining now" - Seriale

Być może mój głos znajduje się w mniejszości, wszak uważam, że zdecydowanie bardziej faworyzowany przez krytyków ubiegłoroczny „The Suicide Squad” Jamesa Gunna cierpiał na zasadniczo ten sam problem co „Legion Samobójców” zaproponowany niegdyś przez Davida Ayera, czyli formalną nielogiczność. Zarówno w pierwszym, jak i w drugim przypadku mamy finalnie do czynienia z nadprzyrodzonym zagrożeniem o gigantycznej skali, więc jakim cudem lekiem na takie kabały ma być świruska z kijem baseballowym, gość z zestawem linek wspinaczkowych czy człowiek o wyglądzie łasicy – zamiast, no nie wiem, boga z odległej planety strzelającego laserami z oczu i rozwijającego w powietrzu prędkość czterech machów albo multimiliardera z technologią wyprzedzającą o dekady wszelki znany militarny know-how i tłukącego do nieprzytomności przestępców w pancerzu ze spiczastymi uszami?

 -

Odwiedzin: 8334

Autor: aragorn136Seriale

Komentarze: 1

Dexter Morgan – seryjny morderca, którego podziwiamy! - Seriale

Przeczytaliście tytuł i zastanawiacie się zapewne jak to możliwe, by kibicować komuś, kto z zimną krwią zabija innych? Wystarczy zrozumieć i poznać fenomen amerykańskiego serialu, który obiegł cały świat. Oryginalność, ciekawy scenariusz, nagłe zwroty akcji i On – Dexter!

 -

Odwiedzin: 3181

Autor: aragorn136Seriale

Komentarze: 3

"Król" – 8 na 10 syneczku, a jak! - Seriale

„Zachwyca”, „Najlepszy serial 2020 roku” – takie między innymi nagłówki pojawiły się w internecie na początku listopada. I – o dziwo – dotyczyły polskiej produkcji. Mowa o adaptacji bestsellerowej powieści Twardocha sprzed kilku lat, która rozeszła się w nakładzie ponad 100 tys. egzemplarzy. Czy „Król” faktycznie jest na na tyle królewski, że nie pozostaje nic, jak uścisnąć dłoń Janowi P. Matuszyńskiemu? Na to pytanie postanowiłem opowiedzieć dopiero po premierze finałowego odcinka, bowiem nie ma co oceniać dania tylko po talerzu, na którym jest podany. Trzeba zjeść wszystko, a na koniec popić piwem, porządnie beknąć i podziękować.

 -

Odwiedzin: 145

Autor: aragorn136Seriale

Komentarze: 1

"Wednesday" – Jestem mroczna, jestem fajna! - Seriale

Chwytliwą melodię z charakterystycznym pstrykaniem palcami rozpozna chyba każdy. Mam na myśli motyw przewodni skomponowany przez Vica Mizzy’ego do serialu z lat 60. XX wieku o ekscentrycznej, przerażającej, acz zabawnej rodzinie. Ten utwór, obok specyficznej, upiornej atmosfery i wiszących na ścianach narzędziach tortur oraz skór martwych zwierząt, był jednym z elementów, który zadecydował o powszechnym uwielbieniu Addamsów. W serialu Netflixa – „Wednesday” nie ma tej melodii. Nie ma też aż tak wyrazistego czarnego, krwistego humoru, jak w filmach Barry’ego Sonnenfelda. A jednak mimo to produkcja szybko pobiła rekord w kategorii „popularność przeliczana na liczbę widzów” ejtisowe „Stranger Things”. Dlaczego? Już Rączka wie, dlaczego…

Pliki cookie pomagają nam technicznie prowadzić portal Altao.pl. Korzystając z portalu, zgadzasz się na użycie plików cookie. Pliki cookie są wykorzystywane tylko do działań techniczno-administracyjnych i nie przekazują danych osobowych oraz informacji z tej strony osobom trzecim. Wszystkie artykuły wraz ze zdjęciami i materiałami dostępnymi na portalu są własnością użytkowników. Administrator i właściciel portalu nie ponosi odpowiedzialności za tresci prezentowane przez autorów artykułów. Dodając artykuł, zgadzasz się z regulaminem portalu oraz ponosisz odpowiedzialność za wszystkie materiały umieszczone przez Ciebie na stronie altao.pl. Szczegóły dostępne w regulaminie portalu.

© 2022 altao.pl. Wszystkie prawa zastrzeżone.
0.835

Akceptuję pliki cookies
W ramach naszego portalu stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym momencie zmiany ustawień dotyczących cookies. Jednocześnie informujemy, iż warunkiem koniecznym do prawidłowej pracy portalu Altao.pl jest włączenie obsługi plików cookies.

Rozumiem i akceptuję