(Altao.pl) W serialu jest sporo scen komediowych, ale są również zaskakujące momenty dramatyczne, np. dialog z ojcem Jan Pawłem (nie świętym). To był spontan czy jednak długie przygotowanie, aby uwiarygodnić tę szczerą rozmowę?
FZ: Nie mieliśmy specjalnych prób do tej sceny. Próba odbyła się tuż przed nagraniami. Bardzo wczesnym porankiem, więc aura dnia zdjęciowego bardzo pasowała do tej sceny. Każdy dubel w zasadzie był próbą. Szukaliśmy różnych rozwiązań, różnych energii, za każdym razem będąc po prostu ze sobą szczerym i w kontakcie. Każdy dubel był w zgodzie ze scenariuszem, ale zawsze trzeba reagować spontanicznie. Wtedy to ma szansę wyjść najbardziej autentycznie. Bartek Topa jest świetnym partnerem i wielkim aktorem, od którego mnóstwo się uczę.
źródło: YouTube.com (Standardowa licencja)
(Altao.pl) Zdradzisz naszym czytelnikom, co spotka Stanisława w trzecim sezonie? Dokąd podąży? Czeka go dużo szczęścia czy niepowodzeń?
FZ: No cóż. Nie mogę powiedzieć, co się będzie działo ze Stasiem. Mogę powiedzieć tylko tyle, że na koniec drugiego sezonu zaakceptował to, kim jest. Więc w pewnym sensie dojrzał. Na razie tyle. Na pewno się uśmiechniecie.
(Altao.pl) Chwilę po „1670”, można było Cię ujrzeć w kinowym debiucie. „LARP. Miłość, trolle i inne questy” to nie tyle komedia o tej społeczności, bawiącej się „w podchody”, jak nietrafnie określa to pewien filmowy policjant, co opowieść o dojrzewaniu nieśmiałego i prześladowanego chłopaka. Ty o sobie mówisz: „totalny dziwak i trochę wstydzioszek”. A więc wypisz, wymaluj Sergiusz to Filip, a Filip to Sergiusz. Czy jednak w prywatnym życiu bywasz czasem śmielszy, wręcz zawadiacki?
FZ: Bywam o wiele śmielszy, o wiele zawadiacki, ale nie zawsze tak było. I nie zawsze tak jest. To wszystko zależy od okoliczności, od tego czy w danym momencie mam w sobie tyle przestrzeni, żeby się otworzyć i móc być śmiałym, i zawadiackim. Bycie śmiałym i zawadiackim jest cudowne, uwielbiam to. Jednak czasem strach przed oceną przejmuje kontrolę i człowiek się chowa do swojej skorupy.

Kadr z filmu "LARP" (źródło: Mówi Serwis/www.dystrybucjamowiserwis.pl/fot. Dagmara Szewczuk)
(Altao.pl) Czy jesteś fanem gier fabularnych, typu „Dungeons & Dragons”. Czy kiedyś samemu byłeś lub chciałbyś być larpowcem?
FZ: Bardzo bym chciał wziąć udział w larpie z prawdziwego zdarzenia… jednak nie mam na razie na to czasu. W D&D nigdy nie grałem, ale jestem fanem uniwersum „Wiedźmina”. Takie mini larpy wiedźmińskie ze znajomymi organizowaliśmy.
(Altao.pl) Sergiusz ma motylki w brzuchu na widok nowej koleżanki z klasy – Heleny. Gra ją Martyna Byczkowska, która poprzednio była Anielą – siostrą Stanisława. Filip i Martyna rodzeństwo, czy Filip i Martyna para? Która ta filmowa relacja jest ciekawsza i trudniejsza z punktu widzenia aktora, czyli Ciebie?
FZ: Kurde, w „1670” miałem mało scen z Martyną i nasza relacja taka brat-siostra w scenariuszu nie jest tak mocno rozwinięta, jak moja i Michała czy Michała i Martyny. Więc nie mieliśmy wspólnych scen ze sobą, które byłyby jakimś aktorskim wyzwaniem. Większym wyzwaniem więc był „LARP”, gdzie mieliśmy z Martyną dużo ciekawych scen. Musieliśmy stworzyć naturalną relację zakochujących się w sobie nastolatków, którymi nie jesteśmy. Skalować ich niezręcznością tak, aby była autentyczna oraz konfrontować się ze sobą, gdy bohaterowie nie potrafią się dogadać. Była to wspaniała przygoda i wielka przyjemność szukać rozwiązań w tych scenach. Martyna jest fantastyczną aktorką i fantastyczną kumpelą!
(Altao.pl) Wielu synów żyje w cieniach ojców. Zarówno bohater „1670”, jaki i „LARP-u” również. A Ty jakie masz relacje z własnym tatą? I jakim tatą na planie był Andrzej Konopka?
FZ: Z moim tatą mam dobre relacje, czasami bardzo dobre, a czasami wydzieramy się na siebie. Ale potem się godzimy. Jesteśmy z innych pokoleń… co stawia przed nami wiele wyzwań różnej natury. Obydwoje jednak kochamy kino, muzykę. I uwielbiamy sobie żartować, często za bardzo – jak coś przeskrobiemy, to obracamy to w żart. Ów taki nasz „sposobik”. Tata się uczy zaakceptować mnie, a ja tatę. Andrzej Konopka zaś był na planie takim tatą, jakiego mógłbym mieć, jakby nie był nim mój tata. Andrzej, mimo tego, że jego postać to ojciec, który ciągle podcina skrzydła synowi, był dla mnie jak przyjaciel. Jak ziomek, który traktuje mnie na równi, mimo tego, ile już planów filmowych przeżył. To był mój pierwszy taki duży plan i nie wyobrażam sobie go z nikim innym niż z Andrzejem. Mogliśmy zawsze szczerze pogadać, a potem mieć ogromną radochę z pracy. Andrzej to wielki aktor i wielki człowiek.
(Altao.pl) Szeroko pojęta sztuka działa często na widzów terapeutycznie. Czy podzielasz ów pogląd?
FZ: Nie wiem, jak inni widzowie, ale na mnie działa terapeutycznie. Muzyka, kino, teatr zabierają mnie od przykrych rzeczy, które się się przydarzają. Lecz jednocześnie pomagają mi zrozumieć przykre rzeczy, które się przydarzają.
(Altao.pl) W jednym z wywiadów powiedziałeś, że „sam starasz się dawać ludziom światło”. Czym jest dla Ciebie owo światło?
FZ: Myślę, że to światło polega na tym, żeby doceniać tych, którzy są dookoła nas. Inspirować ludzi dokonała nas, wspierać ich, być im wdzięcznym, dawać im radość, a nie epatować mrokiem i smutkiem, który się w nas kłębi, NO BO TAK kłębi się, ale nie musimy zarażać nim innych. Bo jak będziemy zarażać nim innych, to będziemy się w nim jeszcze bardziej zanurzać i wtedy zatoniemy. Uśmiechanie się do siebie jest światłem. Bycie miłym jest światłem. Szukanie w sztuce – nawet najbardziej tragicznej – wytrychów, dających poczucie nadziei, też jest światłem.
(Altao.pl) Na koniec banalne, typowe pytanie, ale i tak je zadamy. Jakie są Twoje największe marzenia, nie tylko dotyczące coraz fajniejszych ról, i czy wierzysz, że się spełnią w najbliższej przyszłości?
FZ: Moim marzeniem jest założyć rodzinę, otworzyć tą knajpę w Busku. Mieć czas dla wszystkich moich przyjaciół i na imprezowanie z nimi. Zagrać trasę koncertową po Polsce, po Europie i w ogóle najlepiej po całym świecie. Marzę o tym, żeby podróżować, jeździć szybkimi samochodami w tych miejscach, do których będę podróżował. Mieć własną linię ubrań z jakąś marką odzieżową, albo własny model Adidas Superstar.
No i oczywiście grać ciekawe role w ciekawych przedstawieniach, filmach i serialach. Marzy mi się zagrać jakiś czarny charakter… W musicalu też bym zagrał, ale takim filmowym za dużo pieniędzy. U Smarzowskiego bym chciał bardzo zagrać, i też u Agnieszki Smoczyńskiej, u Jana Holoubka, u Pawła Maślony. Chciałbym otworzyć własne studio filmowe i obsadzać w filmach, które będę produkował, utalentowanych aktorów i aktorki, które nie mają pracy. I reżyserować filmy za większe budżety, niż te które do tej pory w Busku amatorsko reżyserowałem. A! I jeszcze przedłużyć dobę o jeden dzień, żeby był serio na taki odpoczynek. Czy się to wszystko spełni w niedalekiej przyszłości? Nie wiem. Przyszłość jest zawsze bardzo zaskakująca, ale dołożę wszelkich starań i nawet o pięć starań więcej, bo chce, żeby się spełniło. Bo to są moje marzenia i one są piękne, i dzięki nim mogę być tu, gdzie jestem. Dzięki temu, że sobie marzę.
(Altao.pl) Dużo tych marzeń. No to najlepszego!
Rozmawiał Przemek „Jankes” Jankowski (PJ)
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą Altao.pl. Kup licencję
