O nasChronologiaArtykułyWspółautorzyPocztaZałóż bloga
 -

"Pojedynek" – opowiadanie z gatunku western fantasy od Radosława Gryczki - Autorzy/pisarze

Czy można połączyć western z fantasy, tak aby było oryginalnie, mimo że chwilami kroczy się śladami znanych dzieł? I zrobić to w sposób, że trudno oderwać wzrok, a wyobraźnia szaleje? Ależ tak! Potrafi to Radosław Gryczka. „Pojedynek” to faktycznie fantasy w szatach westernu lub na odwrót. Czyta się wyśmienicie!

Wstęp
Treść artykułu
Galeria zdjęć
Opinie
Polecane artykuły

   Słońce grzało mocno, oświetlając słomiane strzechy chat pomarańczowymi promieniami. Chłopi pracowali bez wytchnienia na pobliskich polach, zajmując się złocistymi kłosami. Teren był nierówny, pełen wzniesień i obniżeń. Na ulicach wsi kurz unosił się w rytmie podmuchów wiatru, bawiły się tam najmłodsze dzieci. To był kolejny dzień, taki sam jak poprzednie.

 

 

   Z otaczającego wieś lasu wyszedł samotny podróżnik. Nadchodził z północy. Szedł szlakiem, pieszo, bez konia. Był to niewątpliwie człowiek, mężczyzna, chociaż twarz skrywał pod kapturem, szarym jak reszta jego odzienia. Strojem również się wyróżniał. Nosił tunikę, sięgającą kolan, spiętą, jednak na tyle luźną by jego ruchy były swobodne. Przez plecy przewiesił torbę podróżniczą, a obok miecz. Buty wykonane miał ze skóry, mocnej, tak by przetrwały dalekie marsze.

   Nieznajomy szedł powoli, nie śpiesząc się. Zwracał na siebie uwagę. Dzieci wskazywały go palcem, dorośli jedynie ukradkiem szeptali. Miejscowy kowal od razu zwrócił uwagę na jego miecz. Był prosty, cienki, ale wyglądał na mocny. Obusieczny ze zbroczem pokrytym symbolami. Srebrna rękojeść, owinięta brązową skórą, była prosta, z romboidalną głownią. Piękna robota – stwierdził później, nie wiedząc nawet, że jego podziw byłby o niebo większy gdyby znał całą prawdę. Dwóch miejscowych pijaczków jedynie machnęło ręką i wróciło do swoich zajęć.

   Nie było to nic bardzo niezwykłego. Nieznajomi przybywali i wybywali. Wieś, choć mała, znajdowała się na ruchliwym szlaku prowadzącym na południe. To właśnie z tego powodu grupa niziołków postanowiła otworzyć tutaj swój zajazd, nad którego drzwiami powiesiła wymowny szyld „Pod wilczym ogonem”. Nazwa nie była najfortunniejsza, ale raz wywieszona, taka pozostała. To właśnie tam swoje kroki pokierował zakapturzony.

   Gospoda była największym budynkiem we wsi. Znajdowała się na wzniesieniu. Zbudowano ją z drewna i słomy. Mieściła pokoje dla gości, część ze stolikami i szynkwasem, która stanowiła główne miejsce rozrywki miejscowych. Stoliki stały również na powietrzu, przed gospodą, by w taki dzień jak dziś można było pić i jeść w towarzystwie słońca.

   Mężczyzna wszedł do środka. Było wcześnie, większość ludzi pochłonięta była własnymi sprawami. Był jedynym klientem gospody. Na jego widok, krągły niziołek o kręconych, blond włosach, poderwał się ze stołka.

     - Witam, witam „Pod wilczym ogonem”! - zawołał radośnie, energicznie wymachując rękami. Zeskoczył ze stołka i zbliżył się do wyczekiwanego klienta. - Ja jestem Bago Gwizdawek, a ty szczęściarzu, trafiłeś do najlepszej karczmy po tej stronie Iseny. Czego się napijesz, przyjacielu?

     - Herbaty - głos zakapturzonego był szorstki. Karczmarz wytarł ręce w fartuch, uśmiech na jego twarzy jeszcze się rozszerzył.

     - Wielu tu takich przychodzi co chcą piwa, albo wina, albo wódki, ale rzadko kto z przyjezdnych prosi o herbatę. No ale już robię, już robię. Jago! Wstaw wodę! Mój brat, trochę powolny, taki nie teges, ale kucharz świetny z niego. Tylko nie możesz dać mu pączków, bo będzie jadł puki nie pęknie, he, he, no ale to choroba zawodowa każdego niziołka. Tu sobie klapnij.

     - Mamy pogodny dzień – zauważył nieznajomy i skierował się do wyjścia, przed gospodę. Niziołek wyglądał na zakłopotanego, jednak natychmiast odzyskał rezon i pobiegł za swoim gościem.

     - Racja, jak mówisz, nie ma co się kisić pod dachem, kisić to się może kapusta co najwyżej - uśmiechnął się szeroko.

     - To pomarańczowa róża, ale ja wolę nazywać ją różą zachodzącego słońca, ładniej brzmi - ciągnął gospodarz, wskazując na roślinę, porastającą niewysoki płotek, jedynie symbolicznie oddzielający jego przybytek od reszty wsi. - Zasadził tu ją mój dziadek, Tuko, kiedy przybywał do miasta i zakładał tą gospodę. Dziadunio to był kawalarz, mówię ci, uśmiałbyś się… lubisz żarty, prawda? Kto nie lubi. Mówiłeś, że jak się nazywasz?

     - Nie mówiłem – odpowiedział sucho mężczyzna, ściągając kaptur. Tak, teraz zdecydowanie widać było, że był to człowiek. Włosy miał czarne, z kilkoma siwymi pasmami, zaczesane do tyłu i gęsty zarost. Minę miał posępną, oczy bystre i szare. Prawy policzek szpeciła blizna. Wyglądała jak po cięciu ostrzem. Nieznajomy uniósł lekko wzrok.

     - Dobra, dobra, nie musisz się przedstawiać, tak dla ułatwienia rozmowy chciałem jedynie wiedzieć, nie moja to rzecz.

Mężczyzna skinął głową.

     - Co wieś trapi?

     - Wieś trapi? - odpowiedział pytaniem na pytanie niziołek, a do jego uszu doszedł dźwięk gotującej się wody.

     - Tam – wskazał przybysz. Bago spojrzał w tamtą stronę. Człowiek wskazywał na kilka połamanych desek, leżących obok chaty, przy której dwójka młodych dokonywała napraw.

     - To chłopaki od Guida. Guido jest stary, a jego chałupa jeszcze starsza, to od czasu do czasu trzeba ją naprawić. Ot to. Z miasta jesteś? Pewnie tak, tam to z cegieł i kamienia budujecie to nie wiecie, że drewno próchnieje i trzeba je od czasu do czasu wymienić...

     - Wychowałem się w podobnej wiosce – przerwał przybysz, nie spuszczając wzroku z młodzieńców.

     - Nie pamiętam by próchniejące drzewo było wyszczerbione, jak po uderzeniu topora. Nie pamiętam też by trzeba było wymieniać jedynie dwie deski, kiedy reszta była całkiem dobra. Nie rozumiałbym też tego, że bardzo chciałeś bym pozostał w środku.

   Gospodarz pochwycił wzrok nieznajomego, który skierowany był teraz wprost na niego. Przeszywające szare oczy wydawały się nie patrzeć na niego, ale w głąb jego okrągłego ciałka, penetrując każdy zakamarek duszy.

     - Powiedziałeś – zauważył po chwili – „nie rozumiałbym”. Czyli rozumiesz?

     - Owszem.

     - Co rozumiesz?

   W tym czasie Jago przyniósł porcję parującego płynu, stawiając go przed klientem. Był podobny do swojego brata, jednak bardziej krępy i niższy. Stanął przed gościem jakby czekał na werdykt w sprawie herbaty.

     - Możesz już iść Jago – ponaglił go brat. Niziołek pokiwał lekko głową, a potem odwrócił się i wrócił do kuchni. W oczach widać było smutek. Nic z tych rzeczy nie umknęło uwadze przybysza, chociaż wydawało się, że nie poświęcił tej sytuacji ani trochę uwagi. Kiedy Jago zniknął, odezwał się ponownie.

     - Co chcesz mi powiedzieć?

   Wtem do uszu, jakby w odpowiedzi, dobiegł go tętent koni. Wyjrzał. Zobaczył grupę jeźdźców, sunących do wsi. Naliczył koło dwudziestu. Kobiety i mężczyźni, odziani w czerń i czerwone chusty. Każdy uzbrojony, jednak nie tak dobrze jak oddział, raczej jak bandyci. Krzyczeli, wpadając do wsi. Nie słyszał co, nie rozróżniał słów, jednak mógł łatwo domyślić się, o co chodziło, kiedy spostrzegł jednego z wieśniaków, podającego pełen worek jednemu z napastników. W odpowiedzi ten kopnął go w twarz, posyłając na piach.

     - Ta… - mruknął smętnie niziołek. - Przybywają średnio raz w miesiącu. Zawsze to samo. Przybywają, grabią, czasem zabawią się z kobietami i młodymi chłopcami, a potem odjeżdżają, pozostawiając za sobą… wiesz co, po prostu siedź, raczej nie zwrócą na ciebie uwagi, ale może nie obnoś się z tym scyzorykiem.  

     - Nikomu nie przyszło do głowy by się im postawić?

     - Kolego, ty chyba nie za bardzo rozumiesz. Oni przybywają raz na miesiąc, jasne, jest źle, jest bardzo źle, szczególnie jeżeli akurat wpadniesz im w oko, albo zrobisz cokolwiek by wyróżnić się z tłumu. No ale co zrobić? Protektora nie mamy. Żyjemy tu z dziada pradziada i zawsze jakoś sobie radziliśmy. Ci tutaj… ech… lubię sobie wmawiać, że nie jest tak źle, ale wtedy nachodzi mnie kolejna myśl, że zawsze może być lepiej. To ciężka sprawa, ale nauczyłem się jednego, zresztą jak wszyscy, lepiej się nie stawiać.

   Nieznajomy nie odpowiedział. Nawet nie chrząknął. Przez chwilę patrzył na oddających haracz wieśniaków. W pewnej chwili jednak dostrzegł dwie wojowniczki o wytatuowanych twarzach, które wlokły ze sobą młodego chłopaka, dopiero wkraczającego w dorosłość, a ich miny nie pozostawiały cienia wątpliwości co do ich zamiarów.

   Wstał, wsunął taboret i położył rękę na ramieniu gospodarza.

     - Rozumiem aż za dobrze.

   Po tych słowach ruszył.

     - Zara! Dokąd ty idziesz, kolego?!

   Nieznajomy przystanął by odpowiedzieć:

     - Może lepiej będzie jeżeli schowasz się do środka.

   Po tych słowach zaczął szybkim krokiem schodzić z pagórka.

 

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą Altao.pl. Kup licencję

admin (58240 pkt)Strona WWW Autora
Ilość odwiedzin: 81
Czas czytania: 98 min.
Kategoria: Autorzy/pisarze
Dodano: 1 dni temu [2026-08-02]

Temat / Nick / URL:

Treść komentarza:

Pliki cookie pomagają nam technicznie prowadzić portal Altao.pl. Korzystając z portalu, zgadzasz się na użycie plików cookie. Pliki cookie są wykorzystywane tylko do działań techniczno-administracyjnych i nie przekazują danych osobowych oraz informacji z tej strony osobom trzecim. Wszystkie artykuły wraz ze zdjęciami i materiałami dostępnymi na portalu są własnością użytkowników. Administrator i właściciel portalu nie ponosi odpowiedzialności za tresci prezentowane przez autorów artykułów. Dodając artykuł, zgadzasz się z regulaminem portalu oraz ponosisz odpowiedzialność za wszystkie materiały umieszczone przez Ciebie na stronie altao.pl. Szczegóły dostępne w regulaminie portalu.

© 2026 altao.pl. Wszystkie prawa zastrzeżone.
2.813

Akceptuję pliki cookies
W ramach naszego portalu stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym momencie zmiany ustawień dotyczących cookies. Jednocześnie informujemy, iż warunkiem koniecznym do prawidłowej pracy portalu Altao.pl jest włączenie obsługi plików cookies.

Rozumiem i akceptuję