***
Ludzie się bali. Chcieli uciekać, ale nie wiedzieli gdzie. Nie mieli dokąd. Z resztą, gdyby tylko spróbowali zrobić coś co nie spodobałoby się najeźdźcą mogliby być pewni swojej zguby. Spędzeni na placyk mogli jedynie stać się biernymi obserwatorami przyszłych wydarzeń.
Kobieta w czerni zsiadła z konia. Była to jedyna z nich, która do tej pory trzymała się w siodle. Starszy wioski, który wysunął się na przód tłumu wiele razy zmuszony był z nią rozmawiać, jednak za każdym razem przypominało to stąpanie po zamarzniętym jeziorze.
- Dlaczego ukryliście zapasy? - spytała, kierując swoje spojrzenie w jego kierunku. Starzec pokręcił jedynie głową.
- Nic nie ukrywamy – odpowiedział, rozglądając się po ludziach. Byli otoczeni, bali się, ale nikomu nie wydarzyła się krzywda. Jeszcze. Kobieta w czerni podeszła do niego.
Nie była wyższa od niego, jednak nagle poczuł jakby się skurczył. Odziana była w czarny płaszcz i luźne, szerokie spodnie. Twarz skrywała za chustą. Kiedy ich twarze się spotkały, jej wzrok przewiercił się przez umysł mężczyzny. Była wiedźmą. Wiedział to i wszyscy to wiedzieli. To właśnie sprawiało, że nikt nie patrzył jej w oczy.
- Przecież mamy umowę.
- Naprawdę nic więcej nie mamy. Pola… rok był nieurodzajny, a my musimy mieć na zasiew i wykarmienie dzieci.
- Może więc powinnam przetrzebić tą waszą gromadkę – wiedźma rozejrzała się po najmłodszych. Dzieci nie do końca zdawały sobie sprawę z tego co się działo, jednak instynktownie lgnęły usilniej do swoich matek.
- Nie możesz… - zająknął się starzec, kiedy płomienne oczy znów zwróciły się w jego stronę. Szybko dotarło do niego, że czarownicy nie spodobał się ton jego głosu. Nie mógł pozwolić, by jego wsi coś się stało, żadnemu jej mieszkańcowi. Był za nich odpowiedzialny, jako starszy wsi. Nie chciał, nie mógł pozwolić sobie na prowokowanie wiedźmy. Ta parsknęła lekceważąco.
- Przecież wiesz, co będę musiała teraz zrobić.
Nie widział tego, ale był pewien, że usta kobiety wykrzywiły się w złośliwym grymasie. Nagle, nie wiadomo skąd, w rękach kobiety pojawiła się czarna włócznia. Zamachnęła się. Ktoś krzyknął. Starzec zacisnął powieki. Grot przeszył powietrze. Potem zapadła głucha cisza.
Starzec otworzył oczy. Grot włóczni zatrzymał się tuż przed jego okiem. Oczy wiedźmy rozszerzyły się. Ona również tego nie rozumiała. Kilku ludzi skierowało spojrzenia na coś znajdującego się z boku. Powoli starzec i kobieta również to zrobili. Wtedy oczom czarownicy ukazał się mężczyzna w szarej szacie. Stał dumny, wyprostowany, z dłonią wysuniętą do przodu. To on zablokował jej ruch. Nie znała go, ale wyczuwała od niego siłę i moc i potęgę.
Cofnęła dłoń, a włócznia rozsypała się, jakby była stworzona z piasku. Kiedy nieznajomy opuścił rękę, blokada zniknęła. Całkowicie straciła zainteresowanie starcem. Tajemniczy mężczyzna zaabsorbował pełnie jej uwagi. Jego twarz była niczym wyryta z kamienia, a lekki wiatr rozwiewał jego włosy. Nie poruszył się, nawet o krok. Uśmiechnęła się, jednak nie miało to nic wspólnego z przyjaznym gestem.
- Brać go – rozkazała cicho.
Wtedy dwudziestka ludzi ruszyła do przodu. W ich rękach były łuki, maczugi, sztylety, pałki, a kilku miało miecze gorszej jakości. Powoli, opuścili mieszkańców, zbliżając się do nieznajomego. Dopiero wtedy sięgnął za plecy, wydobywając broń. Miecz był doprawdy niezwykły. Czarna rękojeść obwiązana skórą, drobny jelec, klinga o nienaturalnym, błękitnym połysku. Stanął z mieczem skierowanym szeroko do ziemi. Rozbójnicy zatrzymali się. Oczy wiedźmy rozszerzyły się jeszcze bardziej i po raz pierwszy od długiego czasu poczuła coś, co wydawało się jej, że dawno temu bezpowrotnie utraciła. Strach. Trwało to jedynie chwilę, jednak w jej umyśle echem rozeszło się jedno słowo: „Shora”.
Mężczyzna był Shora!
- Rozkazałam! - wrzasnęła. Wtedy jej ludzie ruszyli dalej, jednak nie wszyscy. Kilku stało nadal w tych samych miejscach. Strach między nieznajomym i ich panią walczył w ich sercach.
- Daje wam jedną szansę – rzucił nieznajomy. Jego głos był pełen spokoju. - Możecie się poddać albo będziemy walczyć.
- Zabić go! Przynieście mi jego głowę! - wrzasnęła wiedźma, a moc jedynie podbudowała jej krzyk. Zbójcy ruszyli dalej. Nieznajomy ze smutkiem pokiwał głową i zakręcił ostrzem w powietrzu. Wtedy w jego stronę poleciała strzała. Ten z napastników, który ją wystrzelił, niemal rzucił się do ucieczki, kiedy szary mężczyzna nie uniknął pocisku, ale zbił go mieczem w trakcie lotu.
Zakotłowało się. Po chwili pierwszy z nich rzucił się z mieczem. Nieznajomy zakręcił klingą, zbił broń przeciwnika, a następnie ciął nisko, pozbawiając go życia. Kolejnego ciął w marszu, po zderzeniu z jego ostrzem. Odbił topór, godząc jego właściciela w udo. Obrócił się, zablokował ramieniem, uzbrojoną rękę przeciwnika, jednocześnie przeszywając jego brzuch. Odebrał jego sztylet, którym zablokował lecące ku niemu żelazo. Obrócił się i kontratakował. Przebił dwóch naraz. W oczach bandziorów nie widział już chęci walki. Podrzucił sztylet, złapał go za ostrze i rzucił, trafiając w środek czoła łucznika. Ruszyło na niego trzech tarczowników. Nieznajomy wystawił rękę, a kiedy palce się rozszerzyły, wyleciał z niej podmuch energii, który zachwiał nacierającymi. Sparował krótką włócznię, obrócił się i wbił miecz w szyję wroga. Tym samym, płynnym ruchem uderzył rękojeścią broni w głowę następnego.
Reszta uciekała. Widząc ten upiorny spektakl opuścili swoją panią, ratując się ucieczką do lasu. Nieznajomy nie gonił ich. Miał przed sobą dużo większe wyzwanie. Wiedźma stała teraz tuż przed nim, zła i niebezpieczna.
- Jesteś Shora!
Nie odpowiedział.
- Jesteś bardzo potężny. Jestem pod wrażeniem, ale jesteś tylko jednym, samotnym Shora pośrodku bardzo niegościnnej krainy.
Nie odpowiedział.
- Zakon jest dla ciebie taki ważny? Zaproponuję ci coś. Tylko raz. Dołącz do mnie. Razem możemy osiągnąć naprawdę wiele. Może nawet rządzić całym krajem, aż do brzegu Iseny. Jeżeli zawalczymy… nie wiesz jak zakończy się nasz pojedynek.
Nie odpowiedział.
- Jestem potężna. Zabiłam swoją nauczycielkę i niejednego rycerza...
Nie odpowiedział. To zaniepokoiło czarownicę.
- Odpowiedz coś!
- Ze złem się nie negocjuje – rzucił Shora.
Czarownica wyprostowała rękę, a w jej dłoni zmaterializował się ciemny miecz, smukły, pozbawiony jelca. Rzuciła się w stronę nieznajomego. Wyskoczyła i zamachnęła się, spadając prosto na mężczyznę. Sparował. Kiedy ich klingi się spotkały posypały się zielonkawe iskry. Podniósł się kurz. Odrzucił kobietę. Ta sięgnęła do klamry swojej szaty i rozpięła ją. Ubranie opadło, odsłaniając przylegającą do ciała koszulę. Brak chusty odsłonił piękne oblicze kobiety z dalekiego wschodu, o długich, białych włosach.
Ułożyła klingę na ramieniu i ruszyła do przodu. Pchnęła, ale nieznajomy uchylił się. Zaatakowała dziko. Cięła i pchała, jednak jej broń nie spotkała się z mieczem przeciwnika. Ten jedynie uchylał się, coraz bardziej się cofając. W końcu zakręcił ostrzem, przygwożdżając miecz przeciwniczki do ziemi. Zatrzymali się. Ona puściła mu dzikie spojrzenie, jednak Shora pozostawał na to obojętny. Nagle czarownica puściła broń, a ta rozsypała się jak poprzednio włócznia. Kobieta wyprostowała się, kiedy w jej drugiej dłoni pojawił się identyczny oręż. Mężczyzna musiał uskoczyć bez broni, by nie stracić ręki. Uchylił się. Kobieta natarła. Praca nóg nieznajomego była zdumiewająca. Kiedy kolejny raz ręka przeciwniczki spróbowała zadać śmiertelny cios, złapał ją i pociągnął. Wiedźma straciła równowagę. Upadła. Korzystając z chwili wystawił rękę, a miecz sam do niej wrócił, idealnie w momencie, by zablokować kolejny cios.
Ponownie zaatakowała. Ich klingi spotykały się w powietrzu z niewiarygodną prędkością. Poruszali się tak szybko, że oglądającym ich wieśniakom wydawało się, że dwójka walczących stała się jednym. Szczęk metalu obijanego o metal rozszedł się po całej okolicy. Wiedźma napierała coraz bardziej, zmuszając Shorę do wycofywania się w kierunku rzeki. Wszedł na konar przewalonego drzewa, łączącego dwa brzegi. Czarownica podążyła za nim. Szybkie spojrzenie pod nogi. Cięła drewno, a jej miecz bez problemu przebił cały pień. Kłodę porwał nurt. Wymieniali uderzenia dalej, nie zważając na otoczenie. Nieznajomy ułożył klingę wzdłuż pleców, blokując widmowe ostrze wiedźmy.
- Jesteś silny, Shora, wyczuwam drzemiącą w tobie moc – rzuciła, a na jej twarzy pojawił się pełen pasji uśmiech. - Jesteś potężny, ale nie wykorzystujesz swojego pełnego potencjału. Blokują cię zasady i moralność… Mogę pokazać ci inną ścieżkę. Drogę do potęgi!
Mężczyzna odrzucił jej miecz.
Znów rozpoczęła się zaciekła walka. Tym razem oprócz mieczy dołączyły do niej również pięści i buty. Kobieta skakała, unikała, była przebiegła i zwinna. On natomiast cechował się siłą i szybkością. Nurt się zmienił. Dotarli do wodospadu. Konar był mokry. Nieznajomy poślizgnął się. Czarownica natarła. Trasa się skończyła. To wszystko zbiegło się razem w czasie.
Shora runął. Spadł do wody, ale czarownica wiedziała, że to nie koniec. To nie mógł być koniec. Dla zwykłego człowieka tak, ale nie dla Shory. Zeskoczyła i z gracją wylądowała na wystającej z wody skale. Rozejrzała się. Nigdzie nie widziała przeciwnika. Starała się go usłyszeć, ale szybko zdała sobie sprawę, że było to niemożliwe. Spadające tumany wody skutecznie to uniemożliwiały. W końcu go dostrzegła, a raczej jego miecz, zakłócający ścianę wodospadu. Użyła swojej mocy. Otworzyła dłoń i uniosła ją w górę, tworząc suche przejście pod wodospadem. Spokojnie przeszła, odkrywając jaskinię. Stał tam. Widziała jedynie ostrze jego miecza. Było ciemno.
- Wybrałeś sobie niekorzystny teren do walki – powiedziała, unosząc broń nad głowę. To samo uczynił nieznajomy. W takich pozycjach zbliżyli się. Dzielił ich niecały metr, kiedy zaczęli wymieniać wysokie cięcia. Czarownica nie mogła tego pojąć. Mężczyzna powinien być ślepy w ciemnościach, ale z jakiegoś powodu potrafił widzieć, nie używając oczu. Nie potrafiła przebić się przez jego obronę. Odrzuciła ostrze i wystawiła dłonie. Wydała z siebie rozdzierający okrzyk, kiedy z jej palców poleciały błyskawice. Mężczyzna zasłonił się klingą, która zaabsorbowała wyładowanie. Siła była jednak tak wielka, że powoli, mimo zaparcia, posuwał się w tył. Wiedźma zobaczyła to i natarła z całą mocą. Błyskawice wyrzuciły nieznajomego. Przebił się przez ścianę wody, przeleciał nad sadzawką i upadł na skalistą ziemię. Podniósł się ciężko, w chwili kiedy białowłosa wylądowała obok. Wymienili dwa ciosy. Mężczyzna wysunął dłoń i odepchnął ją. Dystans powiększył się do paru metrów.
- Przybyłeś po to by mnie zniszczyć? - spytała czarownica tworząc sobie nowy miecz.
- Zrobię to, co będę musiał – odpowiedział Shora, przybierając pozycję bojową.
Wznowili pojedynek. Gdyby nie mistyczna moc, którą obydwoje władali, już dawno opadliby z sił. Tym razem to ona się cofała. Nieznajomy zepchnął przeciwniczkę na skały. Dwumetrowe maczugi tworzyły istny kamienny las. Mężczyzna wykonał obrót, zakręcił mieczem i wystawił dłoń, posyłając kobietę w tył. Siłą woli chciał zepchnąć wielki kamień i przygnieść służebnice złych mocy, ale ta zatrzymała kamień w powietrzu. Spojrzała wymownie na oponenta i odrzuciła skałę. Kolejna, mniejsza poszybowała w kierunku Shory. Mężczyzna zasłonił się mieczem i skupił energię. Klinga rozcięła kamień. W drugiej dłoni wiedźmy pojawił się sztylet. Rzuciła nim. Ostrze przeszyło ze świstem powietrze, wbijając się w ramię przeciwnika. Zniknęło, ale rana nie. Shora powstrzymał się, ale ból rozlał się po całym ciele. Wymienili kilka ciosów. Czuł, że kobieta zaczyna przejmować inicjatywę. Czuł, że miała przewagę. Czuł, ze jeżeli zaraz czegoś nie zrobi, pojedynek już niedługo dobiegnie końca. Przed jego oczami pojawili się mieszkańcy wsi. Twarze, które widział jedynie przez chwilę, ale które wryły się w jego pamięć. Przypomniał sobie po co i dla kogo walczy. Wtedy kontratakował.
Zmobilizował wszystkie siły. Natarł z szybkością i furią zaszczutego tygrysa. Ciął, parł, kontratakował. Jego ruchy przypominały taniec, idealnie wyćwiczone przedstawienie, ciągnące do z góry zaplanowanego finału. Zakręcił ostrzem i przygwoździł klingę kobiety do ziemi. Wysunął dłoń i wypuścił tyle mocy, by posłać czarownicę kilka metrów dalej. Kobieta uderzyła o skałę. Poczuła chrupnięcie w kręgosłupie. Zanim zdążyła się pozbierać zobaczyła rozłożone ręce Shory, a także dziesiątki niewielkich skał unoszących się w powietrzu. Na twarzy mężczyzny pojawił się mimowolny uśmiech. Wykonał subtelny ruch nieuzbrojoną dłonią, a kamienie pofrunęły prosto na czarownicę. Ta użyła swoich mocy, by stworzyć dwie ciemne tarcze, ale mniejsze odłamki i tak zdołały przedrzeć się i boleśnie ranić jej ciało. Shora zbliżał się z mieczem przygotowanym do zadania ostatecznego ciosu.
Był już blisko, kiedy czarownica wybuchnęła błyskawicami, a ostatnie kamienie opadły. Klingi ponownie się skrzyżowały. Tym razem cios wiedźmy był słaby, bez zaangażowania, pozbawiony mocy. Mężczyzna natychmiast to wykorzystał. Obrócił się, blokując ostrze przeciwniczki i zadał cios pięścią w twarz. Zamroczyło ją. Na chwilę, ale tej chwili właśnie potrzebował.
Ciął.
Tylko raz. Bezbłędnie czysto. W sam środek brzucha. Kobieta zamarła. Przez chwilę wydawało się, że rozpadnie się na miliony kawałeczków, lub stopi niczym gorąca stal bez formy, ale nic takiego się nie stało. Po prostu upadła, a w jej oczach zgasło życie.
Shora upadł na kolano. Potrzebował odpocząć.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą Altao.pl. Kup licencję