(Altao.pl) Jak Twoje samopoczucie Grzegorz? Przepraszamy, że tak od razu przechodzimy na Ty, ale tak będzie się swobodniej rozmawiać.
Grzegorz Halama: Dobrze. A wręcz podejrzanie dobrze. W moim wieku, gdy rano nic nie boli, to najpierw się cieszę, a potem zastanawiam, czy jeszcze śpię. A „Ty” bardzo mi odpowiada. „Pan Grzegorz” brzmi, jakbym przyszedł odczytać licznik albo zalegał komuś z czynszem. (śmiech)

Grzegorz Halama (fot. Daniel Raczyński/materiały prasowe)
(Altao.pl) Z wywiadu, jaki udzieliłeś Plejadzie, można się dowiedzieć, że Twoje niektóre dni nie były najłatwiejsze. Ale czy możesz też nam wyjawić, co spowodowało, że miałeś smutną minkę?
Grzegorz Halama: Był taki okres, kiedy życie postanowiło sprawdzić, czy rzeczywiście mam poczucie humoru. Nałożyło się na siebie sporo rzeczy – problemy zdrowotne, sprawy rodzinne, zawodowe, odpowiedzialność za bliskich, pandemia… Przez pewien czas bardziej zajmowałem się życiem niż karierą.
Szczerze mówiąc, w pewnym momencie byłem już na granicy wyczerpania fizycznego i psychicznego. Długo potrafiłem sobie tłumaczyć, że jeszcze dam radę, ale w końcu organizm mówi: „Stop! Teraz ja zabiorę głos”.

Grzegorz Halama (fot. Daniel Raczyński/materiały prasowe)
I wtedy zacząłem naprawdę dbać o zdrowie. Zmieniłem sposób odżywiania, schudłem, zacząłem bardziej pilnować siebie i okazało się, ku mojemu zaskoczeniu, że organizm bardzo to docenił. Dieta sprawiła, że zacząłem się po prostu dużo lepiej czuć. Mam więcej energii, lepszą koncentrację.
Czasem trzeba zniknąć na chwilę nie dlatego, że się poddałem, tylko dlatego, że mam coś ważniejszego do zrobienia. W moim przypadku tym czymś było trochę poskładanie własnego życia, a przy okazji również samego siebie.
Jestem dzisiaj w znacznie lepszym miejscu. Dużo przewartościowałem, wróciła mi energia i ciekawość świata. A dla komika ciekawość świata jest esencjonalnym paliwem. Drugim jest kawa.
(Altao.pl) Czy to właśnie dlatego nagle zniknąłeś ze sceny i przeszedłeś taką totalną metamorfozę, czy była to raczej decyzja zupełnie niezwiązania z problemami w życiu osobistym?
Grzegorz Halama: To nie była decyzja w rodzaju: „Od jutra znikam i będę tajemniczym artystą”. To samo życie podrzucało mi priorytety. Przez lata bardzo dużo pracowałem, jeździłem, występowałem, nagrywałem. Potem centrum świata znalazło się gdzie indziej.
Ale scena nigdy ze mnie nie wyszła. To jest trochę jak choroba zawodowa, tylko przyjemniejsza. Można przez jakiś czas nie występować, ale potem stoję w sklepie przy kasie, słyszę dziwne zdanie i już myślę: „To jest dobre! Trzeba zapisać”.
(Altao.pl) Ile kilogramów straciłeś, i czy jako znacznie chudszy jegomość przyciągasz tak samo liczną publikę? Wszak brzuszek był niemalże Twoim znakiem rozpoznawczym, nieodłączną częścią kreacji scenicznej.
GH: Straciłem 25 kilogramów, ale spokojnie: głupoty w głowie zostały. To było dla mnie najważniejsze. Rzeczywiście przez lata mój wygląd był częścią scenicznego wizerunku. Pan Józek miał określoną sylwetkę, golf, sposób poruszania się. I nagle kostium został ten sam, tylko w środku zaczął hulać wiatr.
Ale publiczność nie przychodzi na brzuch, tylko po śmiech. Mam taką nadzieję, bo odbudowywanie dawnej figury wyłącznie ze względów zawodowych byłoby dość nietypowym planem kariery. Poza tym zmiana diety dała mi dużo energii. A energię można już bardzo dobrze zamienić na scenie na wygłupy.

Grzegorz Halama (fot. Daniel Raczyński/materiały prasowe)
(Altao.pl) Co dziś porabia Grzesiek Halama? Gdzie go można spotkać najczęściej? Bardziej idzie w stand-up czy kabaret?
GH: Najczęściej można mnie spotkać w miejscach, do których przyjechałem występować, oraz na stacjach benzynowych pomiędzy nimi. Gram, pracuję nad nowym materiałem, wróciłem mocniej do tworzenia i coraz bardziej interesują mnie też social media i sztuczna inteligencja.
Jeżeli pytasz: stand-up czy kabaret – ja tego aż tak mocno nie rozdzielam. Zaczynałem robić stand-up w Polsce, zanim większość ludzi wiedziała, że coś takiego istnieje. Potem był kabaret, postacie, piosenki, telewizja. Dzisiaj interesuje mnie przede wszystkim komedia. Jeżeli coś mnie śmieszy, to nie pytam tego pomysłu o przynależność gatunkową.
(Altao.pl) Czy Ty parodiujesz polityków, czy wcale nie dotykasz tego tematu? A jeśli nie, to kiedy i czy jeszcze przebierzesz się za pana Józka?
GH: Polityka ma jedną wadę jako materiał komediowy – sama próbuje być śmieszniejsza od komika. Napiszesz żart w poniedziałek, a we wtorek rzeczywistość zrobi coś znacznie bardziej absurdalnego i cały wysiłek na nic.
Nigdy nie ciągnęło mnie specjalnie do bycia komentatorem politycznym. Bardziej interesuje mnie człowiek. Nasze małe obsesje, lęki, związki, ambicje, rodzina, odchudzanie, technologia, to, jak bardzo wszyscy udajemy, że wiemy, co robimy. To jest niewyczerpane źródło komedii.
A pan Józek? Oczywiście, że żyje. Takiej postaci się nie zabija. Co najwyżej pozwala jej się trochę zdrzemnąć. Gdy zakładam żółty golf i czuję, że Józek ma coś ważnego do powiedzenia narodowi w sprawie drobiu – nie przeszkadzam mu.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą Altao.pl. Kup licencję




